Niedawno wypłynęła w mediach kwestia autorytetu ekspertów zajmujących się przyczyną katastrofy smoleńskiej. Ten fakt cieszy mnie o tyle, że w kwestii ważnej dla całego narodu i opinii społecznej, ktoś w końcu pokusił się o weryfikację specjalistów.
REKLAMA
Do tej pory miałem wrażenie, że zarówno w branży gastronomicznej, ale i w każdej innej dziedzinie życia, wystarczyło postawić przed kamerą kogokolwiek, kto bez względu na to, co miał do powiedzenia, automatycznie zostawał ekspertem.
Zaliczam się jak większość ludzi do odbiorców, którzy wychodzą z założenia, że za osobami wygłaszającymi swoje opinie w środkach masowego przekazu stoi mocny warsztat merytoryczny. Dlaczego? Bo zakładam, że w każdym medium ktoś weryfikuje wiedzę eksperta. Nie mówię tu o blogosferze, bo to zupełnie inna działka – każdy sobie może założyć bloga i pisać w nim mniej lub bardziej atrakcyjne dla internautów treści. Z wyjątkiem blogów eksperckich, poziom merytoryczny prezentowany przez autora schodzi na dalszy plan.
Ale mówimy o mediach, które są przecież ustrukturyzowane i zarządzane. Zdarzyło mi się kilka razy występować w telewizji, gdzie kontrole i bramki bezpieczeństwa są niemalże takie jak na lotniskach. Drobiazgowa rewizja uzasadniona jest obawą przed wniesieniem bomby lub innej broni, oraz tym aby niepowołane osoby nie weszły na antenę. Dlaczego zatem stacje nie weryfikują, aby w TV nie pojawiły się niepożądane i zafałszowane treści?
Przełóżmy weryfikację ekspertów na branżę gastronomiczną. Uzasadniam swoją troskę aktualnym stanem rozwoju polskich kulinariów, któremu nie powinniśmy dodatkowo szkodzić, fałszując rzeczywistość. A pseudo eksperci rzeczywistość fałszywie kreują, wychodząc z założenia, że się na swoich wypowiedziach wylansują, a ludzie i tak w ich prawdziwość uwierzą, bo się je powiedziało przed kamerą albo opublikowało w nośnej prasie lub portalu. Takich pseudo ekspertów w sferze kulinarnej jest bardzo wielu. Dlaczego? Bo najwyraźniej w środkach masowego przekazu osoby przeprowadzające weryfikację eksperta nie mają ku temu kwalifikacji.
Przesłanką do uznania profesjonalizmu eksperta jest dla mediów błędne przekonanie, że jeśli ktoś występuje na imprezach masowych lub je prowadzi, to na pewno ma zaplecze merytoryczne. Osoba wylansowana przez media jest następnie zatrudniana przez poważne agencje rządowe do projektów promocyjnych, na które przeznacza się dużo pieniędzy. Nie zazdroszczę pseudo ekspertom zarobków, ale boli mnie sytuacja, że ludzie o znikomej wiedzy brną w fałszowanie rzeczywistości i sami zaczynają wierzyć w wartość merytoryczną swoich wypowiedzi. Efekt jest taki, że jeśli „ekspert od geografii” mówi, że Augustów jest położony na księżycu, to ludzie mu wierzą. Tak samo jest w branży gastronomicznej. Nie bronię Kowalskiemu, aby podczas festiwalu gotowania flaków powiedział przed kamerą czy mu one smakują czy nie. Jeśli jednak dziennikarz podpisze jego wypowiedź: „Pan Kowalski z Pcimia Dolnego, ekspert od flaków” – to zaczyna się problem.
Często uczestniczę w konkursach kulinarnych jako juror. Ostatnio w konkursie Noble Night. Organizator po kilku edycjach doszedł do wniosku, że wyniki konkursu będą bardziej wiarygodne, jeśli zatrudni profesjonalistów do oceny dań. Od dwóch lat szczęśliwie zdanie jury profesjonalnego pokrywa się ze zdaniem wszystkich głosujących gości. Zwykle podczas konkursów kulinarnych nad oceną dań pracuje jury profesjonalne, ale również jury smakoszy złożone z celebrytów lub przedstawicieli sponsorów, bez których konkurs by się nie odbył. I wtedy oceny są różne – nie dlatego że jury smakoszy jest gorsze. Ale oni nie zauważają niuansów, które profesjonalista wychwyci.
Nie chciałbym, żeby dyplom szkoły lub lata spędzone na ciężkiej pracy w różnych zakątkach świata kompletnie nie przekładały się na postrzeganie wartości człowieka jako profesjonalisty. To, jaką stanowi wartość medialną, jest odrębną kwestię. Osoba medialna nie staje się z automatycznie ekspertem. Jeśli zagram lekarza w operze mydlanej, to czy mogę się wypowiadać jako neurochirurg? Nie, jednak ludzie często tak to postrzegają, a media nakręcają całą sytuację w imię doraźnej oglądalności. Osobiście znam wielu świetnych kucharzy, którzy choć na co dzień są wygadani – przed kamerą dosłownie znikają. To znakomici, choć niemedialni fachowcy.
Naprawdę cieszę się, że weryfikacja ekspertów zaczęła się od spraw wagi państwowej. I mam nadzieję, że dotrze do innych dziedzin. Choć na pewno nie będzie to łatwe, skoro kryterium weryfikującym dla mediów jest prezencja i gadane, a nie treść wypowiedzi - stanowiąca o wiedzy i wiarygodności.
