Starość nie radość
REKLAMA
Kilkanaście lat minęło odkąd mogliśmy słuchać ostatniego (już teraz przedostatniego) pełnowymiarowego (i marniutkiego) albumu Van Halen. Najnowsze, ciepłe jeszcze wydawnictwo, noszące wiele sugerujący tytuł "Different kind of truth" w niczym nie nagradza cierpliwości fanów. Album anonsowany był od ponad 2 lat, czyli mnie więcej od czasu, kiedy w eter poszła wieść, że Edek w efekcie niezwykłych wysiłków lekarzy odbudował swój psychofizyczny stan na tyle, żeby w miarę normalnie żyć.
Ciekawe zmiany w składzie (powrót genialnego Davida Lee Rotha, mały Wofgang Van Halen na basie) nie uratowały płyty. Sammy Hagar, jeden z wcześniejszych wokalistów VH (obecnie Chickenfoot) wyśmiewał będący w trakcie miksowania materiał już kilka miesięcy temu informując publikę, że to popłuczyny z pierwszych sesji VH z końca lat 70-tych. Jeżeli tak, to możnaby mieć nadzieję na choć odrobinę geniuszu dawnego Edie'go.
Nic z tego. Wprawdzie muzycy dają pokaz doskonałych umiejętności technicznych (nawet junior nadąża spokojnie za tatusiem i wujkiem) ale ... to wszystko. I choć rzeczywiście chłopaki sięgają po sprawdzone stylistyczne schematy z "Van Halen", "Van Halen II", czy "Diver Down", unikając klawiszowyego brzmienia znanego z superhitu "Jump", to genialnych riffów czy odlotowych harmonii z tamtych czasów tutaj jak na lekarstwo.
Przyzwoity mastering, dobry producent i techniczna sprawność nie załatwiają sprawy, nie dostarczają tego tajemniczego x-factora, iskry bożej. A tę na starość rockowym mastodontom krzesać coraz trudniej. Przed kilkoma laty z taką samą nadzieją czekałem na kolejną płytę AC/DC. Daremnie, bo "Black Ice" okazał się cieniutki i o lata świetlne oddalony od potęgi i klasy dawnych "Highway to Hell", czy "Back in Black".
A pamiętam, jak wiele lat temu chodziłem w Stanach na koncerty wspaniałego jeszcze wtedy Van Halen. To był czad ! Mam na półce całą ich dyskografię, którą teraz uzupełni "Different kind of truth". Rzeczywiście, different. Zakurzy się tam, bidula, bo nie będę po nią sięgał zbyt często.
ps. niniejszą notkę umieszczam w kategorii "Kultura i styl", bo pisać o tej płycie w zakładkach "Relaks" albo "Wydarzenia" bym się nie odważył
