Nazywam się Adam Wójcik i jestem debiutantem. To późny debiut. Po czterdziestce. Trema ogromna, prawie jak w finałowym meczu o mistrzostwo Polski. Pisanie, a zwłaszcza pisanie bloga, to dla mnie rzut za trzy, ale taki przez całe boisko, a nie zza lini 6 metrów 75 cm, jakich oddałem tysiące. Słowem wyzwanie.

REKLAMA
Urodziłem się w Oławie, mieszkam we Wrocławiu, w stolicy polskiej koszykówki. Wiem, wiem, mistrzem Polski od kilku lat jest, całkowicie zasłużenie, gdyńskie Asseco Prokom - grałem w tym klubie kiedy siedzibę miał jeszcze w Sopocie. Ale stolica koszykówki może być tylko jedna i jest nią, historycznie rzecz ujmując, Wrocław.
Ludzie czasem mówią, że jestem wielkim sportowcem. Nie mogę zaprzeczyć, mam wzrostu 208 cm (waga 110 kg, rozmiar buta 50), ale naprawdę znam kilku większych. Te wymiary sprawiły mi w życiu więcej przyjemności i satysfakcji, niż problemów i przykrości. Aczkolwiek i jednych, i drugich nie brakowało. O niektórych z nich (tych przyjemnościach i tych problemach) chciałbym opowiedzieć na tym blogu moim Czytelnikom.
Wiem - bo często spotykam się z tego typu prośbami - że jest wiele spraw z zakulisowego życia sportowców, o których sympatycy sportu chcieliby wiedzieć, ale nie mają sposobności o nie zapytać. Gdy miałem 175 cm wzrostu, też nie śmiałem podejść do wielkiego Jerzego Bińkowskiego, wtedy gwiazdy reprezentacji Polski i zawodnika klubu, którego jestem wychowankiem, Gwardii Wrocław. Ale wolno mi było i mogłem podejść, bo wraz z innymi kolegami-juniorami przynosiliśmy „seniorom”, przed każdym treningiem skrzynki z wodą mineralną. Czy dziś moi młodzi koledzy ze Śląska Wrocław robią to samo? Oczywiście, że nie :). Dziś woda mineralna sama się przynosi.
Pomyślałem więc sobie, że przyszedł czas (29 lat treningów i meczów w europejskich i polskich klubach oraz reprezentacji Polski) by podzielić się kilkoma, a jak się Państwa uda zaintrygować, to może i kilkunastoma refleksjami Adama Wójcika.
O czym będę pisał? Po pierwsze o koszykówce. O sporcie. O życiu. O tym, na czym, z racji profesji i wieku, trochę się znam.
O czym na pewno nie będę pisał? O polityce. Nie dlatego, że się na niej nie znam. W Polsce każdy się zna na polityce. Po prostu lubię grę twardą, ale fair. A mam wrażenie, że gdyby politycy jak koszykarze schodzili z boiska (przy Wiejskiej) po pięciu przewinieniach, ławy poselskie świeciłyby pustkami, a i chyba także na ławce rezrwowych „nie mamy kłopotów bogactwa} - jak mawiają komentatorzy sportowi. A propos komentatorów... Czy napiszę o "penetracji trumny" i "gryzieniu parkietu"? Oczywiście, przecież to moja codzienność. Do zobaczenia niebawem na arenach sportowych i na tym sympatycznym portalu. Czekam na komentarze (pewnie wyłącznie życzliweJ) i pytania (pewnie wyłącznie trudne) od Czytelników. Adam Wójcik