Hakan Calhanoglu tak skierował się w stronę kibiców Milanu po golu dla Interu w niedzielnych derbach Mediolanu.
Hakan Calhanoglu tak skierował się w stronę kibiców Milanu po golu dla Interu w niedzielnych derbach Mediolanu. Fot. AP/Associated Press/East News

Niedzielne derby Mediolanu w Serie A przyniosły kapitalne widowisko, trzymające w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Ostatecznie AC Milan zremisował z Interem 1:1 (1:1), a gdyby szukać bohatera meczu - byłby nim Hakan Calhanoglu. Turek swoim golem jednych uciszył, innych rozjuszył.

REKLAMA
Hakan Calhanoglu to w ostatnich latach postać mocno kontrowersyjna w Serie A. Turek mający niemieckie korzenie w Italii gra nieprzerwanie od 2017 roku. Jego pierwszym klubem na Półwyspie Apenińskim był AC Milan. Dla mediolańskiego teamu rozegrał 135. oficjalnych spotkań, w których zdobył 22. gole. Nie zabrakło wśród nich trafienia w derbach o panowanie w Mediolanie.
Ofensywny pomocnik nie dogadał się jednak z Milanem co do swojej przyszłości - żądając m.in. znaczącej podwyżki - przez co musiał szukać nowego miejsca do gry. Okazało się, że nawet nie musiał zmieniać miasta, ponieważ jego klubem został Inter Mediolan. Reakcja kibiców Milanu była jednoznaczna, Turek został zdrajcą, wręcz wyklętym przez swoich niedawnych fanów.
Calhanoglu nie ma jednak zamiaru przejmować się opiniami kibiców. Co więcej, prowokuje w swoich mediach społecznościowych, zamieszczając takie "zapowiedzi" derbowego starcia o zwycięstwo w Mediolanie.
Być może Turek nie robi tego złośliwie, ale komentarze pod jego postem na Instagramie są jednoznaczne. Albo miłość ze strony kibiców Interu, albo nienawiść rywali, po czerwono-czarnej stronie Mediolanu.
W niedzielę Calhanoglu miał pierwszą sposobność do zagrania w derbach po niebiesko-czarnej stronie. Wywalczył rzut karny, który zamienił na gola. Po czym charakterystycznym gestem nasłuchiwał wściekłości kibiców Milanu.
Turek jest dopiero czwartym piłkarzem w historii mediolańskich derbów, który zdobył gole dla obu drużyn, już za pierwszą okazją po zmianie barw.
Wcześniej takiej sztuki dokonał m.in. Zlatan Ibrahimović, który w niedzielnym meczu wystąpił w barwach Milanu, ale gola nie strzelił.
Za to Calhanoglu mógł nawet zapewnić drużynie Interu zwycięstwo. Problem w tym, że do drugiego rzutu karnego podszedł nie on, a Lautaro Martinez. Argentyńczyk strzelił mocno, w dolny róg - czyli zgodnie z piłkarskim abecadłem - ale świetną obroną popisał się bramkarz Milanu, Ciprian Tatarusanu.
Skończyło się na polubownym podziale punktów. Choć Turek ponownie, w swoim stylu, skomentował wydarzenia z niedzielnego wieczoru na Instagramie.
Dopisek "Forza Inter" oraz niebiesko-czarne barwy nie pozostawiają wątpliwości co do przekonań piłkarza. Jak to jednak bywa w zawodowym życiu w futbolu, Calhanoglu za jakiś czas może ponownie zapukać do Milanu.
Wydaje się jednak, że Turek konsekwentnie zamyka sobie drogę do jakiejkolwiek szansy powrotu. A kibice nie zapominają. Dlatego też reakcje pomocnika Interu, w perspektywie życia w Mediolanie, są obarczone sporym ryzykiem. Piłkarscy fani w Italii futbol traktują jak coś więcej, niż tylko spędzanie wolnego czasu ze znajomymi na trybunach.
AC Milan - Inter Mediolan 1:1 (1:1)
Bramki: Stefan de Vrij (17-gol samobójczy) - Hakan Calhanoglu (11-rzut karny)
W 27. minucie rzutu karnego nie wykorzystał Lautaro Martinez (Inter).

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut

Czytaj także: