Agnieszka Holland skrytykowała festiwal w Cannes. Chodzi o wojnę w Ukrainie

Maja Mikołajczyk
24 maja 2022, 09:07 • 1 minuta czytania
Agnieszka Holland skrytykowała festiwal filmowy w Cannes. Polska reżyserka odniosła się do obecności na wydarzeniu rosyjskiego twórcy Kiriłła Sieriebriennikowa oraz jego kontrowersyjnej dla wielu wypowiedzi.
Agnieszka Holland skrytykowała festiwal filmowy w Cannes. Fot. CHRISTIAN MANG/ AFP/ East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Agnieszka Holland krytykuje festiwal filmowy w Cannes

Agnieszka Holland skrytykowała festiwal filmowy w Cannes dwa razy. Powodem było dopuszczenie do uczestnictwa w wydarzeniu rosyjskiego reżysera Kiriłła Sieriebriennikowa oraz jego kontrowersyjna dla wielu osób wypowiedź.

– Gdyby to zależało ode mnie, nie włączyłabym rosyjskich filmów do oficjalnego programu festiwalu – nawet tak utalentowanego artysty, jakim jest Kiriłł Sieriebriennikow – powiedziała polska reżyserka na konferencji prasowej.

Drugi raz odniosła się do jego obecności podczas branżowego okrągłego stołu, którego tematem było wsparcie ukraińskiej branży filmowej podczas wojny. – Niestety moje złe przeczucia zostały potwierdzone przez jego słowa – stwierdziła Holland, odnosząc się do wypowiedzi Sieriebriennikowa. – W tym znaczącym momencie nie dałabym mu na to szansy – dodała.

Wypowiedź Kiriłła Sieriebriennikowa

Kirił Sieriebriennikow to jeden z najbardziej uznanych rosyjskich reżyserów. Artysta potępił aneksję Krymu, protestował przeciwko inwazji Rosji na Gruzję, a także podpisał list w obronie zespołu Pussy Riot.

W 2020 roku w związku ze spreparowanymi dowodami Sieriebriennikow dostał wyrok w zawieszeniu na trzy lata, a jego paszport został mu odebrany. Wyrok reżysera został niespodziewanie skrócony w marcu. Artysta wyjechał z Rosji do Niemiec i nie ma zamiaru wracać do rodzinnego kraju.

W tym roku na festiwalu filmowym w Cannes reżyser pokazuje swój najnowszy film "Żona Czajkowskiego", który już od początku wzbudza kontrowersje ze względu na sposób jego sfinansowania. Koszty filmu częściowo pokrył bowiem związany z Władimirem Putinem rosyjski oligarcha Roman Abramowicz, który po inwazji Rosji na Ukrainie został objęty sankcjami.

Kolejne kontrowersje wzbudził sam reżyser, który na łamach magazynu "Variety" bronił oligarchy. – Roman Abramowicz pomógł wielu niezależnym filmom rosyjskim – zapewniał. - Dużo zrobił dla niezależnej sztuki rosyjskiej, dla sztuki współczesnej w ogóle. Wiele dla mnie zrobił, osobiście wspierając mnie w mrocznych dla mnie czasach – tłumaczył Sieriebriennikow.

Twórca filmowy skrytykował również bojkotowanie artystów z Rosji. – Kultura rosyjska dotyczy kruchości życia. Chodzi o ludzi, którzy są uciskani. Którzy walczą o prawdę lub sprawiedliwość. To jest prawdziwa kultura. Nie ta ideologiczna. Nie propaganda. Myślę, że nie należy bojkotować tego rodzaju kultury – stwierdził.

– Zamierzam nadal kochać swoją kulturę. Czajkowskiego, Dostojewskiego, Czechowa, Bułhakowa, Tarkowskiego i innych genialnych artystów, którzy uczynili mnie takim, jakim jestem. Nie chcę ich zdradzić – dodał.

Czytaj także: https://natemat.pl/399869,bojkot-rosyjskich-artystow-w-zwiazku-z-wojna-w-ukrainie-yl-konieczny