
Z muranowskich piwnic wychodzą martwi Żydzi, kobieta z Podbitym Okiem chce poderwać zwykłego faceta, pułkownik SS Jozef Fritzl szkoli polskich dresiarzy, a zombies szaleją na shoppingu w Arkadii. Dzieje się, bo Noc żywych Żydów zdarza się tylko raz w roku.
REKLAMA
Nowy polski horror? Czarna komedia? Blisko, bo mowa o najnowszym spektaklu warszawskiego Teatru Dramatycznego „Noc żywych Żydów” według nominowanej do Nike powieści Igora Ostachowicza. Skojarzenie z horrorem nie jest zatem chybione - w spektaklu Marka Kality i Aleksandry Popławskiej aż roi się od nawiązań do tego gatunku. Ale nie tylko do tego, bo przedstawienie pełnymi garściami czerpie też i z filmu akcji, gier RPG, musicalu, science-fiction, teledysku, komedii, a nawet komiksu.
„To nie jest kameralna sztuka na kilku aktorów, ale teatralne widowisko. Tekst Ostachowicza prowokował do skorzystania z machiny teatralnej, wykorzystania bogatych inscenizacyjnych możliwości Sceny im. Gustawa Holoubka” – mówi naTemat Marek Kalita, który gra też rolę Bezimiennego.
Warszawski hipster
Jego bohater mieszka na Muranowie, jest wyluzowanym glazurnikiem z wyższym wykształceniem, lubi gotować i słuchać dobrej muzyki. Świat niespecjalnie go interesuje, czasem wpadnie mu w ręce powszechnie ceniona książka, czasem zaproponuje sałatkę swojej dziewczynie Chudej (Agnieszka Roszkowska). Ona z kolei jest bezrobotną weganką, świeżo nawróconą joginką (a jakże), która większość czasu spędza surfując po Internecie.
Jego bohater mieszka na Muranowie, jest wyluzowanym glazurnikiem z wyższym wykształceniem, lubi gotować i słuchać dobrej muzyki. Świat niespecjalnie go interesuje, czasem wpadnie mu w ręce powszechnie ceniona książka, czasem zaproponuje sałatkę swojej dziewczynie Chudej (Agnieszka Roszkowska). Ona z kolei jest bezrobotną weganką, świeżo nawróconą joginką (a jakże), która większość czasu spędza surfując po Internecie.
To właśnie Chuda po raz pierwszy usłyszy skrobanie pod podłogą. I nie będą to halucynacje, bo wkrótce do ich mieszkania zapukają żydowscy Zombie (kapitan polskiego wojska i jego nastoletnia córka Rachela). Czego chcą? Posłuchać współczesnej muzyki, napić się wódki, zapalić papierosa. Problem jednak w tym, że z dnia na dzień gości bez rąk, nóg i z przestrzelonymi twarzami zacznie przybywać.
"Pod Warszawą zostali tylko ci, z którymi coś jest nie tak. Najwięcej jest tych w szoku. Nie potrafią się pozbierać, niektórzy obrażeni na Boga. Różnie. Niektórzy boją się, że wszystko zrozumieją. Albo jeszcze gorzej - że będą musieli wybaczyć. Są i tacy, co pracowali w policji w Sonderkomando. Mój ojciec to co innego. Twardziel, zero szoku. Był w powstaniu żydowskim, potem w polskim. Wszyscy go szanują. Został dla mnie. Nie chce mnie tu zostawić samej. A teraz wszyscy są pobudzeni, nikt nie chce spokojnie leżeć w piachu." – opowiada Rachela.
Równocześnie polscy neofaszyści zwołują do Warszawy swoich ziomków, by „rozprawić się z żydowską zarazą”. Zblazowany Bezimienny będzie musiał dokonać wyboru po czyjej stronie stanąć.
Wydaje się, że właśnie konstrukcja psychiczna głównego bohatera – leminga, a może i słoika – najbardziej interesuje twórców spektaklu. Dzięki niemu stawiają pytania o wartości, moralność – jakkolwiek patetycznie to brzmi, czy podziały w dzisiejszej Polsce.
Na wesoło o Zagładzie?
Te pytania rodzą kolejne - o ton książki, a co za tym idzie konwencję widowiska. Bo co mają wspólnego zamordowani w getcie Żydzi z zabawnym musicalem? Czy nie jest to niesmaczna obraza pamięci ofiar Holokaustu? W Polsce jesteśmy przecież przyzwyczajeni, że o bolesnej historii pisze się z patosem i powagą albo wcale. Okazuje się jednak, że w tym paradoksie jest metoda. Ostachowiczowi bynajmniej nie chodzi o puste szokowanie czy obrażanie zblazowanych mieszczuchów.
„Tytuł powieści i sztuki więcej niż tylko sugeruje skojarzenie z „Nocą żywych trupów”. Wielu recenzentom książki nie przypadło do gustu porównanie Żydów z getta do zombi. Ale to porównanie jest dokładnie tym, o co autorowi chodziło. Jest zdecydowanie w stylu groteskowego horroru a la „Bękarty wojny" Quentina Tarantino czy „Maus" Arta Spiegelmana - komiksu przedstawiającego Niemców jako koty, Żydów jako szczury, a Polaków jako świnie” – notuje w dzienniku „Haaretz” wybitny izraelski krytyk Michael Handelsaltzs.
Z tej ironicznej groteski wpisanej w tekst umiejętnie skorzystali twórcy spektaklu – stąd na scenie i taniec dzieci z getta w rytm legendarnego „Thriller ” Michaela Jacksona, i kabaretowe songi śpiewane przez Hitlera (w tej roli jak trzeba przerysowany Krzysztof Ogłoza) czy seksualne zapędy kobiety z Podbitym Okiem granej przez Katarzynę Herman.
- To przewrotny sposób, by wciągnąć widza w rozmowę o trudnym temacie. Ostachowicz zaskakuje czytelnika, śmiejemy się i zastanawiamy się czy możemy się nie śmiać – podkreśla Aleksandra Popławska.
To pewne – taki temat podzieli i krytyków, i widzów. Jedni zobaczą w nim szydzenie z historii, inni oburzą się na rozrywkowa konwencję, jeszcze inni docenią dystans, z jakim reżyserzy chcą mówić o współczesnej Polsce.
„Spektakl Popławskiej i Kality jest ważnym głosem w dyskusji o odradzającym się neofaszyzmie i nacjonalizmie. Oby tylko zawężenie problemu wyłącznie do „dresów", którzy na Facebooku demaskują Żydów i do skrajnie prawicowych partii, nie rozgrzeszyło nas z obowiązku dokonywania wyboru” – podsumowywała premierę recenzentka Lidia Raś.
Igor Ostachowicz „Noc żywych Żydów”
Premiera 4 kwietnia 2014 w Teatrze Dramatycznym m. st. Warszawy
Najbliższe spektakle – 26, 27 kwietnia
Reżyseria: Aleksandra Popławska i Marek Kalita
Scenografia: Katarzyna Borkowska
Muzyka: Jacek Grudzień
OBSADA: Marek Kalita, Agnieszka Roszkowska, Michał Czernecki, Katarzyna Herman, Zdzisław Wardejn, Krzysztof Ogłoza, Henryk Niebudek, Agata Woźnicka, Dominik Rybiałek, Waldemar Barwiński, Paweł i Piotr Kamińscy, Krzysztof Brzazgoń, Sebastian Skoczeń, Mariusz Drężek, Anna Gorajska, Maciej Szary