
Ponad 250 tys. Amerykanów podpisało petycję, by odebrać kanadyjskiemu piosenkarzowi Justinowi Bieberowi zieloną kartę i odesłać go z powrotem do rodzinnego kraju. Biały Dom odpowiedział krótko: Przykro nam, ale nie będziemy się odnosić do tej sprawy.
REKLAMA
"My, obywatele Stanów Zjednoczonych, czujemy się źle reprezentowani w świecie pop kultury. Chcielibyśmy, by niebezpieczny, nieodpowiedzialny, destrukcyjny i nadużywający narkotyków Justin Bieber został deportowany, a jego zielona karta – odebrana mu. Jest on nie tylko zagrożeniem, lecz także ma okropny wpływ na naszą młodzież. Domagamy się usunięcia Justina Biebera z naszego społeczeństwa" – czytamy w petycji napisanej po tym, jak młody piosenkarz został aresztowany.
W styczniu policja w Miami zatrzymała Biebera za jazdę pod wpływem alkoholu. Kanadyjczyk jechał wynajętym lamborghini, którym ścigał się ze znajomymi na ulicach miasta. Policja utrzymywała, że przed zatrzymaniem piosenkarz palił marihuanę i pił piwo.
"Przykro nam, jednak nie będziemy komentować tej sprawy" – brzmi oficjalna odpowiedź Białego Domu.
"Zajęcie się tą sprawą zostawimy innym (...) cieszymy się jednak, że obywatele dbają o kwestie imigracji" – czytamy w oświadczeniu Białego Domu. W odpowiedzi na petycję podkreśla się także, że "potrzebna jest zdroworozsądkowa reforma imigracyjna, by upewnić się, że wszyscy stosują się do tych samych zasad".
Justin Bieber zostaje więc w Stanach Zjednoczonych.