Dla europejskich rafinerii nastały ciężkie czasy. Od 2008 roku popyt na paliwa z przerobu ropy naftowej systematycznie spada, do czego przyczynia się poprawa sprawności energetycznej transportu oraz konkurencja ze strony paliw alternatywnych (biopaliw, gazu, prądu).

REKLAMA
W naszej części Europy zapotrzebowanie wciąż rośnie, ale to nie zmienia faktu, że łączny potencjał produkcyjny europejskich rafinerii znacząco przekracza popyt. Możliwości lokowania produkcji poza Europą, w rejonie Atlantyku też się kurczą, gdyż pojawia się coraz więcej paliw z nowoczesnych, dużych rafinerii, oddawanych do użytku w Azji. Także Ameryka, tradycyjny rynek dla europejskiej benzyny, w coraz większym stopniu korzysta z własnej, tańszej produkcji i zaczyna eksportować paliwa. Skutkiem rosnącej konkurencji ze strony nowszych rafinerii i niższych kosztów pracy w Azji oraz niższych kosztów energii i cen ropy naftowej w USA jest obniżenie się marż rafineryjnych dla europejskich rafinerii, które – nie zapominajmy – ponoszą koszty rygorystycznych regulacji klimatycznych UE oraz koszty dostosowań, będące skutkiem arabskiej wiosny. Ponieważ paliwa w rejonie Atlantyku mają taką samą cenę dla wszystkich, ale koszty produkcji w Europie są wyższe, to wielu europejskim rafineriom, zwłaszcza sprzedającym produkcje „na morze” coraz trudniej jest zmieścić się w widełkach wyznaczonych przez rynkowe ceny paliw i ceny ropy naftowej.
Rafinerii w Europie jest za dużo, a skutkiem tej sytuacji jest spadek stopnia wykorzystania ich potencjału i dalszy wzrost kosztów, w przeliczeniu na sprzedaną produkcję. Z tego powodu wiele samodzielnych rafinerii bankrutuje, a w innych wprowadza się przymusowe przestoje w oczekiwaniu na poprawę sytuacji. Od 2009 roku zamknięto już 25 rafinerii a prognozy zapowiadają spadek potencjału w ciągu najbliższych 5 lat o dalsze 10%. Zamknięcie rafinerii wiąże się z dużym kosztem dla właściciela, a na trudnym rynku klientów na zakup brakuje. Z perspektywy firm naftowych toczy się gra na czas, bowiem im więcej cudzych rafinerii zbankrutuje, tym większa szansa naszej rafinerii na przetrwanie trudnych czasów. Bankructwa oczyszczają rynek, eliminując najmniej sprawne a także niedogodnie położone rafinerie, których mankamentem są wysokie koszty logistyki (zaopatrzenia rafinerii w ropę oraz dostarczenia produktów na rynek).
Nie trzeba nikogo przekonywać, że nagłe zamknięcie rafinerii pociąga za sobą koszty gospodarcze i społeczne, których skala zależy od pozycji bankrutującej rafinerii na mapie gospodarczej i w bilansie energetycznym kraju. Każda rafineria jest istotnym regionalnym pracodawcą, bo jest miejscem pracy dla, przeciętnie, paru tysięcy osób. Ponadto znacznie więcej miejsc pracy powstaje w jej otoczeniu . W zależności od rafinerii i od gospodarki, jedno miejsce pracy w samej rafinerii tworzy do kilku do kilkunastu miejsc pracy w regionie (u kooperantów oraz w rezultacie wzrostu dochodów w regionie). Z tego powodu zamknięcie rafinerii jest poważnym zaburzeniem na regionalnym rynku pracy, które wymaga od władz lokalnych oraz centralnych podjęcia nadzwyczajnych działań osłonowych, powiększających przez dłuższy czas wydatki budżetowe - nie wszyscy bowiem znajdą ponownie pracę. Bardzo ucierpią też dochody sektora gospodarstw domowych, gdyż miejsca pracy w rafinerii należą do jednych z najwyżej płatnych w gospodarce i odbudowa dochodów sektora gospodarstw domowych nie jest możliwa, nawet gdyby wszyscy zwolnienie znaleźli ponownie pracę. Rafinerie są też ważnymi ogniwami bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jeśli zastąpimy produkcję krajową importem paliw, pojawią się problemy logistyczne, których rozwiązanie wiąże się z niemałymi nakładami i wymaga czasu. Zamiast importu ropy naftowej pojawi się import produktów, więc trzeba w inny sposób zorganizować proces kontroli jakości paliw oraz magazynowania i finansowania zapasów obowiązkowych (paliwo trudno magazynować w kawernach). Wszystkie te czynniki prowadzą do konkluzji, że zamknięcie rafinerii jest bardzo kosztowną ostatecznością, której starają się uniknąć zarówno właściciel rafinerii, jak i rząd, bo po zamknięciu rafinerii poniósłby niemałe straty gospodarcze i koszty społeczne. Co zatem zrobić, by ta ostateczność, wymuszona trudnymi warunkami rynkowymi dla wszystkich europejskich rafinerii, nie stała się udziałem naszej rafinerii na Litwie i kraju w którym działa?
Trzeba się zająć tym, na co mamy wpływ, czyli pełnymi kosztami dostarczenia paliw na rynek, które powinny się zmieścić w ciasnej marży, dyktowanej przez rynek. Po stronie właściciela rafinerii leży zapewnienie jak najwyższej technologicznej i operacyjnej sprawności rafinerii. Ta lekcja została odrobiona i rafineria w Możejkach, należy do najbardziej sprawnych rafinerii w regionie. Byłaby doskonałą rafinerią morską, ale leży na lądzie, a ponieważ ponad połowę produkcji musi sprzedawać „na morze”, na niskiej efektywności tej sprzedaży ważą wysokie, w porównaniu z konkurencją, koszty logistyki produktowej. I o te wysokie koszty toczy się spór z państwową koleją litewską, czyli z rządem, który uważa, że taryfy przewozowe płacone przez Orlen Lietuva są na właściwym poziomie (zapewniają wysokie zyski kolei państwowej, która jest jedynym przewoźnikiem) a ich obniżenie byłoby niekorzystne dla kolei i dla gospodarki Litwy. Rząd Litwy uważa, że domagamy się pomocy publicznej. Problem jest jednak w tym, że po stronie rafinerii już więcej zrobić się nie da, bo rafineria jest efektywna a przyczyna strat tkwi w ekonomicznie nieuzasadnionych kosztach przewozu produktów „na morze” państwowymi kolejami, które wykorzystują monopolistyczna pozycje do osiągania nadzwyczajnych zysków. Rząd nie chce z tych zysków zrezygnować a rafineria, która je finansuje, wykazuje straty. Tkwienie w negocjacyjnym impasie podnosi ryzyko bardzo kosztownego ostatecznego rozwiązania, jakim byłoby zatrzymanie produkcji. Na to wskazuje rachunek ekonomiczny, przeprowadzony przez nas przy założeniu, że rząd utrzyma stan obecny. Warto, by rząd litewski przeprowadził na własny użytek analogiczny rachunek ekonomiczny, przy założeniu, że rafineria w Możejkach zostanie zamknięta, jak wiele innych w regionie. Taki rachunek pokazuje skalę strat i kosztów ich naprawy, które poniosłaby litewska gospodarka w wyniku zamknięcia rafinerii. Skala tych strat jest realną alternatywą dla utrzymania obecnego status quo. Pomiędzy tymi skrajnościami leży rozwiązanie, dające korzyści obu stronom. Trzeba je jak najprędzej wypracować, gdyż w tym przypadku czas nie jest niczyim sprzymierzeńcem.