Wśród różnych kontrowersji dotyczących budowy elektrowni jądrowych, pojawia się też zagadnienie rzeczywistych wykonawców inwestycji. Przy tym krytyka nadchodzi tu z zupełnie przeciwstawnych kierunków: z jednej strony pojawiają się obawy o wyprowadzanie kapitału za granicę, a z drugiej o wpływ mitycznej polskiej niesolidności na jakość elektrowni, a co za tym idzie i bezpieczeństwo jej eksploatacji. Jak sprawa wygląda naprawdę?
REKLAMA
Oczywiście jak większość zagadnień dotyczących tak poważnej i skomplikowanej inwestycji, sprawa nie jest prosta i jednoznaczna. Od pewnych oczywistych rzeczy można jednak wyjść, są bowiem prace, które z pewnością muszą zrealizować firmy zagraniczne, jak również takie, które na pewno będą realizowane lokalnie. Przyjrzyjmy się im bardziej szczegółowo.
Jest sprawą absolutnie oczywistą, że z zagranicy musi do nas przybyć reaktor. Dosłownie – w technologiach rozważanych dla Polski zbiornik ciśnieniowy reaktora dostarczany jest na plac budowy w całości. Podobnie – w przypadku zastosowania najpopularniejszej (i jednej z dwóch rozważanych) technologii reaktorów wodnych ciśnieniowych (PWR) – musi się stać z wytwornicami pary. Zagadnienie jest sporym wyzwaniem nie tylko handlowym, ale i logistycznym, jako że najcięższe pojedyncze elementy wymagające transportu ważyć mogą nawet 550 ton, a do ich produkcji zdolnych jest obecnie mała garstka zakładów na świecie. W Europie są to np. zakłady Arevy w Chalon/St. Marcel we Francji wytwarzające elementy dla elektrowni Flammanville i Olkiluoto (ale także części dla modernizowanych elektrowni amerykańskich) albo petersburskie Zakłady Iżorskie, które wykonały zbiorniki reaktorów dla obecnie budowanej elektrowni Leningrad II. Warto przy tym nadmienić, że sam zbiornik reaktora dla budowanej wciąż elektrowni fińskiej przypłynął aż z Japonii. Oczywistym jest, że zakładów do produkcji tak specjalistycznych urządzeń w Polsce nie ma i one z pewnością nie powstaną. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby koncerny dysponujące projektami reaktorów i posiadające własne wysokospecjalistyczne wytwórnie takich elementów zdecydowały się otwierac nową placówkę w nowym kraju, w którym powstać mają raptem 4 reaktory.
Niemal równie oczywista jest sprawa głównego urządzenia części konwencjonalnej, a więc turbozespołu. Polska ma co prawda bogatą historię produkcji turbin parowych (choć głównie na licencji), nie wydaje się jednak abyśmy mieli na dziś zdolność wytworzenia odpowiednio dużej jednostki (największa pracująca dziś w Polsce turbina ma moc dwukrotnie niższa niż planowana dla bloku jądrowego). Znowu mowa jest tu o maszynach zamawianych na rynkach światowych w pojedynczych egzemplarzach, gdzie transfer technologii byłby zupełnie dla ich właścicieli nieopłacalny. Nawet zresztą jeśli elementy turbozespołu powstaną faktycznie w Polsce, to w najlepszym razie zostaną wytworzone w lokalnych zakładach będących własnością zagranicznych koncernów w ramach ich wewnętrznej kooperacji.Na dziś w Europie turbozespoły dla elektrowni jądrowych klasy 1600 MW (a takie zapisano w naszej polityce energetycznej) oferują w zasadzie dwie firmy: Alstom i Siemens. W kontekście nowej fińskiej EJ Hanhikivi wspomina się też o możliwości importu turbozespołu Hitachi. W przypadku maszyn mniejszych klasy 1200 MW możliwe są także dostawy rosyjskiego LMZ lub czeskiej Skody.
Wydaje się zatem oczywiste, że podstawowe elementy muszą być zagraniczne i muszą zostać dostarczone przez zagraniczne firmy. To nie jest wcale cecha wyłącznie inwestycji tego rodzaju w Polsce, wprost przeciwnie – w przypadku krajów innych niż kraje pochodzenia oferowanej na rynku technologii reaktorowej (a tych na dzisiaj jest garstka: Chiny, Francja, Indie, Japonia, Kanada, Rosja i Republika Korei) normą jest import najważniejszych elementów. Pewnym wyjątkiem mogą być Czechy, w których istnieją pewne zdolności produkcyjne pozostałe po realizacji inwestycji w Temelínie (w swoim czasie Skoda wykonała zbiorniki zastosowanych tam reaktorów), jednak i tam zostały one przejęte przez przemysł zagraniczny (głównie rosyjski). W innych jednak krajach dostawcy są w głównej mierze (albo i wyłącznie) zagraniczni, przy tym dotyczy to tak krajów dopiero rozpoczynających swoją "przygodę z atomem" (jak np. Zjednoczone Emiraty Arabskie), jak i tych ze sporym już doświadczeniem (Finlandia, Wlk. Brytania).
W pewnym sensie podobnie jest w przypadku elektrowni konwencjonalnych, gdzie również najnowsze polskie inwestycje bazują na produktach firm zagranicznych (np. Alstom, Foster-Wheeler, Hitachi), choć w tamtym przypadku większy udział powierzany jest przedsiębiorstwom lokalnym. W przypadku elektrowni jądrowej jest to trudniejsze ze względu na dużo mniejszy rozmiar rynku i wymaganą wyższą specjalizację produkcji. Oczywiście kluczowe są także wymagania związane z bezpieczeństwem, a dotyczące systemów zarządzania jakością na etapie produkcji, do których jeszcze wrócimy.
W świetle powyższego jest zatem sprawą oczywistą, że generalnymi wykonawcami elektrowni jądrowej w Polsce będą firmy zagraniczne, w tym na pewno dostawca technologii reaktorowej. Potwierdzają to doświadczenia realizowanych obecnie inwestycji zagranicznych, gdzie oferty na realizację bloków składają firmy takie jak GE-Hitachi lub Hitachi-GE, Areva, Atomstrojeksport, Westinghouse, KEPCO czy Toshiba, czasami w konsorcjum z wykonawcą części konwencjonalnej/dostawcą turbozespołu (czyli np. Alstomem czy Siemensem). Nie ma żadnych powodów by sądzić, że w naszym kraju będzie inaczej. To oczywiście niejako "z automatu" spycha firmy polskie do roli podwykonawców.
Z drugiej strony jest rzeczą równie oczywistą, że część produktów i usług będzie realizowana lokalnie, choćby prace budowlane niezwiązane z elementami kluczowymi z punktu widzenia bezpieczeństwa, czy prace montażowe – szczególnie, że już dziś niektóre polskie firmy realizują takie prace za granicą (szczególnie na budowie bloku Olkiluoto-3, gdzie pracują polskie przedsiębiorstwa i polscy inżynierowie, z Polski pochodzą też np. stalowe elementy obudowy bezpieczeństwa reaktora).
To co nie jest oczywiste, to całe spektrum produktów i usług, które są "pomiędzy". Elektrownia jądrowa jako skomplikowana instalacja przemysłowa składa się z tysięcy mniejszych i większych urządzeń:wymienników ciepła, silników elektrycznych, wentylatorów, siłowników, sprężarek, zaworów... Biegną w niej kilometry rurociągów i przewodów elektrycznych. Wszystkie te urządzenia trzeba dostarczyć i zamontować. Do tego trzeba setek dostawców i wykonawców, których kraj pochodzenia nie musi być rzeczą oczywistą. Co zatem decyduje?
Rzecz jasna oczywistym kryterium jest cena. Żaden generalny wykonawca, szczególnie startujący w przetargu (niezależnie od tego czy jest to przetarg publiczny, czy nie), nie chce niepotrzebnie podwyższać kosztów realizacji, klienci także na ogół nie są temu przychylni. Kryterium cenowe zazwyczaj w inwestycjach infrastrukturalnych wypada dla polskich wykonawców korzystnie. I dokładnie to zagadnienie budzi obawy dotyczące jakości. Niepotrzebnie jednak, bo cena to oczywiście nie jest wszystko.
Jasne jest, że w instalacji jądrowej kluczowe znaczenie ma bezpieczeństwo, a to nierozerwalne wiąże się z jakością montowanych elementów i realizowanych prac. Z tego powodu przemysł jądrowy na całym świecie wypracował specjalistyczne normy stosowane w zasadzie tylko w tej branży, dużo bardziej restrykcyjne niż te mające zastosowanie do konwencjonalnych instalacji przemysłowych. Takie normy powstały w ramach szerszych rodzin norm np. amerykańskich ASME, japońskich JSME czy też rosyjskich GOST. Niektóre kraje wypracowały zupełnie osobne przepisy "jądrowe", np. francuskie RCC-M, niemieckie KTA czy fińskie szczegółówe przepisy YVL. Różne rodziny przepisów są stosowane w zależności od kraju, w którym prowadzona jest inwestycja oraz kraju pochodzenia dostawcy technologii. Na tym jednak nie koniec. Aby ubiegać się o realizowanie zleceń na rzecz generalnego wykonawcy, szczególnie w obszarach budowy związanych z bezpieczeństwem eksploatacji przyszłej elektrowni, konieczne jest także uzyskanie zgodności z systemem zarządzania jakością tego dostawcy, który w wielu wypadkach jest jeszcze bardziej restrykcyjny niż normy. Dopiero znalezienie się na odpowiedniej liście zatwierdzonych dostawców umożliwia realizowanie prac czy dostaw na rzecz takiej dużej firmy. W praktyce wszystkie te skumulowane wymogi sprowadzają się do konieczności zachowania bardzo wysokiej jakości wszystkich prac (projektowych, produkcyjnych, montażowych), która musi być także odpowiednio dokumentowana. W przypadku dostawy urządzeń udokumentowany musi być nie tylko proces produkcji danego egzemplarza, ale także proces pozyskiwania wszystkich jego elementów: wszystko po to, by zapewnić, że spelniają one odpowiednie wymagania jakościowe i móc tego dowieśc organom dozoru jądrowego.
Wszystko to powoduje, że poza uzyskaniem odpowiednich zdolności technicznych (czyli np. realizacji produkcji z odpowiednią dokładnośćią, dostawy materiałów odpowiedniej czystości itd.) potencjalny podwykonawca musi też włożyć niemało wysiłku w zorganizowanie odpowiedniego systemu zarządzania jakością. Jest to na ogół proces długotrwały i kosztowny, jednak uchybienia w jego prowadzeniu mogą bezpośrednio prowadzić do opóźnień w realizacji inwestycji (jak zdarzało się to na budowie bloku Olkiluoto-3), jako że poprawność dokumentacji jest ściśle weryfikowana przez służby dozoru jądrowego. Fiński dozór niejednokrotnie zatrzymywał prowadzenie prac wskutek niezgodności dokumentacji.
Wracając zatem na nasze podwórko: ile zatem w polskiej elektrowni będzie polskiej pracy i techniki? Na to pytanie na dziś odpowiedzi oczywistej nie ma. Szacunki natomiast są skrajnie rozbieżne. W piewszych wersjach projektu programów rządowych mowa była o 10-procentowym udziale polskich wykonawców w wartości pierwszego bloku. Na druigm biegunie plasuje się jedna z wypowiedzi potencjalnego dostawcy technologii, który wspominał o 70 procentach. Obie te liczby trudno uznać za prawdopodobne w świetle doświadczeń zagranicznych. Jakie zatem są wartości realistyczne?
Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, szczególnie w sytuacji, w której nie wiemy jaka technologia zostanie wykorzystana, ani które zestawy norm będą stosowane przy projektowaniu i realizacji. Jednocześnie informacje na temat realnych możliwości polskiego przemysłu mogą stanowić wartościową wiedzę w procesie przygotowania realizacji inwestycji i odpowiednich negocjacji handlowych. W celu poszerzenia wiedzy na ten temat obecnie realizowane jest w Polsce zadanie badawcze finansowane ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pt. "Analiza możliwości i kryteriów udziału polskiego przemysłu w rozwoju energetyki jądrowej". W ciągu dwóch lat realizacji (2012-2013) wykonawcy zadania będą analizować wszystkie etapy i elementy procesu inwestycyjnego, standardy i przepisy, a także rzeczywistą ofertę przemysłu, by pomóć na te pytania odpowiedzieć. Wiedza ta będzie użyteczna zarówno dla polskich ośrodków decyzyjnych (rządu, inwestora), jak i samego przemysłu, w którym brakuje dziś powszechnej wiedzy na temat kryteriów kwalifikacji do uczestnictwa w takiej inwestycji. Warto zresztą wspomnieć, że wśród inicjatorów realizacji zadania badawczego znalazły się właśnie zakłady przemysłowe skupione w Naukowo-Przemysłowym Konsorcjum Wytwarzania oraz Badania Materiałów i Konstrukcji do Budowy Elektrowni Jądrowych.
--------------
Zadanie Badawcze nr 5 pt. "Analiza możliwości i kryteriów udziału polskiego przemysłu w rozwoju energetyki jądrowej" realizowane jest przez sieć naukową, której liderem jest Politechnika Warszawska. Poza liderem w skład sieci wchodzą: Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie, Instytut Chemii i Techniki Jądrowej, Instytut Spawalnictwa, Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Politechnika Opolska oraz Politechnika Wrocławska.
W chwili obecnej trwa zbieranie informacji na temat zainteresowanych udziałem w realizacji bloków jądrowych firm z sektora budowlanego. Specjalny serwis internetowy poświęcony temu zagadnieniu uruchomił Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej pod adresem http://www.elektrownia.jadrowa.il.pw.edu.pl/
Pod adresem tym dostępna jest ankieta dla zainteresowanych przedsiębiorców.
Pod adresem tym dostępna jest ankieta dla zainteresowanych przedsiębiorców.
