Krystyna Janda wywołała burzę krytykując nowe pokolenie mężczyzn. A ci pytają: Co z równouprawnieniem?

Dzisiejsi mężczyźni są obdarci z [url=http://tinyurl.com/k9cgvfl]męskości[/url]?
Dzisiejsi mężczyźni są obdarci z męskości? Fot. Shutterstock
Są nieuprzejmi, nie pomagają i nie potrafią dostrzec kobiety w potrzebie, zasłaniając się własnymi problemami – taki obraz nowego pokolenia mężczyzn naszkicowała Krystyna Janda na swoim blogu. A wszystko zaczęło się od jej spotkania z pasażerem pociągu, który nie pomógł aktorce z bagażem. Efekt? Setki oburzonych kobiet i jeszcze więcej mężczyzn, którzy wykrzykują feministyczne przecież hasła o równouprawnieniu. Kto tu zwariował?


Na zakręcie – tak w dwóch słowach można podsumować pozycję szeroko rozumianej męskości w XXI wieku. Krystyna Janda opisała kilka żenujących sytuacji, których była mimowolną uczestniczką. Choćbym bardzo chciał, nie da się obronić zachowania mężczyzn, które nagłośniła artystka.


Z obrazu świata opisanego przez Jandę wynika, że wszystko stanęło na głowie. Zamiast równouprawnienia, mężczyźni zaczęli wcielać się w rolę kobiet, a one (siłą rzeczy?) w męskie. I choć od lat mówi się o konieczności równouprawnienia, z pewnością żadna ze stron nie chciała, aby przybrało ono tak chore i sprzeczne z założeniem oblicze.


Wpis na blogu Krystyny Jandy to żółta kartka dla mężczyzn, którzy zrezygnowali ze swojej męskości w imię... No właśnie czego? Z komentarzy pod artykułem można wywnioskować, że to właśnie mężczyźni w największym stopniu dbają o to, aby Panie nie czuły się dyskryminowane. W związku z tym zachowujemy się w stosunku do nich jak – przepraszam – ostatnie buraki.


Pomagasz - jesteś mięczakiem
Męska część czytelników zareagowała na wpis Krystyny Jandy z ogromnym oburzeniem. Pan Sebastian tłumaczył, że mężczyzna, który spieszy usługiwać kobiecie uważany jest za mięczaka i "miłego faceta". Nie przez facetów, przez kobiety. – Nie warto być "miłym facetem". Z miłofacetowości trzeba się leczyć, co przy okazji jest zdrowe dla kręgosłupa – napisał czytelnik.

Do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć oburzenie niektórych czytelników. Sam kilka lat temu przepuściłem koleżankę w drzwiach uczelnianej auli, za co spotkała mnie kara. Dowiedziałem się, że było to szowinistyczne zagranie i że moja koleżanka nie życzy sobie "specjalnego traktowania". I choć dalej przepuszczam w drzwiach zarówno kobiety, jak i inne osoby, zawsze zastanawiam się czy i tym razem ktoś nie uzna, że w ten sposób się wywyższam.

Wojciech
Komentarz pod wpisem Krystyny Jandy

Podniesienie przez kobiety haseł o równouprawnieniu sprawiło, że mężczyźni zaczęli się bardziej przyglądać relacjom między płciami. Gdy to zrobili, zauważyli że społeczna konwencja wymaga od nich szczególnych zachowań wobec ogółu kobiet, za to od kobiet nie wymaga żadnych szczególnych zachowań wobec ogółu mężczyzn. Słusznie więc uznali tę dysproporcję za niesprawiedliwą i odrzucili. CZYTAJ WIĘCEJ


Pan Wojciech dodaje, że szarmanckim można być wobec kobiet, z którymi jesteśmy w bliskich relacjach, wtedy one też robią coś dla nas, ale w innej formie. Jego zdaniem, obce kobiety nie powinny być traktowane ani trochę inaczej niż obcy mężczyźni. Nasz czytelnik zapomniał jednak, że sytuacja, w której znalazła się Krystyna Janda, była inna – ona była w niej nie tylko kobietą, ale po prostu drugą osobą potrzebującą pomocy. Pomoc należałaby się również słabszemu, niższemu, starszemu czy też choremu mężczyźnie, który miałby problem z bagażem.

– To jest zupełne nieporozumienie i odzieranie się z męskości – mówi Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. – Równouprawnienie oznacza, że jesteśmy równi w prawie. Mamy równe prawa do awansu, równej płacy za pracę tej samej wartości itd. Równouprawnienie nie przekreśla zasad dobrego wychowania, empatii, szacunku dla drugiego człowieka. Nie na tym polega równość, żeby rezygnować z gestów grzeczności i kultury – mówi blogerka naTemat.

Jak niedorozwinięte dzieci
Zdaniem dziennikarki i feministki Pauliny Młynarskiej, z próśb o to, by zaprzestać przysłowiowego "przepuszczania pań w drzwiach", a zacząć rozmawiać poważnie o prawdziwym równouprawnieniu, niektórzy mężczyźni często słyszą jedynie tę pierwszą część. "Chciałyście równouprawnienia, to macie, nie będzie całowania rączek i podawania walizek!" Gówniarskie to, niemęskie i obrażalskie – mówi Młynarska.

Młynarska przyznaje, że to kobiety wychowały sobie w ten sposób mężczyzn, którzy często są niepomocni. – Niedawno byłam świadkiem jak w pewnej firmie kilka bardzo ciężko pracujących dziewczyn usiadło na chwilę po 12 godzinach pracy i rozdzwoniły się ich telefony. Jedna po drugiej zaczynała tłumaczyć mężowi czy też partnerowi – niczym niedorozwiniętym dzieciom – gdzie jest kaszka dla dziecka, jak ją zmieszać z gorącą wodą, ile jej nasypać itd. Kiedy mamy, babci albo innej kobiety nie ma w domu, mężczyzna wpada w panikę, gdy musi podać dziecku jeść! Słuchanie tego było dla mnie potworne – stwierdza moja rozmówczyni.

To, zdaniem Młynarskiej, pokazuje, że prawdziwe równouprawnienie w Polsce nie istnieje. – Zasuwamy tak samo jak mężczyźni, ale oprócz tego same wrzucamy swoje walizki na półki i same musimy zrobić wszystko wokół dzieci, którym statystyczny Polak poświęca dziennie mniej czasu, niż paleniu papierosów! To jest smutne. Krystyna Janda oburzyła się tym, że ktoś nie podał jej walizki. Ale porozmawiajmy o tym, jak w przejściu podziemnym późną nocą kobieta nie może przejść obok grupy chłopaków, by nie usłyszeć steku bluzgów i nie dowiedzieć się, że jest najgorszą ze szmat – zwraca uwagę Paulina Młynarska.

Bądź mężczyzną!
Zdaniem Kozłowskiej-Rajewicz, nie należy mylić równego traktowania z odchodzeniem od kobiecości i od męskości, wzorców które są efektem pewnej tradycji, oraz faktów, tego że się różnimy od siebie. – Odpowiedzialność i męskość przejawia się między innymi tym, że gdy mężczyzna widzi obok siebie kobietę z cięzką walizką, proponuje jej pomoc, jeśli siedzi gdy wchodzi kobieta, wstaje i ustępuje jej miejsca – uważa Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowani.

– Mam syna, który ma 14 lat. To duży chłopak i jest wyższy ode mnie. Właściwie nie zauważyłam kiedy to się stało, że to nie ja tę walizkę kładę na półkę w pociągu, tylko on. To jest jego naturalny odruch, bo jest wyższy, silniejszy i po prostu jest mężczyzną – uważa Kozłowska Rajewicz.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

#SkuteczniePosprzatane 0 0Znamy wyniki akcji #SkuteczniePosprzatane. Organizatorzy przygotowali ogromną niespodziankę
NSC 0 0National Sales Congress po raz trzeci na Narodowym. Motyw przewodni ma wiele wspólnego ze sportem
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Znajomi mi wyjaśnili". Kaczyński popłynął mówiąc o dzieciach – lekarka obala jego teorię
0 0Unia Europejska ma obciąć Polsce 13 miliardów euro. Chce przeznaczyć te pieniądze na ekologię
0 0Cios w kandydata PiS na komisarza. Zabrano mu część zadań
0 0Poważne oskarżenia Edyty Górniak. Wyjaśniła, czym były "podziękowania" Cleo
0 0Youtuber z kolegą nagrał jak jedzie 300 km/h i udawał, że to nie w Polsce. Szybko go namierzono
NATEMAT EXTRA 0 0“To jakby odbity człowiek”. Tutaj zachowały się ślady krwi powstańców
Reserved 0 0Top modelka w kampanii Reserved. Promuje kolejną odsłonę projektu ReDesign
Gutek 0 0Zachwyca się nim Tarantino. Oto 5 powodów, dla których trzeba zobaczyć najbardziej szalonego laureata Złotej Palmy