Parę słów rzuconych dziennikarzom na pokładzie samolotu – i już pół świata o tym dyskutuje. Czy papież Franciszek naprawdę zmienia stanowisko kościoła wobec gejów i lesbijek?
REKLAMA
„Jeśli ktoś jest gejem i szuka Boga i ma dobrą wolę, kim jestem, by go sądzić?” – powiedział Franciszek. W każdym razie te właśnie słowa podchwycili dziennikarze i to od nich zaczęła się dyskusja. W kwestii tego, co tak naprawdę powiedział papież, pojawiły się aż trzy stanowiska.
Jedni mówią: to zmiana! Wreszcie mamy papieża, który zachowuje się po ludzku. W mediach społecznościowych krążą memy z Franciszkiem. Większość lewicowych i liberalnych znajomych komentuje słowa papieża z zaskoczeniem, aprobatą, nadzieją.
Inni, o poglądach bardziej konserwatywnych, przekonują, że nic się nie zmieniło. Media zmanipulowały słowa papieża, wyrywając z kontekstu to, co im akurat pasowało. Papież potwierdził przecież tylko oficjalne stanowisko kościoła. Powtórzył, że akty homoseksualne są grzechem, a co więcej, ponowił ostrzeżenie przed „lobby homoseksualnym”. To tylko zmiana tonu, do której nie trzeba przywiązywać większej wagi.
Podobnie jak konserwatyści sądzą ci bardziej podejrzliwi po lewej. Mówią: to tylko zmiana tonu, która ma uśpić naszą czujność. Papież trochę inaczej rozkłada akcenty, żeby nie tracić wiernych w liberalizującym się społeczeństwie. Ale kościół, w którym chce ich zatrzymać, ma być taką samą konserwatywną instytucją, jak dotychczas. Zwłaszcza, że jednocześnie Franciszek potwierdził, że temat kapłaństwa kobiet jest zamknięty. To podstęp, przynęta na tych, którzy się wahają.
Ale czy to w ogóle ważne? Czy warto się nad tym zastanawiać? Stanowisko kościoła ma trudny do przecenienia wpływ na codzienne życie milionów lesbijek i gejów na całym świecie, nie tylko katoliczek i katolików. Słowa papieża mogą dotrzeć do miliardów. Nie jest obojętne, jak będą rozumiane.
Osobiście zgłaszam akces do obozu nadziei. Z kilku powodów.
Po pierwsze – w przypadku postaci takich jak papież ton, forma wypowiedzi ma równie duże znaczenie, jak treść. Pozornie Franciszek powtórzył to, co mówili poprzednicy. Ale zrobił to w inny sposób – i ten sposób wskazuje inny kierunek. Stare, hierarchiczne organizacje takie jak kościół katolicki zmieniają się bardzo powoli. Benedykt XVI mówił, że geje i lesbijki to zagrożenie dla Kościoła, mimo że oczywiście należy ich traktować z szacunkiem. Franciszek mówi, że gejów i lesbijki należy szanować, mimo że oczywiście akty homoseksualne są grzechem. A pierwszym krokiem do zmiany jest właśnie zmiana tonu.
Po drugie – to nie jest obojętne, jaka będzie najbardziej zapamiętana wypowiedź papieża o gejach i lesbijkach, jaki zbuduje kontekst do myślenia o sprawie. Jeszcze parę miesięcy temu Benedykt XVI przekonywał, że homoseksualność jest jednym z głównych zagrożeń dla pokoju na świecie. Franciszek mówi o szukaniu Boga i powstrzymywaniu się od osądzania bliźnich.
Po trzecie – Franciszek nie kładzie na kwestie związane z seksem i płodnością aż takiego nacisku jak jego dwaj poprzednicy. Chętniej wypowiada się za to o sprawach społeczno-ekonomicznych. Jak pisze w przenikliwej i mądrej analizie Jarosław Makowski, buduje zupełnie inną opozycję: nie między „cywilizacją życia” a „cywilizacją śmierci”, lecz między cywilizacją chciwości a cywilizacją solidarności. To zupełnie innego rodzaju wezwanie do wiernych, zarówno w sensie politycznym, jak i duchowym.
Nie trzeba poczuwać się do bycia katolikiem, by zdawać sobie sprawę z tego, że kościół ma ogromny wpływ na kształt świata, w którym żyjemy. I że nie jest obojętne, czy wykorzysta ten wpływ dla dobra ludzi, czy tylko do walki o władzę. Podkreślanie przez Franciszka znaczenia sprawiedliwości społecznej ma dużo większe znaczenie niż luźna wypowiedź o gejach, i dopiero w tym konteście można tę wypowiedź właściwie rozumieć. W świecie zbudowanym na solidarności i sprawiedliwości społecznej będzie więcej miejsca dla wszystkich - także gejów i lesbijek, imigrantów czy kobiet. Nie powinniśmy odrzucać żadnego sojusznika w działaniu na rzecz takiego świata. Nie zakocham się w hierarchicznej, autorytarnej, butnej instytucji kościoła katolickiego. Ale mogę zostać cichym fanem Franciszka.
