To "tylko foch"? Nie tylko, bo foch to po prostu przemoc psychiczna

Aneta Olender
"Czy jestem sprawcą przemocy?" – zastanawiało się wiele osób spośród tych, które przeczytały na instagramie wpis Matyldy Kozakiewicz, blogerki znanej jako Segritta. Matylda wyjaśniła, że zwykły foch, który często traktujemy z przymrużeniem oka, który jest powodem do żartów, jest przemocą psychiczną.
Fot. Pexels / Pavel Danilyuk
Czy spodziewałaś się, że wpis o "fochu" zdobędzie aż taką popularność?

Zupełnie się tego nie spodziewałam. Wydawało mi się, że piszę o czymś, o czym wszyscy już wiedzą. Chciałam to jednak zrobić, bo znowu gdzieś ktoś zażartował o "kobiecym fochu", ale przecież to tylko foch, więc można się pośmiać. Uznałam więc, że być może kilka osób nie będzie wiedziało, że foch to przemoc.

Okazało się, że osób, którego tego nie wiedzą, jest więcej niż kilka. Część z tych, którzy udostępniali twój wpis, dodawało "wychodzi na to, że jestem sprawcą przemocy".

Rzeczywiście popularność tego posta była większa niż innych, był często udostępniany. Według mnie ciekawy jest też fakt, że focha stosują obie płcie, choć stereotypowo wydaje nam się, że to głównie kobiety "mają focha". Tak nie jest. Foch jest dość demokratyczny płciowo.


Polskiemu społeczeństwu, zwłaszcza starszym pokoleniom, bardzo trudno jest wytłumaczyć, że przemocą jest też coś, co nie jest przemocą fizyczną. Choć w przeszłości mieliśmy nawet problem z uznanie za przemoc klapsa – uderzeniem dziecka, bezbronnej istoty, przez dorosłego.

Mam nadzieję, że akurat to już mamy za sobą i post na temat klapsów nie zrobiłby takiej kariery, nie byłby takim zaskoczeniem.

Wracając do przemocy psychicznej, z nią jest dużo większy problem. Niektórzy uważają, że skoro jest "tylko" psychiczna, to można odejść – nikt siłą cię nie trzyma – a więc skoro ktoś może odejść, nie jest ofiarą przemocy. To nie jest prawda.

Przemoc psychiczna oznacza działanie w bardzo wyrafinowany, ale okrutny sposób. Uczy między innymi tzw. wyuczonej bezradności, zwłaszcza jeśli taka przemoc była stosowana na kimś w dzieciństwie. Poza tym: jeżeli ktoś stosuje przemoc, zaczynając od małych kroczków, z czasem przechodząc do coraz większych, mocniejszych, to powoli przesuwa to granicę do momentu, w którym nawet mocna przemoc staje się elementem "normalności".

Pewnie na pierwszej randce, gdyby ktoś cię nazwał szmatą, uniosłabyś brwi i wyszła, nie życząc sobie dalszych kontaktów. Ale jeśli taka obelga padła po raz pierwszy po kilku latach bardziej subtelnych wyzwisk, nie odchodzisz. Jest to jeszcze trudniejsze dla osób, które wychowały się w przemocy.

Najlepszym przykładem jest historia ze słoniami w cyrku. Dlaczego duży słoń, który jest trzymany na cienkim łańcuchu, nie ucieka z cyrku, choć mógłby ten łańcuch pokonać jednym ruchem nogi? Dlatego, że gdy był małym słonikiem, taki łańcuch był dla niego wystarczająco mocny, by uniemożliwić ucieczkę. Zwierzę próbowało się uwolnić, wyszarpywało się, ale się to nie udało, więc nauczył się, że jego opór jest daremny. Potem, w dorosłym życiu, nie będzie już nawet próbować.

Podobnie jest z ludźmi. Jeżeli dziecko jest nauczone, że przemoc psychiczna jest czymś normalnym – rodzice stosują wobec niego szantaż, poniżanie, foch, czyli zabierają responsywność – to uznaje ono, że taki jest właśnie świat, takie jest życie. Nie da się temu zapobiec, bo przecież doświadczenie z dzieciństwa mnie nauczyło, że opór jest bezcelowy.

Później, gdy taka osoba jest już dorosła, pojawia się przekonanie, że w związku też może się tego właśnie spodziewać – skoro moi rodzice, którzy mnie kochali, stosowali wobec mnie takie techniki, to mój mąż/moja żona też może to robić. A ja będę bezbronna.

A jeśli ktoś nie doświadczał czegoś takiego w dzieciństwie?

Nawet jeśli dziecko zostało wychowane w więzi bezpiecznej, czyli nie doświadczało przemocy psychicznej w domu, w dorosłym życiu też może ulec takim technikom. Partner lub partnerka może zacząć od wspomnianych już małych kroków, rzucić małego focha, następnie przejść do mówienia czegoś przykrego, ale delikatnie, np. "głupia jesteś, że tak myślisz", "Dlaczego wychodzisz spotkać się z kolegą? Przecież jesteś w związku, więc nie wypada, żebyś się tak zachowywała".

Oczywiście więź bezpieczna w dzieciństwie sprawia, że łatwiej mi rozpoznać takie manipulacje i się z nich zawczasu wyplątać, ale nie gwarantuje sukcesu. To są takie elementy, takie zachowania partnera, które powinny zapalić w głowie tej drugiej osoby lampkę ostrzegawczą. Jeżeli na nie nie zareaguje, to partner będzie sięgał po coraz ostrzejsze środki, mechanizmy wpływu.

W końcu może dojść do tego, że będzie stosował naprawdę mocne i opresyjne komunikaty: "Ty ku***o, szmato, ubrałaś się jak do burdelu, a chciałaś iść z koleżankami na miasto. Nigdzie nie idziesz!!!". Ten komunikat zdaje się wielu osobom ewidentnym przegięciem, przekroczeniem wszelkich granic. Ale pamiętajmy, że osoba, która doświadczała przemocy dłuższy czas, odbiera to zupełnie inaczej.

Dla niej to jest tylko jeden mały kroczek od wcześniejszych wyzwisk. Więc dlaczego akurat teraz miałaby się zbuntować? No i przecież ten partner potrafi być też czuły, wspaniałomyślny, hojny. Przecież po ostatniej takiej awanturze tydzień mnie nosił na rękach. Może i teraz przeprosi i zrozumie swój błąd?

Pamiętajmy też, że przemoc psychiczna bardzo często przeradza się w przemoc fizyczną. Umniejszanie znaczenia przemocy psychicznej, podkreślanie, że to nie jest przemoc, jest niezgodne z tym, co mówi psychologia, niezgodne z tym, co mówią osoby, które doświadczają przemocy.

Psychologowie wiedzą, że przemoc narasta. Raz zastosowana, najprawdopodobniej będzie eskalować z czasem. Cykl przemocy, który modelowo składa się z fazy narastania napięcia, fazy wyładowania przemocy i fazy miesiąca miodowego – z czasem redukuje fazę miesiąca miodowego i staje się naprzemiennym narastaniem przemocy i jej rozładowaniem. A to rozładowanie jest coraz mocniejsze. Przemoc psychiczna przechodzi w fizyczną, a fizyczna staje się coraz bardziej dotkliwa. Jednak z focha zdejmujemy taki ciężar. Funkcjonuje on absolutnie oderwany od tego, o czym teraz powiedziałaś.

Foch de facto jest odebraniem responsywności. Responsywność oznacza to, że ja reaguję na ciebie, czy to mimiką, czy to odpowiedzią na zadane pytanie, na twoje potrzeby – potrzebujesz czegoś, a ja to podam, jest ci zimno, okryję cię kocem, uśmiechniesz się, ja się uśmiechnę. Responsywność jest zatem jedną z podstawowych składowych każdej zdrowej relacji.

To, jak bardzo krzywdzące jest odebranie responsywności, idealnie obrazuje zachowanie dzieci. Te, które mają nieresponsywnych rodziców, są celowo niegrzeczne po to, aby rodzic na nie nakrzyczał czy nawet je zbił. Dzieci uważają, że to jest dla nich lepsze, niż brak jakiejkolwiek odpowiedzi, lepsze niż rodzic nieobecny.

Potrafią nawet robić sobie krzywdę, okaleczać się, bo wtedy rodzic przychodzi i jest dla nich miły, opiekuje się nimi, coś do nich mówi, nawet jeśli są to słowa takie jak "znowu coś sobie zrobiłeś".

Ja istnieję...

U takich dzieci nierzadko występują też choroby psychosomatyczne. Nawet jeśli nie robią sobie celowo krzywdy, to z jakiegoś powodu często chorują. Pojawiają się bóle brzucha, obniżona odporność, przeziębienia, problemy z trawieniem, ponieważ ciało podąża za umysłem, za potrzebą więzi, bliskości.

W pewien sposób organizm współpracuje z umysłem: skoro gdy jestem chory, rodzice się mną zajmują, to najwyraźniej bycie chorym jest dobrą taktyką na uzyskanie bliskości.

Responsywność i bliskość jest u małych dzieci jedną z podstawowych potrzeb, traktowanych wręcz na równi z potrzebami fizjologicznymi – bez trzymania na rękach, bez dotyku dziecko choruje i gorzej się rozwija. Oczywiście z wiekiem ta potrzeba fizjologiczna staje się potrzebą psychiczną, ale brak jej zaspokojenia wciąż źle na nas wpływa.

Mówiąc o odebraniu responsywności, mówimy o jednej z największych kar psychologicznych, jaką można zastosować wobec innego człowieka. To trochę tak, jakbyś żyła w domu, w którym ktoś jest fizycznie obecny, ale w rzeczywistości dla ciebie go nie ma. Wiesz, że nie odebrało mu mowy, tylko nie chce się z tobą komunikować. A więc – wnioskuje umysł – nie jestem godzien relacji, nie jestem wart miłości i akceptacji. Znowu nawaliłem, znowu jestem niewystarczający.

Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że takiego traktowania w dzieciństwie doświadczyło/doświadcza wiele osób.

To prawda, wiele osób ma takie doświadczenia. Rodzice stosowali fochy, ciche dni, po to, żeby wpłynąć na zachowanie dziecka. Potrzeba uzyskania czegoś od drugiej osoby jest właśnie definicją focha, tym, co odróżnia go od zwykłego "jest mi przykro". W tym drugim przypadku po prostu wyrażasz swoje emocje, mówisz, że potrzebujesz przestrzeni: "Teraz nie chcę z tobą rozmawiać, potrzebuję godziny, dwóch, żeby się uspokoić, idę na spacer". To jest ok.

Natomiast jeśli celowo zostajesz przy tej osobie, ale się do niej nie odzywasz, a dodatkowo, aby podkreślić tego focha, do innych zwracasz się serdecznie i miło, to tak naprawdę nie pokazujesz tego, że jest ci przykro. Próbujesz wywrzeć wpływ na tę osobę, próbujesz coś uzyskać.

Jeśli liczysz na to, że ta osoba przez twoje działanie będzie cierpiała, a w związku z tym zmieni swoje zachowanie, to jest to narzędzie wpływu, a nie ekspresja swoich emocji. Oczywiście zazwyczaj chcemy wymóc przeprosiny, zmianę zachowania, poprawę, ale tak naprawdę jest to rodzaj szantażu: jeśli nie dasz mi tego, czego chcę, będziesz cierpieć. Zobaczysz, jak to jest, gdy ignoruję twoje istnienie.

Rodzice takim zachowaniem bardzo często i bardzo skutecznie potrafią wymóc przeprosiny, które zazwyczaj nie są szczere. "Przepraszam" pada tylko dlatego, żeby mama lub tata wreszcie zaczęli do mnie mówić, żeby te ciche dni się skończyły, żeby wreszcie było normalnie.

Dzieci przepraszają za wszystko, kompletnie nie czując skruchy, nie mając wyrzutów sumienia za to, co zrobiły. To jest najlepszy dowód na to, że rozmawiamy o przemocy – foch nie ma żadnego pozytywnego wpływu ani na drugą osobę, ani na relację. Foch jest po prostu manipulacją.

Foch może nie być intencjonalnym wyrządzaniem krzywdy, tylko raczej nieumiejętnością wyrażania uczuć?

Czasami jest stosowany z desperacji. Jeśli ktoś już nie widzi możliwości dyskusji na argumenty, trochę stoi pod ścianą – partner/partnerka nas tak wkurzył/wkurzyła czymś, że już nie wiemy, co mamy zrobić, bo przecież nie chcemy go zbluzgać – to wtedy sięga po focha. W odczuciu wielu osób jest to najmniej agresywna forma ataku i jednocześnie próba uniknięcia rozstania.

Rzeczywiście foch bywa odpowiedzią osoby bezradnej, tylko że ta bezradność czasem nie jest związana z tym, że ktoś żyje w związku, gdzie sam jest ofiarą przemocy – chodzi raczej o nieumiejętność wyrażania emocji.

Ktoś np. nie potrafi powiedzieć "jestem na ciebie wściekła", bo uczucie złości i gniewu było w tej osobie długo i skutecznie tłumione przez społeczeństwo – rodziców, nauczycieli itp. – choćby dlatego, że dziewczynki nie mogą się złościć i przeklinać.

W związku z tym chowam w sobie te emocje, nie umiem ich przeżywać zewnętrznie, dawać im upust, mówić o nich, a ponieważ nie potrafię tego zrobić, to używam innego narzędzia. Tym narzędziem jest właśnie np. foch.

Jeśli twój partner lub partnerka używają często focha – zastanów się, jak reagujesz na sytuacje, gdy wyraża złość. Czy akceptujesz to? Dajesz im na to przestrzeń? Bo może być tak, że każdy przejaw okazywania złości lub frustracji spotyka się z karą. I wtedy faktycznie – sięgamy po focha z desperacji, jako jedynej formy okazywania niezadowolenia, która jest w związku akceptowana i nie prowadzi do awantury.

Chowamy emocje i nie umiemy mówić o potrzebach?

Najtrudniej jest mówić o potrzebach. Wyobraźmy sobie taką sytuację, jesteś w domu z partnerem i po raz setny w tym tygodniu, a przynajmniej w twojej głowie po raz setny, prosisz go, żeby odkładał po sobie te "cholerne kubki" do zmywarki.

Prosisz raz, drugi, a w odpowiedzi słyszysz "tak, tak jasne", ale partner nic z tym nie robi. Za którymś razem, zamiast po prostu wybuchnąć – do czego masz prawo i co paradoksalnie byłoby zdrowym wyrażeniem emocji – zamiast powiedzieć, że nie cierpisz bałaganu, że takie zachowanie cię wkurza, mówisz "domyśl się", bo nie potrafisz inaczej.

Nie odzywasz się do partnera przez 3 dni, ale odstawiasz kubki do zmywarki z zaciśniętymi zębami, tym samym stosując największą możliwą karę wobec kogoś, kto być może często nie zdaje sobie sprawy, jakiej twojej potrzeby nie zaspokoił.

Foch nie pozostaje bez wpływu na relację?

Foch upośledza komunikację w relacji, coraz trudniej jest wyrażać potrzeby w konstruktywny, zdrowy sposób. To nakręca błędne koło komunikacyjne.

A ta druga osoba może po prostu mieć dość.

Może mieć dość. Foch naprawdę jest ogromną karą psychologiczną. Jeśli ktoś stosuje wobec ciebie focha przez godzinę, to jeszcze jakoś to zniesiesz, ale jeśli dzieje się tak przez godzinę dziesięć razy w tygodniu lub foch trwa 3 dni, to żyjesz w ciągłym stresie. A stres jest z kolei częstym wyzwalaczem chorób psychosomatycznych.

Ale jak przerwać to błędne koło? Przecież może być tak, że ktoś, chcąc przerwać milczenie partnera, odłoży w końcu te kubki do zmywarki.

To nie jest tak, że jeśli zastosuję focha wobec mojego partnera, to on nagle się ogarnie. On pewnie nawet nie będzie wiedział, o co chodzi albo uzna, że przesadzam. Gdyby jednak odstawił kubki do zmywarki, to oznaczałoby, że foch działa i później nie trzeba byłoby go stosować. Tę sprawę by to załatwiło.

Ale tylko tę sprawę, czyli skoro uznam, że foch jest skuteczny, będę używać go w innych przypadkach.

Tak, będę wiedziała, że mogę go stosować. Chodzi jednak o to, że foch nie działa. To nie jest tak, że jeśli wobec ciebie stosowany jest foch, zaczynasz spełniać potrzeby drugiej osoby. Ty po prostu cierpisz z powodu ich niespełnienia, ale nawet do końca nie wiesz, co miałabyś robić, żeby było inaczej.

Czasami jest tak, że partner/partnerka wychodzi z domu i za każdym razem, kiedy wraca ta druga osoba jest sfochowana. Pada pytanie "O co chodzi?" i odpowiedź "Domyśl się, co się stało", "Jeśli wychodzisz wieczorami, to może w ogóle żyjmy obok siebie, wszystko mi jedno, idę spać".

Czego może domyślać się partner? Może domyślać się, że ona nie chce, żeby on w ogóle wychodził z domu, co się nie stanie, bo przecież to lubi i jest mu to potrzebne. W efekcie jeszcze częściej będzie uciekał z domu, w którym panuje tak napięta atmosfera.

Tak naprawdę tą potrzebą może być coś zupełnie innego. Być może ona chciałaby tylko, aby partner informował ją, kiedy wychodzi i z kim się spotyka. Być może chodzi o to, żeby wracał o tej godzinie, o której mówił, że będzie.

Żeby partner wiedział, jaka jest potrzeba, to ta druga osoba musi to wyrazić. Musi powiedzieć: Kochanie jestem zdenerwowana, bo martwiłam się o ciebie. Mówiłeś, że będziesz po 21, a jest 22:30. Przez 1,5 godz. nie wiedziałam, gdzie jesteś i chodziłam po ścianach z nerwów.

Jest mnóstwo potrzeb, które mogły nie zostać spełnione w tym konkretnym scenariuszu. Sam foch nie formułuje tego, która z tych potrzeb nie została spełniona i jakie emocje to wywołało. Wiemy tylko, że są to emocje negatywne. Co w takim razie robić? Jak rozmawiać?

Metody komunikacji według psychologii dzielą się na techniki miękkie i techniki twarde. Miękkie to np. namawianie – "Kochanie nie wychodź, zostań ze mną dzisiaj, obejrzymy fajny serial" albo przekonywanie – "Jeżeli zostaniesz ze mną, to będziesz jutro wyspany i rano możemy sobie pojechać na wycieczkę".

Twarde techniki to grożenie, szantaż, foch. Nie stawiamy pomiędzy nimi znaku równości, ale tak naprawdę to wszystko jest przemocą.

Warto więc stosować techniki miękkie i nauczyć się języka NVC, który pozwala wyrażać emocje i potrzeby. Głównym celem tego języka nie jest nauczenie się stosowania komunikatu w 4 krokach, tylko to, że stosując go, uczymy się własnych emocji i potrzeb, przez co łatwiej nam je wyrażać.

Bardzo często jest tak, że stosujemy focha, dlatego że nie zdajemy sobie sprawy z tego, co czujemy. Mówimy przyjaciółce "Jestem nim rozczarowana", "Ten związek nie jest taki, jaki myślałam, że będzie. Jestem załamana". A tak naprawdę byłam zazdrosna albo zła, pojawił się cały wachlarz emocji, ale niekoniecznie takich, których wydaje mi się, że doświadczyłam.

Posługując się językiem NVC uczymy się je rozpoznawać. Ważne w tym języku jest też to, że każda emocja jest ok. To nie jest tak, że czuję złą emocję, której nie powinnam czuć, więc muszę ją zablokować. To jest prosta droga do aleksytymii (przyp. red. aleksytymia to zaburzenie emocjonalne, niezdolność do rozpoznawania i nazywania własnych stanów emocjonalnych).

Trzeba zaakceptować, że to, co czuję, jest w porządku. Mam prawo czuć zazdrość, złość, żal, smutek. Mogę to nazwać i wyrazić. Nie jest to atakiem. Jest różnica pomiędzy komunikatem "Jest mi smutno, jestem na ciebie zła" a komunikatem atakującym "Rozczarowałeś mnie" albo "Znowu próbujesz mnie wkurzyć". NVC uczy, żeby komunikat atakujący (np. "unieszczęśliwiasz mnie") zamienić na komunikat JA, (czyli np. "jest mi smutno").

Na czym polegają te cztery kroki w NVC?

Cztery kroki NVC w budowaniu komunikatu polegają na tym, że najpierw mówimy o zdarzeniu, później o emocjach, jakie to zdarzenie w nas wzbudziło, następnie o potrzebie, jaką mamy, a na końcu formułujemy prośbę. Tak powinien wyglądać idealny, zdrowy komunikat w każdej relacji – partnerskiej, zawodowej, przyjacielskiej, między rodzicem a dzieckiem itd.

Przykład?

Zostawiłeś niezakręconą pastę do zębów. Wkurzyło mnie to, ponieważ lubię, kiedy tubka jest zakręcona, dzięki temu pasta nie wysycha. Mam potrzebę, żeby ona była zakręcona, dlatego proszę, żebyś kolejnym razem pamiętał o tym. To oczywiście brzmi sztucznie.

Ale jest obrazowe.

W takim domowym, bardziej naturalnym wydaniu pewnie brzmiałoby to tak: "Rano nie zakręciłeś pasty, wkurza mnie to. Zakręcaj ją, bo pasta wysycha". Druga strona dostaje komplet informacji: jakie emocje ta sytuacja wzbudziła w tej osobie, jakie są jej potrzeby i co należy zrobić, by tę potrzebę spełnić.

Oczywiście decyzja dotycząca tego, czy potrzeba zostanie spełniona, zależy od adresata komunikatu. Na to nie masz już wpływu, ale zbudowałaś zdrowy komunikat, czyli piłeczka jest po tej drugiej stronie.

Natomiast komunikaty atakujące, komunikaty twarde, powodują reaktancję, powodują, że ta druga osoba zaczyna się opancerzać, zaczyna kontratakować, albo się wycofuje, zamyka się w sobie i dzwoni do kumpla, skarżąc się, że partnerka się czepia o jakieś pierdoły, że jest przewrażliwiona.

To, co jest podstawą dobrej relacji, jest też solidnym elementem mojego dobrego samopoczucia?

Tych elementów, które są podstawą dobrej relacji, jest sporo, ale rzeczywiście ważne jest przekonanie w nas samych, że i ja, i parter jesteśmy ok. Oznacza to, że uważam, że mam prawo czuć to, co czuję, mam prawo być zła, szczęśliwa, zazdrosna itd. Skoro partner też jest ok, to wychodzę z założenia, że nie robi niczego po to, aby mnie skrzywdzić. Nie jest zawistny, złośliwy. Też chcesz dobrze, po prostu nie zawsze ma komplet informacji o moich emocjach i potrzebach. Dlatego mu je podaję na tacy.

Jeśli tak czuję, to jestem w stanie za pomocą komunikatu NVC poinformować partnera/partnerkę o tym, jakie są moje potrzeby i w czym możemy się jeszcze dograć. Jeśli natomiast jest we mnie przekonanie, że chcesz mi zaszkodzić, to się z tobą nie dogadam. Każdy mój komunikat będzie atakiem.

Podobnie zresztą, jeśli będę przekonana, że ja nie jestem w porządku. Jeśli będę miała gdzieś tam w sobie zakorzenione, wyniesione z dzieciństwa przekonanie, że jestem niewiele warta, że nie zasługuję na miłość, na wsparcie, że nie mam prawa odczuwać jakiejś emocji, wtedy mój komunikat też będzie obarczony uprzedzeniem wobec siebie samej. Będę wychodzić z pozycji defensywnej lub czuć potrzebę atakowania drugiej strony, by zdjąć ciężar odpowiedzialności z siebie samej.
Czytaj także: Jesteś zazdrośnikiem? Sprawdź, jak sobie z tym radzić, bo inaczej możesz zniszczyć wasz związek