Polska koszykówka jest fascynująca. Nie pamiętam rozgrywek, gdy prawie wszystkie ćwierćfinałowe play-offy zakończyły się wynikami 3:2, a i półfinały były niezłe. Nasza koszykówka ligowa, ma chyba kryzys za sobą i uważam, że ja też zszedłem z parkietów za wcześnie…
REKLAMA
O kilka minut za wcześnie.
Oczywiście, przez sędziów, którzy nie znają się na czułościach okazywanych sobie przez dużych, zaprzyjaźnionych facetów. Przecież pod koniec meczu Trefl - Śląsk po prostu objąłem mojego kolegę z reprezentacji, a oni nie zrozumieli, że to gest sympatii i ściągnęli mnie z parkietu. Na zawsze. Ale nie o tym dzisiaj chciałem, bo życie, to znaczy play offy, toczą się dalej…
Oczywiście, przez sędziów, którzy nie znają się na czułościach okazywanych sobie przez dużych, zaprzyjaźnionych facetów. Przecież pod koniec meczu Trefl - Śląsk po prostu objąłem mojego kolegę z reprezentacji, a oni nie zrozumieli, że to gest sympatii i ściągnęli mnie z parkietu. Na zawsze. Ale nie o tym dzisiaj chciałem, bo życie, to znaczy play offy, toczą się dalej…
Te pełne emocji mecze ćwierćfinałowe, chyba poparły moją tezę z wcześniejszego wpisu na bezsensowne rozbijanie Tauron Ligi na 6 drużyn „mocnych” oraz 8 „słabych” i tym samym kilkutygodniowe nudzenie kibiców w całej Polsce meczami o pietruszkę. Wielbicieli koszykówki nie da się oszukać i ciągnąć do hal na mecze, w których wynik jest mało istotny, bo układ tabeli był jasny po sezonie zasadniczym.
Ale w play offach mój „słaby” Śląsk i urlepowski „słaby” Koszalin, o mało, co nie wysłały na wakacje mocarnego Prokomu z aspirującym do mocarstwowości Treflem.
Ostatecznie się nie udało się, bo pewnie ich gracze uznali, że na wakacje na plaży za wcześnie, a poza tym i tak cały czas grają nad morzem. Ale i pozostałe mecze stały na solidnym poziomie, zwłaszcza horrory zielonogórsko – słupskie, podczas których ochotę na dogrywkę czyli wyjście na solo pod halą mieli nawet trenerzy Dainus Adomaitis i Mihailo Uvalin (może się obraził, że go nie wymieniłem wśród serbskich furiatów?).
Półfinały trochę mnie rozczarowały ale jednocześnie dały dodatkową satysfakcję z sezonu. Nie spodziewałem się tak łatwej wygranej Trefla z Turowem, na tym tle jeszcze lepiej wygląda nasza, śląskowa rywalizacja z sopocianami. My tak łatwo skóry nie sprzedaliśmy!
Asseco przejechało po Zastalu swoim euroligowym walcem, szkoda, że zielonogórzanie nie potrafili na czas wstrzelić się ze swoja optymalną formą. Pokazali w tym sezonie, że stać ich na więcej niż 0-3.
Jesteśmy przed finałem i mam nadzieję, że się będzie działo! Liczę na piękne dramatyczne, widowiska, które sprawią, że kibice w całym kraju znów uznają że to najwspanialszy sport. I znów zakochają się w koszykówce na zabój, tak jak się stało kiedyś ze mną.
Aha, byłbym zapomniał… Chciałem poinformować Wszystkich Szanownych Czytelników, że zakończyłem karierę. Mam nadzieję, że w nie najgorszym stylu. Tak, jak obiecałem chyba z 10 lat temu, stało się to w Śląsku Wrocław. Mam numer 10, niedawno zdobyłem 10 000 tysięczny punkt w lidze, a w ostatnim sezonie zdobywałem średnio po prawie 10 w każdym meczu, co jak 42-latka było przyzwoitym wynikiem.
Myślę, że trochę pomogłem wrocławskiej drużynie z dobrej strony przypomnieć o wielkich tradycjach i zapoczątkować marsz Wrocławia po odzyskanie miana stolicy koszykówki. Słyszałem jednak, że ktoś powiedział „Tak, ale Wójcik zdobył 9 tytułów mistrzowskich, a marzył o 10, bo tak ma napisane na koszulce”. A czy ja mówiłem, że chodzi o Wójcika… Adama?. No przecież, nie zastrzegłem tego numeru i nie zamierzam tego robić. A znam dwóch Wójcików z Wrocławia – Jana i Szymona, którzy w przyszłości mogą tego dokonać. Choć jeszcze lepiej znam ich tatę i wiem, że nie będzie wywierał na nich presji, choć wreszcie będzie miał dla nich więcej czasu.
Ale wciąż będzie też bardzo blisko koszykówki – obiecuję, tym którzy mnie do tego namawiają. Dziękuję też za… podziękowania i życzenia spływające do mnie z czterech stron świata, w tym od Michaela Ansley’a, który rozczulił i rozbawił mnie wspomnieniami o naszych przepychankach pod koszem i swoim apelem bym nie schodził z parkietu. Sorry, stary, show must go on bez Adama. Chyba wysokiemu facetowi wypada czasem wejść na wysokie tony:
Dzięki Wam wiem, że 30 lat ciężkiej pracy nie poszły na marne, a takie wartości jak profesjonalizm, ambicja, uczciwość i szczerość wciąż są w życiu ważne.
Dzięki Wam wiem, że 30 lat ciężkiej pracy nie poszły na marne, a takie wartości jak profesjonalizm, ambicja, uczciwość i szczerość wciąż są w życiu ważne.
W następnym blogu napiszę dlaczego zmiany, choć czasem bolesne są niezbędne i że nigdy nikt mnie nie nauczy nieszanowania ludzi i niedotrzymywania słowa…
