„Chciwość jest dobra” to słynny cytat Gordona Gekko, cynicznego gracza w filmie Wall Street. Jak by na to nie patrzeć, chciwość jest rzeczywiście bardzo przydatna w biznesie, napędza do przodu. W polityce zaś nienawiść jest dokładnie tak samo przydatna, a czasami nawet i wręcz niezbędna
REKLAMA
Już nieraz Polscy socjologowie oświadczali nam, że Polacy nie głosują za kimś tylko przeciwko komuś.
Dzisiaj dwie główne partie polityczne w Polsce czyli PO i PiS oskarżają się nawzajem o sianie nienawiści wśród Polaków. I oboje mają rację.
Jednak prawda jest taka, że bez tej nienawiści, ani Donald Tusk nie byłby dziś premierem Polski ani Jarosław Kaczyński nie byłby tak ważną postacią dla wielu Polaków. Obaj więc tak naprawdę powinni dziękować Panu Bogu, że stworzył człowieka jako istotę, która bardzo łatwo ulega emocji nienawiści. Cofnijmy się do początku tzw. wojny polsko-polskiej.
W wyborach parlamentarnych w 2005 roku PiS prowadził kampanię pod hasłem Polski solidarnej kontra Polski liberalnej.
To nie było nic innego jak, udaną zresztą, próbą wywołanie u ludzi mniej zamożnych, sfrustrowanych czy po prostu biednych poczucia niechęci wobec tych, którym się udało – w domyśle pewnie tylko dzięki cwaniactwu, znajomościom i bezwzględności.
Przedstawili Polskę liberalną jako samolubną i wręcz antyspołeczną. To metoda nauczona od amerykańskich Republikanów, którzy od lat mówią amerykańskiej biedocie (szczególnie jej białej części) na kogo mają być wkurzeni i kto tak naprawdę jest winien temu, że im jest źle (czyli geje, nielegalni imigranci, różnego rodzaju mniejszości etniczne, które tylko zasiłki pobierają, i wszelkiej maści liberałów, którzy tak naprawdę nienawidzą Ameryki).
Gdy PiS przejął władzę, zaczął grozić i pohukiwać na tzw. establishment. Choć w rzeczywistości więcej szczekał niż gryzł, to niektórzy się rzeczywiście przestraszyli a inni się po prostu zirytowali tym moralizowaniem. No i wtedy tzw. mainstreamowe media zaczęły robić wszystko by zniechęcić Polaków do PiS'u, by wręcz wywołać nienawiść do tej partii i do Jarosława Kaczyńskiego.
Oczywiście pomógł fakt, iż panu Kaczyńskiego łatwo jest nie lubić, szczególnie jeśli nie zgadzasz się z jego światopoglądem, ponieważ daję ci jasno do zrozumienia, że jeśli się z nim nie zgadzasz to jesteś głupi, naiwny bądź gorzej - jesteś człowiekiem nikczemnym. Nakręcać spiralę nienawiści wobec takiego człowieka to więc nic trudnego.
Donald Tusk, ktory w 2007 roku był uważany (nawet przez tych co nie lubili PiS) za polityka nieśmiałego, nudnego i bezbarwnego, wypłynął do władzy głównie dzięki nienawiśći dużej części Polaków do Jarosława Kaczyńskiego. I to tej samej nienawiści do Kaczyńskiego zawdzięcza drugą kadencję na stanowisku premiera.
A co z trzecią najważniejszą postacią w dzisiejszej polityce, Januszem Palikotem? Przecież on karierę zrobił żerując na nienawiści tak wielu Polaków do Kaczyńskich. Atakując Lecha Kaczyńskiego niemiłosiernie przypodobał się tym, którzy byłego prezydenta nie znosili w myśl zasady, że lubimy tych którzy walą w tych, których nie znosimy.
Tzw. lud smoleński okazuje swoją nienawiść poprzez wykrzykiwanie, wyzywanie od zdrajców i złodziei. A tzw. Polska niesmoleńska okazuje swoją nienawiść poprzez ukucie właśnie takich definicji, poprzez szyderstwa i poprzez pogardę.
Łatwo jest zauważyć nienawiść u swoich oponentów, trudniej we własnym obozie.
Dużo można ugrać na nienawiści w polityce i niech żaden polityk nie udaje, że jest inaczej. W polityce nienawiść to wspaniała sprawa.
