Duże miasto, niegdysiejsza potęga przemysłowa, najpierw traci fabryki - główne źródło utrzymania dla większości mieszkańców, w efekcie drastycznie biednieje, potem się wyludnia, a na końcu, nie mogąc udźwignąć gigantycznego zadłużenia, bankrutuje. To na szczęście obcy nam scenariusz, w Polsce wciąż trudny do wyobrażenia, ale właśnie ziścił się niedawno w Stanach Zjednoczonych, najbogatszym bądź co bądź państwie świata! Po dziesięcioleciach zmagań z problemami finansowymi i organizacyjnymi upadło Detroit - miasto będące niegdyś zagłębiem i symbolem amerykańskiej motoryzacji. Padł symbol, padła kolebka, padła długa historia, ale jakoś od tego nie padła władza. Prezydent państwa nie musi się tłumaczyć od rana do nocy w mediach, a opozycja nie wzywa do powołania komisji śledczej? Dziwny kraj…
Zza oceanu płynie wiele nauk. Na przykład taka, że dobrze jest, jeśli miasto lub gmina ma znaczącego inwestora, a najlepiej, gdy jest ich kilku i to z różnych branż. Pamiętać należy także, że w czasach globalnej gospodarki nic nie jest dane raz na zawsze. Firmy mogą zdecydować się na zamknięcie zakładów z wielu powodów i nie zawsze muszą one wynikać z sytuacji na rynku. Dlatego tak ważny jest rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, aby właśnie ten sektor zatrudniał największą liczbę pracowników.
Poseł na Sejm RP
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
