O autorze
Adam Szejnfeld – były radny, burmistrz, wiceminister gospodarki. Poseł III, IV, V, VI i VII kadencji Sejmu RP. Autor słynnego antybiurokratycznego i progospodarczego „Pakietu Szejnfelda”. Urodzony 13 listopada 1958r. w Kaliszu, mgr prawa – ukończył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Prawa i Administracji, kierunek prawo. W przeszłości działacz społeczny i związkowy – w latach osiemdziesiątych członek legalnej i podziemnej ,,Solidarności”, internowany w więzieniach we Wronkach i w Gębarzewie. W latach 2007 – 2009 Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki. W obecnej VII kadencji Sejmu jest przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw deregulacyjnych (wcześniej był przewodniczącym sejmowej Komisji Skarbu Państwa). Jest także członkiem Akademii Polskiego Sukcesu, Kapituły Konkursu „Teraz Polska”, Rady Programu „Polski Sukces” Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Kapituły „Fair Play” Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym oraz Cent For Future i Perły Polskiej Gospodarki anglojęzycznego miesięcznika Polish Market.

Na litość boską, co z tą Polską?!

Załóżmy, że każde państwo w Europie mogłoby zmienić swoje położenie geograficzne. Szwajcaria na przykład z pewnością dobrze by się czuła w sąsiedztwie równie neutralnej i pozostającej poza UE Norwegii. Bliżej Holendrów mogliby przenieść się podobnie solidni i dobrze zorganizowani Czesi. Miejsca im musieliby jednak ustąpić Belgowie. Ci ostatni zaś, z uwagi na francusko-flamandzkie poplątanie językowe, być może zrozumieliby Słowaków, którym nieobcy jest problem używania języka węgierskiego, ze względu na liczną u nich mniejszość Madziarów. Gdzie w tej alternatywnej wizji Starego Kontynentu znalazłoby się miejsce dla… Polski?


Tam, gdzie obecnie położona jest Wielka Brytania - odpowiada brytyjski magazyn The Economist, w którym przed kilkoma laty pojawiła się narysowana zupełnie na nowo mapa Europy. W ten sposób nasz kraj z niezwykle burzliwą historią mógłby w końcu odciąć się od wszelkich potencjalnych problemów... kanałem La Manche. No cóż. Możemy sobie pogdybać, czy żarty robić, ale oczywiście pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie zmienić, a już na pewno historii i położenia geopolitycznego! Nie ma jednak co popadać w fatalizm! Dzięki skutecznej i odpowiedzialnej polityce zagranicznej jesteśmy przecież w stanie nie tylko szybko rozwiązywać wszelkie spory i konflikty, ale również zawierać, oparte na zrozumieniu, solidarności i zaufaniu, trwałe porozumienia i sojusze. Wszystko po to, by nieustannie wzmacniać pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej... Hym... Tak jest w teorii polityki zagranicznej. Niestety, w polskiej praktyce - jaki koń jest, każdy widzi…


Po ponad trzech latach rządów Prawa i Sprawiedliwości nasze relacje dyplomatyczne znajdują się w katastrofalnym stanie! Ile już razy słyszeliśmy o „wstawaniu z kolan”, „odzyskiwaniu podmiotowości”, „odchodzeniu od murzyńskości”, czy też o „końcu pedagogiki wstydu”. Te powtarzane do znudzenia frazesy funta kłaków nie są już warte, nie mogą też przykryć prawdy o stanie polityki zagranicznej obozu tak zwanej „dobrej zmiany”. Z Paryżem Warszawę poróżnił jeszcze Antoni Macierewicz powtarzanymi z pełną powagą całkowicie nieprawdziwymi informacjami, iż Francja sprzedała Egiptowi mistrale, by ten z kolei mógł je odstąpić Rosji za jednego dolara. W tym obłąkanym kontekście o helikopterach Caracal wspominać już nie trzeba. Wobec Niemiec natomiast PiS co jakiś czas odgrzewa temat reparacji wojennych, jeśli tylko w ten sposób może odwrócić uwagę od innych, niewygodnych dla siebie spraw. Trudno się więc dziwić, że Trójkąt Weimarski całkowicie przestał istnieć, mimo że to forum współpracy Paryża, Berlina i Warszawy miało realny potencjał, by wpływać na kierunek podejmowania decyzji w całej UE.


W porównaniu zaś z Trójkątem Weimarskim znaczenie, kiedyś wychwalanej pod niebiosa, Grupy Wyszehradzkiej po ostatnich wydarzeniach jest już żadne. Tym bardziej że PiS nieraz dotkliwie przekonał się o asertywności Victora Orbana. Premier Węgier ani nie zagłosował przeciwko Donaldowi Tuskowi, z uwagi na co Beata Szydło poniosła upokarzającą porażkę „27 do 1”, ani nie zrezygnował ostatnio z wyjazdu do Izraela w geście solidarności z decyzją Mateusza Morawieckiego. Mając takich przyjaciół, nie potrzebujemy już wrogów, można by rzec... Trzeba przypomnieć też, że w niedalekiej przeszłości nieoczekiwanie najważniejszym partnerem strategicznym Polski została ogłoszona Wielka Brytania. Tyle tylko, że chwilę później okazało się, że kraj ten jest już na prostej drodze do wyjścia z Unii Europejskiej, więc co nam po nim?! Tymczasem w Brukseli piętrzą się problemy dla PiS-owskiego rządu, na czele z bezprecedensową procedurą z art. 7 Trybunału UE o pogwałcenie praworządności. Wokół Polski w Europie zrobiło się więc nagle wyjątkowo pusto i to w kluczowym momencie, gdy trzeba negocjować najważniejszą dla nas rzecz! - kolejny wieloletni budżet Wspólnoty.


Oczywiście, w odpowiedzi na tę krytykę, obóz tak zwanej „dobrej zmiany” z pewnością przywoła rzekomo znakomite relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że coraz bardziej nasz kraj pod rządami PiS staje się zwykłym popychadłem, no, co najwyżej wasalem, Ameryki Donalda Trumpa, niż partnerem. I nie chodzi tutaj jedynie o słynne zdjęcie amerykańskiego przywódcy siedzącego przy biurku i podpisującego dokument, podczas gdy prezydent Andrzej Duda stoi obok pochylony. O wiele poważniejszym problemem była zakończona niedawno konferencja bliskowschodnia w Warszawie - wydarzenie de facto zorganizowane na terytorium Polski przez dyplomację USA i wyłącznie dla realizacji jej celów, na dodatek ku całkowitemu zaskoczeniu i wbrew kierunkom polityki Unii Europejskiej, której jesteśmy członkiem! Co otrzymaliśmy w zamian za podporządkowanie się woli Waszyngtonu i wywołanie przeciwko nam agresywnej retoryki Iranu? Nic! No, nie na przykład preferencyjne warunki zakupu amerykańskiego sprzętu wojskowego, bo ten akurat nabywamy po pierwsze poza offsetem, co jest skandalem, po drugie bez przetargu, co jest groteską i jak się wydaje po trzecie po zawyżonych cenach, co jest śmiechu warte. Ale co gorsze, podobno nawet nie dla siebie, ale… dla żołnierzy amerykańskich. Czy ktoś to wszystko ogrania?! Czy ktoś jest w stanie to rozumieć?!

Tak, jesteśmy poróżnieni już nie tylko z Berlinem, Paryżem czy Brukselą, ale także między innymi z Ukrainą, Norwegią, Izraelem i… z Iranem. Tylko jakoś nowego konfliktu z Rosją jeszcze nie widać, co nie oznacza, że z tym mocarstwem mamy dobre stosunki. Wręcz przeciwnie. Jak więc widać, tylko trzy lata wystarczyły Prawu i Sprawiedliwości, żeby zmienić polską politykę zagraniczną w całkowite pośmiewisko. A przecież jeszcze niedawno, i to przez dekady, z powodzeniem budowaliśmy pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej, konsekwentnie dążąc do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej. Udało nam się to, zyskaliśmy też jednocześnie wielki szacunek i uznanie. Dzisiaj nasi sąsiedzi, partnerzy i sojusznicy, patrząc na wyczyny Prawa i Sprawiedliwości, zadają sobie pytanie: Na litość boską, co z tą Polską?!

Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
www.facebook.com/PoselSzejnfeld/
www.twitter.com/szejnfeld
www.instagram.com/szejnfeld/


#KoalicjaEuropejska #Polska #PolitykaZagraniczna #RacjaStanu #Dyplomacja #Geopolityka #Strategia #Sąsiedzi #Partnerzy #Sojusznicy #SojuszPółnocnoatlantycki #NATO #DonaldTrump #KonferencjaBliskowschodnia #Pokój #Bezpieczeństwo #TakDlaUE #PolskaWUE #PolskaWEuropie #Zostajemy #PolacyZaUE #MyChcemyUnii #Bruksela #ParlamentEuropejski #PE #UniaEuropejska #UE #EPP #EPL #PlatformaObywatelska #PO #AdamSzejnfeld #Wielkopolska

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu