
Ekspansja ekonomicznych mechanizmów rynkowych na obszary społecznej etyki i moralności, jeszcze kilkanaście dni temu zdawała się oczywistością. Zderzenie Europy z koronawirusem doprowadziło do zepchnięcia z piedestału konsumpcjonizmu, który ustąpił miejsca solidarności, odpowiedzialności i altruizmowi.
REKLAMA
Przeciętnemu Europejczykowi, dotkniętemu szeregiem zmian i ograniczeń w zakresie swobód obywatelskich, trudno jest stanąć w jaskrawej opozycji do nowej, pogrążonej w kryzysie rzeczywistości. Możliwości swobodnej pracy i zarobkowania zostały mocno zredukowane, a w niektórych branżach całkowicie zablokowane. Jako społeczeństwo, żyliśmy w perspektywie zbliżającego się spowolnienia gospodarczego, ale nawet najbardziej tęgie umysły ekonomiczne nie dopuszczały do głosu tak czarnych scenariuszy. Społeczne przywileje, demokratyczne prerogatywy, płynąca z ulic miast liberalizacja codziennego życia, to wszystko przyzwyczaiło nas, że zawsze możemy mieć swoje zdanie, że z łatwością – w mediach społecznościowych, a następnie na placach i ulicach – mówimy głośne NIE i sprzeciwiamy się temu co godzi w poczucie naszego bezpieczeństwa lub kłóci się z naszym światopoglądem. Te działania, często przynoszą marne skutki – doskonale czujemy to po pięciu długich latach rządów PIS – jednak wciąż możemy walczyć i próbować. Co jednak kiedy nasz sprzeciw gwałtownie milknie? Kiedy niesie się co najwyżej kilka metrów poza obręb naszego balkonu, który to w obliczu nadchodzącej wiosny będzie być może jedynym głosem swobody wyrwanym z lęków domowej kwarantanny?
Znaleźliśmy się w sytuacji, którą najprościej nazwać można tworzeniem własnej codzienności. Uaktywniliśmy się w mediach społecznościowych, choć w sposób nieco inny aniżeli dotychczas. Ruszyły charytatywne, oddolne zrywy po postaci akcji "Posiłek dla Lekarza" czy "Widzialna Ręka". Pomagamy i zarażamy altruizmem innych. W centrum naszego zainteresowania dominują wszelkie newsy dotyczące koronawirusa i ograniczeń wynikających bezpośrednio z rozszerzającej się pandemii, a także jej prawnych następstw. Obawiamy się o naszą przyszłość finansową, dotyka nas lęk o zdrowe i spokojne jutro, a dodatkowo wciąż otacza nas polityczny zgiełk skupiony wokół organizacji wyborów prezydenckich. W tym wszystkim, a może obok tego, mamy jednak więcej czasu dla siebie i bliskich nam osób. To moment, w którym wszyscy zdajemy sobie sprawę, że kupowanie i konsumowanie dóbr nie prowadzi do spełnienia wszelkich potrzeb, a już na pewno nie jest nadrzędnym celem samym w sobie. Większość z nas kilka dni temu tłumnie odwiedziła sklepy i markety, aby zrobić zapasy żywności na dłuższy czas. Teraz już tylko trwamy. Mamy czas aby przewartościować społeczne priorytety, naprawić zaniedbane relacje międzyludzkie. To dar, który w tym niespokojnym okresie przyniósł nam los.
Ile razy w przeszłości zdarzało nam się zapętlić i wbrew własnym przekonaniom ulegać wizjom świata narzucanym przez te czy inne kanały medialne? Z przymrużeniem oka odczytywaliśmy słowa Tomasza Szlendaka o "supermarketyzacji" społeczeństwa. Nie do końca dopuszczaliśmy do własnej świadomości niepokojące zjawiska w skutek, których umacniał się w naszych relacjach etos infantylizmu i wszechobecnej komercjalizacji. Wyraziliśmy zgodę na to aby miałkie osądy, często podszyte doraźnym interesem partyjnym dotknęły także sfery kultury. Poddaliśmy się mechanizmom, które wszechobecny klimat politycznej wojny zaszczepiły pod dachami naszych domów i mieszkań. Potrzebujemy krytycznej refleksji nad stanem naszej osobistej, obywatelskiej kondycji w otaczających nas relacjach społecznych. Stan nadzwyczajnej epidemicznej próby, to także okazja aby złapać głębszy polityczny oddech i bez emocji ocenić to jak bardzo nasze osądy poddawane są manipulacji. Wyjdźmy z tej próby bogatsi i rozsądniejsi.
Adam Mańkowski
