"Rząd nie będzie wspierał budowy elektrowni jądrowej" - ten cytat z wywiadu z ministrem Budzanowskim obiegł wczoraj polskie media. Jaka jest naprawdę polityka polskiego rządu w tej strategicznej sprawie?
REKLAMA
No właśnie, jaka? Pytanie zdawałoby się banalne, na które powinna być jasna odpowiedź. Sprawa jednak nie wygląda wcale tak prosto i trudno chyba wskazać ku temu logiczne powody.
Temat tak naprawdę nie jest nowy, choć teraz ponownie "wypłynął" wskutek wypowiedzi ministra Budzanowskiego cytowanej przez Gazetę Giełdy Parkiet. Spytany przez dziennikarzy minister stwierdził, że "w dzisiejszych warunkach nie jest możliwe, by rząd wspierał budowę polskiej elektrowni jądrowej." Redaktor Parkietu komentuje, że może to zwiastować problemy z realizacją projektu, jako że "władze Polskiej Grupy Energetycznej regularnie sygnalizują, że pomoc państwa jest niezbędna, by minimalizować ryzyko projektu i bez przeszkód go sfinansować".
Tak naprawdę problem jest jednak szerszy. Jak pisałem niedawno wsparcie państwa jest absolutnie niezbędne by program energetyki jądrowej prowadzić. To wsparcie ma różne wymiary i wcale nie sprowadza się do kwestii finansowych (w tym potencjalnych gwarancji skarbowych), choć rola państwa w gwarantowaniu finansowania może okazać się niebagatelna. Nie chodzi tu przy tym o wydawanie pieniędzy podatnika na elektrownie, ale raczej o gwarancje dla inwestora. Elektrownia jądrowa to projekt wysokiego ryzyka z politycznego punktu widzenia. Jest wiele przykładów działań o charakterze politycznym, które zaszkodziły operatorom elektrowni jądrowych lub inwestorom i trudno się dziwić, że bez jakichś gwarancji państwowych, gwarancji że inwestycję w ogóle będzie można ukończyć, nikt nie jest skory wyłożyć odpowiedniej ilości gotówki, szczególnie że mowa tu o przedsięwzięciu, którego sama realizacja (nie mówiąc o czasie zwrotu) jest znacznie dłuższa od kadencji jakiegokolwiek parlamentu czy rządu. Trudno tu o pozyskanie typowo komercyjnych kredytów, niełatwo też wyobrazić sobie inwestora wykładającego własną gotówkę. Nawet jeśli byłby to inwestor państwowy. Żaden zarząd spółki nie może sobie pozwolić na tak ogromne inwestycje bez zabezpieczenia możliwości ich pełnej realizacji by nie narazić się na zarzut niegospodarności.
Niemniej jak pisałem wsparcie państwa dla elektrowni jądrowej to nie tylko kwestie finansowe. Energetyka jądrowa to branża wymagająca bardzo dużego zaangażowania od państwa na poziomie instytucjonalnym, w tym szczególnie regulacyjnym i organizacyjnym. Bez tego się po prostu nie da. Zresztą nie dotyczy to tylko energetyki jądrowej, to samo dotyczy choćby tematu wydobycia gazu łupkowego, rozwoju odnawialnych źródeł energii i wielu innych dziedzin o charakterze strategicznym. W tym kontekście sformułowanie o "braku wsparcia" brzmi jak gwóźdź do trumny programu jądrowego.
Tylko czy jest nim naprawdę? Tu niestety otwiera się pole dla przysłowiowego wróżenia z fusów. Stanowisko polskich władz w sprawie energetyki jądrowej wydaje mi się bowiem skrajnie nieprzejrzyste. Ani jako specjalista w dziedzinie energetyki, ani jako zwykły obywatel tego kraju, nie potrafię zrozumieć jakie jest stanowisko władz mojego kraju. Ani czy takie stanowisko w ogóle istnieje.
Z jednej strony obowiązuje w Polsce określona polityka energetyczna, przyjęta uchwałą Rady Ministrów w 2009 r. Polityka ta wśród sześciu "podstawowych kierunków polityki energetycznej" do roku 2030, obok m.in. kwestii zmniejszenia emisji dwutlenku węgla oraz wzrostu udziału odnawialnych źródeł energii, wymienia w sposób jawny "dywersyfikację struktury wytwarzania energii elektrycznej poprzez wprowadzenie energetyki jądrowej." Z polityki zatem wprost wynika poparcie rządu dla energetyki jądrowej. Jak do tej pory żaden oficjalny dokument Rady Ministrów ani akt prawny tego kierunku nie zanegował.
Z drugiej jednak strony pojawiają się głosy takie, jak ostatnia wypowiedź ministra Budzanowskiego. Nie jest to zresztą pierwszy komentarz urzędującego ministra skarbu sugerujący niski priorytet programu jądrowego. W końcu października zeszłego roku mówił on już, że decyzje o angażowaniu się w projekt jądrowy mogą być podjęte nie wcześniej niż na przełomie 2014 i 2015 r., podczas gdy wydobycie gazu łupkowego (nie wspomniane w polityce w ogóle) powinno być priorytetem. Zaraz po tym prezes Polskiej Grupy Energetycznej Krzysztof Kilian stwierdził wprost, że nie widzi możliwości jednoczesnego realizowania programu jądrowego i wydobycia gazu łupkowego. Warto przy tym pamiętać, że PGE to spółka, która otwarcie deklaruje chęć inwestycji w energetykę jądrową i aktywnie rozwija w tym celu swoje struktury...
Wypowiedź Kiliana dzień później zdementował doścignięty przez dziennikarzy premier Tusk:
– To jest wypowiedź szefa firmy, a nie ministra, czy szefa rządu. Dla polskiego rządu energetyka jądrowa i oczywiście inwestycje w gaz łupkowy to są priorytety. Tutaj nic się nie zmieniło – wyjaśniał premier. – Spółki Skarbu Państwa w zakresie takim, na jaki prawo pozwala, będą realizować strategię rządu, która zakłada dywersyfikację źródeł energii, a ta ma umożliwić bezpieczeństwo energetyczne. To oznacza kontynuowanie programu jądrowego i bardzo intensywnego rozwoju programu łupkowego – stwierdził szef rządu. Jednocześnie jednak zupełnie nie odniósł się do faktu, ze wypowiedź prezesa PGE była tylko echem słów właśnie jednego z ministrów.
– To jest wypowiedź szefa firmy, a nie ministra, czy szefa rządu. Dla polskiego rządu energetyka jądrowa i oczywiście inwestycje w gaz łupkowy to są priorytety. Tutaj nic się nie zmieniło – wyjaśniał premier. – Spółki Skarbu Państwa w zakresie takim, na jaki prawo pozwala, będą realizować strategię rządu, która zakłada dywersyfikację źródeł energii, a ta ma umożliwić bezpieczeństwo energetyczne. To oznacza kontynuowanie programu jądrowego i bardzo intensywnego rozwoju programu łupkowego – stwierdził szef rządu. Jednocześnie jednak zupełnie nie odniósł się do faktu, ze wypowiedź prezesa PGE była tylko echem słów właśnie jednego z ministrów.
Żeby sprawę jeszcze bardziej zagmatwać, ten sam minister Budzanowski jeszcze w kwietniu 2012 mówił o energetyce jądrowej tak:
– Dobrze się stało, że decyzja po stronie rządu została podjęta, ruszył proces inwestycyjny, mam nadzieję, że nie powtórzymy błędu, który już raz popełniliśmy.
– Dobrze się stało, że decyzja po stronie rządu została podjęta, ruszył proces inwestycyjny, mam nadzieję, że nie powtórzymy błędu, który już raz popełniliśmy.
Na tym tle zupełnym milczeniem wykazują się obaj szefowie (były i obecny) resortu formalnie odpowiedzialnego za politykę energetyczną, czyli Ministerstwa Gospodarki. Niezmiennie spokojne i merytoryczne stanowisko zajmuje za to pełnomocnik rządu ds. polskiej energetyki jądrowej Hanna Trojanowska. Zwraca przy tym uwagę na tak trywialny fakt, jak to że "bez weryfikacji rodzimych zasobów gazu łupkowego i opłacalności jego wydobycia, deklarowanie tego źródła jako paliwa dla elektroenergetyki jest zdecydowanie przedwczesne." Minister Trojanowska widzi przy tym miejsce dla różnych technologii energetycznych, które wcale się wzajemnie nie muszą wykluczać. Tak zresztą zapisano to w polityce energetycznej. Tylko że jej głos nie przeważy nad wypowiedziami członków Rady Ministrów.
Jest zatem energetyka jądrowa priorytetem rządu czy nie jest? Ja dziś na to pytanie odpowiedzieć nie potrafię.
Oczywiście nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że polska polityka energetyczna raz przyjęta powinna pozostać dokumentem świętym i niezmiennym. Nie chcę także powiedzieć, że energetyka jądrowa w Polsce jest rzeczą absolutnie niezbędną i powinna pozostawać poza wszelką dyskusją. Polityka energetyczna może wymagać rewizji, pewnie już jej wymaga, choćby w świetle pojawienia się tematu gazu łupkowego, czy przesunięcia terminów, w których realizacja elektrowni jądrowych jest w ogóle możliwa (w polityce planowano 2020 r., dziś wiadomo już, że to nierealne). Ale rewizja polityki nie powinna chyba polegać na wygłaszaniu w wywiadach prasowych wyrwanych z szerszego kontekstu twierdzeń, w dodatku przez niewłaściwego ministra.
Jako obywatel uważam, że Polska jest krajem, który może i powinien posiadać i realizować nawet nie tyle "politykę" co "strategię" energetyczną. Energetyka, nie tylko jądrowa, to ze swej natury branża, w której konieczne jest planowanie długoterminowe (w horyzontach przekraczających wielokrotnie kadencję parlamentu) oraz konsekwencja w realizowaniu podjętych decyzji. Plany można (a nawet należy) oczywiście modyfikować w miarę zachodzących w świecie zmian, ale musi się to dziać w sposób skoordynowany i spójny.
Dziś czegoś takiego w polskiej polityce energetycznej nie widzę. Mamy raczej do czynienia z chaosem informacyjnym, nad którym chyba nikt nie panuje. Co gorsze, nie wydaje się, by ktoś próbował nad nim panować, albo w ogóle odczuwał taką potrzebę. Bardzo chciałbym się w tej kwestii mylić, ale działania najwyższych przedstawicieli polskich władz nie dają mi wielu powodów do optymizmu. Jak w tej perspektywie planować rozwój jakiejkolwiek branży strategicznej, w tym szczególnie tak delikatnej i złożonej jak energetyka jądrowa, doprawdy nie wiem.
----
Powyższy tekst jest wyłącznie moją prywatną opinią i nie należy go traktować jako stanowiska żadnej instytucji, w której jestem zatrudniony lub z którą współpracuję.
