
Pierwszy przypadek zarażenia koronawirusem w Polsce ogłoszono dwa tygodnie temu. Domorosłe, kapitalistyczne społeczeństwo spodziewało się tego, ale czy było w pełni gotowe? Przecież codzienną rzeczywistość oswajamy niezliczoną ilością memów. Docierają do nas przez media społecznościowe i szerujemy je niemalże intuicyjnie. W bardzo krótkim czasie zostaliśmy jednak zmuszeni do głębszej refleksji nad ponoszeniem pełni odpowiedzialności za siebie i innych.
REKLAMA
Izolacja wymuszona pandemią koronawirusa odsłania nasze lęki, obnaża je mocniej niż codzienna walka o lepszą pracę czy strach przed ratą kredytu hipotecznego w niespokojnych czasach. Pierwsze prześmiewcze grafiki przedstawiające ludzi próbujących ratować swoje zdrowie i życie za pomocą materiałów i przedmiotów, które choćby w minimalnym stopniu przypominają maseczkę chirurgiczną, dotarły do nas z Chin pod koniec stycznia. Aktywność mieszkańców naszej globalnej wioski bardzo szybko doprowadziła do rozprzestrzenienia się wirusa na wszystkie pozostałe kontynenty, a Europa stała się epicentrum światowej pandemii. Na przestrzeni kilku dni, nawet nie tygodni, nasze internetowe żarty z chińskiej walki o przetrwanie w starciu z nieznanym wrogiem, przeobraziły się w memy drwiące z desperackich prób poszukiwania w rodzimych sklepach papieru toaletowego i innych produktów pierwszej potrzeby. Wciąż się śmiejemy, bo w obliczu realnego zagrożenia utratą finansowej stabilizacji i przyparci do muru ryzykiem zarażenia, uświadamiamy sobie, że to nasz jedyny oręż pozwalający osłabić niepokój.
Dla pokolenia obecnych 30, a nawet 40-latków, sytuacja, w której pustoszeją ulice, z półek znikają niezbędne produkty, a gazety i stacje telewizyjne ograniczają swój przekaz do jednego tylko tematu, są sytuacją nową i zupełnie nieznaną. Opowieści osób starszych i rodziców o szarzyźnie stanu wojennego w czasach PRL zaczynają brzmieć realniej niż kiedykolwiek wcześniej. Trudno się dziwić, że lękowi o spokojne "jutro" zaczynają towarzyszyć nastroje apokaliptyczne. Nie mogąc zabezpieczyć dwóch podstawowych szczebli w drabinie ludzkich potrzeb, korekcie z automatu ulegają także i inne, te znacznie poważniejsze, które warunkują nasze życie i cały system wartości. To czas kiedy powinniśmy wrócić do pewnych fundamentów i uświadomić sobie oczywistości kreujące naszą rzeczywistość w XXI wieku. Odpowiedzialność za ten proces spoczywać musi w głównej mierze na włodarzach lokalnych, ale jeszcze mocniej na tych od zarządzania globalnego. Europa, ale i Świat potrzebuje strategii konsolidacji w obliczu zagrożenia. Wczorajszy dzień w mediach przyniósł wieści o wyścigu finansowej mobilizacji, który to ma być remedium dla mocno zahamowanych gospodarek. Niemcy przeznaczą na ratowanie koniunktury rynkowej 550 mld euro, a Donald Trump wspominał nawet o bilionie dolarów, który Biały Dom wysupła na pomoc amerykanom. Tarcza antykryzysowa stała się przedmiotem debaty publicznej także i w Polsce. Prezydent i premier zaproponowali wsparcie przedsiębiorcom, a także solidnie obciążonej służbie zdrowia, zupełnie pomijając temat zbliżających się wyborów prezydenckich. Zupełnie tak, jakby zagrożenie epidemiczne w Polsce nagle miało odpuścić, a najpilniejszym wydatkiem było uruchomienie wyborczej machiny. Podobnie lekceważąco zachowała sie władza we Francji, gdzie wbrew woli społecznej i w opozycji do zdroworozsądkowych przesłanek, zdecydowano się przeprowadzić wybory samorządowe. Rządzący tak samo jak my wszyscy, muszą uzmysłowić sobie, że zapowiedzi finansowych przepływów, śmiałe wystąpienia i konferencje nie uleczą naszych lęków i nie powstrzymają epidemii, jeśli wciąż podszyte będą doraźnymi interesami partyjnymi.
Prawdziwy, a nie wyimaginowany kryzys, udowadnia bez jakichkolwiek taryf ulgowych, że populizm w chwili obecnej nie ma najmniejszych szans przetrwania, że liczy się tylko konsekwencja, solidarność społeczna i czysto naukowe podejście. Jakiekolwiek spekulacje, wyrachowana polityczna gra i fałszywe ideologie skazane są na porażkę, lub co najwyżej bardzo krótki żywot. Nikt bowiem nie ubezpieczy nas na wypadek wirusa, ani teraz, ani w dalszej czy bliższej przyszłości. Żaden ośrodek badań, jednostka służby zdrowia, czy ubezpieczyciel nie może zagwarantować krótszego lub dłuższego okresu karencji do uzyskania pełnej ochrony przed COVID-19. Tym bardziej, najbliższe tygodnie i miesiące pokażą, że potrzebujemy wspólnej strategii działania na poziomie europejskim, ze szczególnym uwzględnieniem służby zdrowia, wzmocnienia jej struktur i wyposażenia medycznego. Brak środków ochrony personelu medycznego, a co gorsza sprzętu ratowniczego czy respiratorów, to niezmywalny wstyd, który na kartach historii wysokorozwiniętych gospodarek wspólnoty europejskiej pozostanie z nami już na zawsze. Mamy obowiązek wyciągnąć wnioski na przyszłość z tej wyjątkowo surowej lekcji.
