Nie jest aż tak istotne, kto powinien kandydować przeciwko Andrzejowi Dudzie. Być może ważniejsze jest jaką powinien mieć kampanię i kto nie powinien to być.
REKLAMA
Podczas kiedy wszyscy oponenci PiS głowią się, który kandydat może skutecznie zagrozić w najbliższej elekcji prezydenckiej Andrzejowi Dudzie, ja definiuję problem zupełnie inaczej. Nie kandydat jest tu bowiem krytycznym elementem, ale kampania. Kim był Andrzej Duda przed 5 laty ? Kto o nim słyszał, kiedy ówczesny prezydent Komorowski cieszył się w sondażach poparciem na poziomie ponad 70 % ? Odpowiedzi są proste. Z punktu widzenia marketingu politycznego dzisiejszy prezydent nie istniał. Dopiero spin doktorzy, agencje PR, sztab wyborczy i mrówcza praca jego szefowej Beaty Szydło ten bezbarwny kontur Dudy pokolorowały.
Myli się, darzony przeze mnie skądinąd dużą sympatią, Jacek Jaśkowiak, który zgłosił się obok Kidawy-Błońskiej do prezydenckiego wyścigu, że Dudę może pokonać tylko kandydat wyrazisty, z wielkim doświadczeniem i dobrą polityczną przeszłością. Otóż nie tylko, a może nawet: wprost przeciwnie. Sądzę, że te przymioty, przy czarnym PR, którym PiS na pewno poczęstuje rywali Dudy, mogą być tylko obciążeniem. Wytknie się komuś na przykład, a to że zezwolił na marsz równości, a to że poparł LGBT, chwalił edukację seksualną albo popierał aborcję. I kamień u szyi gotowy.
Kandydat sił demokratycznych na prezydencki fotel powinien możliwie nie mieć politycznego bagażu. Dysponując charyzmą, dobrymi umiejętnościami komunikacyjnymi i szanowanymi dokonaniami (lekarz? społecznik? pedagog? artysta?) powinien mieć jak najwięcej miejsca na „zaopatrzenie” go w czasie kampanii w przymioty, które przysporzą głosów. Również głosów części dotychczasowych stronników Dudy, któremu po 5 latach kadencji można bardzo wiele zarzucić.
Sprawna kampania i mrówcza praca może zrobić z takiego kandydata prezydenta. Do tego jednak Schetyna musi opuścić pachnącą cygarami i winem pieczarę, otworzyć się i wspólnie z młodymi wilkami taki plan zrealizować. Chyba, że przeprowadzi to jego wkrótce wybrany następca.
