![[url=http://shutr.bz/1hqoBqU]Papież Franciszek ostrzegł polityków, by nie podążali "drogą śmierci", na która kierują ludzi grzechy[/url]](https://m.natemat.pl/a3f5d2975ce775575bed3a607523b837,1500,0,0,0.jpg)
W ubiegłym tygodniu papieża Franciszka odwiedzili w Watykanie włoscy parlamentarzyści. Politycy wzięli udział we mszy świętej, jaką Ojciec Święty odprawił w Bazylice św. Piotra, spodziewając się, że papież będzie jak zwykle uśmiechnięty i serdeczny. Tymczasem Franciszek bynajmniej nie był w dobrym humorze i mówił wiele o grzechach klasy rządzącej. – Papież nas spoliczkował, dał nam baty, lepiej było nie przychodzić – powiedział jeden z parlamentarzystów.
REKLAMA
Wypowiedziane w kazaniu uwagi odnosiły się wprawdzie do polityków współczesnych Jezusowi, ale – jak zauważył „Gość Niedzielny” – nietrudno było zgadnąć, iż krytyka odnosi się pośrednio także do obecnych rządzących. Papież mówił m.in. o zdeprawowaniu ludzi władzy, ich egoizmie, zamykaniu się na resztę społeczeństwa i korupcji, co było niemiłym zaskoczeniem dla tych parlamentarzystów, którzy liczyli, że spotkanie z jowialnym Ojcem Świętym upłynie w beztroskiej atmosferze.
– On nawet nas nie pozdrowił, nie podał ręki, nawet nie spojrzał w naszym kierunku – powiedziała rozgoryczona Renata Polverini z centroprawicowego Ludu Wolności. Szczególnie rozczarowany musiał być były lider Ligi Północnej Umberto Bossi, który przed rozpoczęciem mszy po raz pierwszy od 15 lat poszedł do spowiedzi.
Msza, w której uczestniczyło niemal 500 polityków (w tym byłych i obecnych parlamentarzystów oraz członków rządu), została odprawiona w ubiegły czwartek. W jej trakcie Franciszek starał się także skłonić rządzących do autorefleksji, zastanowienia się, czy w swoim życiu podążają wyznaczoną przez Boga drogą miłości i wolności, czy też zmierzają wprost ku śmierci, do której prowadzi motywowana zachłannością i egoizmem krótkowzroczność.
