Nie, nie, dobrze Państwo czytacie, nie popełniłem błędu w tytule. Będzie dokładnie NA(ten)TEMAT. Napisałem w pierwszym blogu, że czekam na pytania i komentarze. No i dostałem, to com chciał. Bardzo dziękuję na ten doping ("dawaj, Adaś, dawaj…") i mnóstwo ciepłych słów od znajomych i kibiców z różnych stron Polski. Mówienie, że internauci są nieżyczliwi, to jakaś ściema, a i w realu czuję się rozpieszczany już po tej blogowej rozgrzewce. Nie ma obawy, wyżej już nie urosnę. Ale wracajmy na parkiet bloga...
REKLAMA
Pierwsze pytanie dotyczyło tego co tu i teraz, czyli mojego zdania o systemie rozgrywek Polskiej Ligi Koszykówki, a jeden z pierwszych komentarzy przypomniał Oławę, miasto w którym spędziłem dzieciństwo oraz mój pseudonim z czasów Gwardii, a potem Śląska Wrocław.
Jeśli chodzi o PLK sprawa jest prosta. Uważam, że decyzja PLK, to był rzut za dwa punkty. Tyle, że do własnego kosza. Zwolnienie Asseco z pierwszej części rozgrywek i podział ligi na sześcio- oraz ośmio- drużynowe grupy był podwójnie niesprawiedliwy. Już widać, że ten pomysł przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Asseco w Lidze VTB pewnie zyskał sportowo, ale czy kibice w Gdyni nie woleliby oglądać swoich ulubieńców w starciu z polskimi rywalami?
Znakomite mecze w Eurolidze zapewniały przecież kontakt z europejską czołówką. Osobnym problemem jest fakt, że ciężko pracuje się z zespołem, który przegrywa mecz za meczem, czy stąd te dramatyczne zmiany w klubie?
Znakomite mecze w Eurolidze zapewniały przecież kontakt z europejską czołówką. Osobnym problemem jest fakt, że ciężko pracuje się z zespołem, który przegrywa mecz za meczem, czy stąd te dramatyczne zmiany w klubie?
Atrakcyjność i sportowy poziom polskiej ligi ma się podwyższyć, więc może nie zaczynajmy od jego obniżania. Owszem teraz sportowa rywalizacja będzie intensywniejsza, ale dla sześciu drużyn w sześciu miastach, podczas walki o rozstawienie.
Moja ukochana dyscyplina sportu miała zyskać na atrakcyjności, tymczasem system punktacji jest dla wielu ludzi niezrozumiały, a kibice pozostałych ośmiu zespołów przez najbliższe dwa miesiące pozbawieni zostali możliwości oglądania w swoich halach najlepszych polskich drużyn. To może wpłynąć negatywnie na frekwencję w halach.
Złośliwi powiedzą, że Śląsk, Adama Wójcika i wrocławskich kibiców dotknęło to najbardziej, bo Wrocław będzie oglądał mniej atrakcyjne mecze. Rzeczywiście, moja drużyna znalazła się na szóstym miejscu, które okazało się siódmym i być może nie będzie miała już okazji powalczyć z Treflem Sopot czy Czarnymi Słupsk (z którymi wygraliśmy) lub zrewanżować się Anwilowi i Turowowi (z którym toczyliśmy piękne, widowiskowe pojedynki), albo po raz pierwszy od 4 lat zmierzyć się z ogranym w Eurolidze Asseco.
Pozostaje mi wierzyć w kibiców koszykówki i mieć nadzieję, że i tak przyjdą dopingować swoich ulubieńców. Albo ich pozytywnie podkręcać. Mnie zmieniają cyferki na „Liczniku Oławy”. Teraz wskazuje 11. Tylu punktów mi brakuje do 10 000. W sobotę gramy w Koszalinie, w przyszłą środę we Wrocławiu z Poznaniem. Trzymajcie kciuki.
A pseudonim „Oława” wrócił do mnie w zabawnych okolicznościach. Taką samą ksywę nosił kilkanaście lat temu sławny gangster z podwrocławskiej miejscowości. Kiedyś usłyszałem w radiu, że mężczyzna o pseudonimie Oława uczestniczył w strzelaninie we Wrocławiu. „Zielony” i „Domino” nabijali się ze mnie, że po ciężkich treningach jeszcze mi się chce rozrabiać na mieście.
Przez dekadę o „Oławie” – gangsterze, nikt nie słyszał. I nagle, kilka dni temu, w czasie, gdy kibice wymyślili ten „Licznik Oławy”, kupiłem gazetę i przeczytałem „Oława zatrzymany za wymuszenia”. Oświadczam więc oficjalnie na moim oficjalnym blogu: wciąż jestem na wolności. I wciąż nie tak łatwo mnie zatrzymać. Niczego też nigdy nie wymuszałem, nawet fauli. No może, czasami…
Do zobaczenia za tydzień (chyba, że spotkamy się wcześniej na meczu)...
Do zobaczenia za tydzień (chyba, że spotkamy się wcześniej na meczu)...
