Leki, emerytury, Stadion Narodowy, mała Madzia - sinusoida społecznego napięcia wzosi się i opada. Tymczasem smoleński light motive brzmi najgłośniej przy okazji rocznicy. Jakby nie można nadać mu regularnego, normalnego toku niezależnie od tego, czy ta akurat wypada, czy nie.
REKLAMA
Czuję się jak robaczek z wiersza Brzechwy. Mam chęć na befsztyczek, choć to zły czas na takie frykasy. Jest kwiecień, więc wbrew prawom przyrody wszędzie jabłka, jabłka, jabłka - wszelkie jabłkowe przetwory smoleńskiej katastrofy. Włącznie z serwowanym tu i ówdzie jabolem, z gwinta chlanym, śmierdzącym siarką nienawiści.
A najgorsze, że nie ma się w tej gnojówie po czyjej stronie opowiedzieć. Bo jedni zieją totalną paranoją, a drudzy dają ciała biernym gapieniem się na działania i zaniechania, które bez reakcji zostawać nie powinny.
Przetaczają się te afery po mediach i rozmowach ludzi, emocje w górę i w dół, w górę i w dół, żółte paski telewizji informacyjnych już prawie nie żółte, bo do czerwoności rozżarzone pchającymi się na nie breaking news. Taki to już ten medialny biznes. Ale jedno jest pewne: jak pierwsza dekada kwietnia ku końcowi, to sru, lecimy Smoleńskiem. I to nie tylko w mediach, kurde, ale w prokuraturach, rządzie, partiach, parlamencie, na ulicznych wiecach, w zakładach pracy, instytutach, na cmentarzach, w pracowniach rzeźbiarskich, związkach zawodowych i Bóg wie, gdzie jeszcze. A może lepiej Boga nie będę w to już mieszał. Ma On się dość z Honorem i Ojczyzną, w obu przypadkach dużą literą pisanymi, no i oczywiście naszymi, polskimi Honorem i Ojczyzną, bo przecież inni nie mają.
Cała ta Sprawa (znów z dużej) miałaby o wiele większą rangę, również za granicą, gdyby nie była taka akcyjna, taka strasznie "za", albo "przeciw", taka skłócająca.
A nie można by tak tej całej smoleńskiej substancji emocjonalnej rozsmarować równo po całym roku ? Może nie trzeba by wtedy każdego kwietnia rzygać jabłkami, może wtrząchnąłbym sobie befsztyczek ?
