Wyciek informacji o tajnym programie rządu USA, znanym jako PRISM, poraził opinię publiczną na całym świecie. Zaskoczył nawet nie tyle swoim istnieniem, bo należało się tego spodziewać, ale skalą inwigilacji, na jaką narażone są miliardy ludzi. Okazało się, że amerykańskie służby śledcze i wywiadowcze mają pełny i niekontrolowany dostęp do danych zgromadzonych na serwerach potentatów branży nowych technologii. Oznacza to, że władze Stanów Zjednoczonych, jeśli chcą się skupić na określonym człowieku, mogą zdobyć komplet informacji o nim, łącznie ze skrzynką pocztową, zapisem miejsc, w których bywa, co, gdzie i za ile kupuje, czy też jak spędza czas. To wszystko wraz ze zdjęciami i filmami.
Wszyscy pamiętamy, jaki opór w Polsce wzbudziła międzynarodowa umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi, znana szerzej jako ACTA. Dobrze się stało, że jej rozwiązania nie weszły w życie, bo istniało ryzyko zbytniej ingerencji w naszą prywatność. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że ACTA przy PRISM była zaledwie niewinnym figlem z inwigilacją, z inwigilacją, którą uprawia nie tylko państwo. Wszak równie skutecznie, a niekiedy skuteczniej, robią to także sklepy internetowe, firmy ubezpieczeniowe, farmaceutyczne, banki i inne, którym zależy na wyciągnięciu od nas pieniędzy.
Poseł na Sejm RP
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
