Poseł Ruchu Palikota Wincenty Elsner oburza się, że na Kongresie Lewicy politycy SLD śpiewali Międzynarodówkę. Która mu się źle kojarzy. Wolałby Odę do radości. Ja też się oburzam, ale inaczej.

REKLAMA
Pamiętam to żywo, bez mgiełki, która lubi towarzyszyć wspomnieniom – więc pewnie to był sen. Wiosenny dzień, pogodny, końcówka smutnych lat 90. Po jakichś zajęciach na Stawki (co ja mogłem robić wtedy na Stawki?) wracałem przez miasto. Powietrze było chłodne, klarowne, słońce odbijało się od budynków z gruzobetonu. I nagle usłyszałem dźwięki Międzynarodówki. Ktoś śpiewał, choć nie mogłem rozpoznać słów, co potęgowało niesamowitość. Powędrowałem za głosem. Rozwiązanie zagadki odnalazłem przy pomniku Rappaporta: Międzynarodówkę śpiewał tłum żydowskiej młodzieży. Przyjechali z kibuców, by złożyć hołd powstańcom warszawskiego getta. Poczułem dreszcz.
Ale potem Ruta Śpiewak, która wróciła wtedy właśnie z Izraela, powiedziała mi, że kibuce nie są już kibucami. I zrobiło mi się smutno.
Poseł Ruchu Palikota Wincenty Elsner oburza się, że na Kongresie Lewicy politycy SLD śpiewali Międzynarodówkę. Która mu się źle kojarzy. Każdemu jego skojarzenia... Kiedy Jacka Kuronia i jego towarzyszy z opozycji skazywały PRL-owskie sądy, przyjaciele zbierali się na korytarzu sądowym i śpiewali Międzynarodówkę. Dlaczego, po co, jakże to – nie będę tłumaczył. Powiem tylko, że to nie było karaoke.
Lubię pieśni o buncie, o braterstwie i siostrzeństwie ludzi. Pieśni, które niosą ze sobą jakieś zobowiązanie. Dlatego nieswojo czuję się, gdy czy to Międzynarodówkę, czy Odę do radości śpiewają ludzie, którzy głosowali w Sejmie za Paktem fiskalnym – dokumentem, który niszczy fundamenty europejskiej solidarności i pozbawia nadziei miliony ludzi na kontynencie. Prawem stworzonym pod dyktando rynków finansowych i wąskiej elity uprzywilejowanych. I, dodajmy, po stokroć bardziej szkodliwym dla Polski niż konkordat. A jeśli Ruch Palikota i SLD w sprawie Paktu fiskalnego głosowały identycznie, to jakie ma znaczenie, czy śpiewają sobie różne piosenki? Każdemu takie karaoke, jakie lubi. Analiza tych różnic może byłaby interesująca, gdyby słowa do czegoś zobowiązywały, gdyby na prawo do ich śpiewania trzeba było zasłużyć sobie postawą i czynem. A tak zostają nam piosenki, które nie są już piosenkami.