Angielskie media ostrzegają swoich czarnych, azjatyckich i żydowskich obywateli przed wyjazdem do Polski i na Ukrainę podczas Euro z obawy przed rasistowskimi atakami. Napisałem więc artykuł do The Guardian odnoszący się do tej kwestii z mojej perspektywy. Z uwagi na fakt, że w Polsce, gdy cytuje się moje teksty dla tej gazety, to najczęściej wybierane są dwa-trzy najbardziej kontrowersyjne zdania, które zniekształcają obraz całego przekazu, zdecydowałem się przetłumaczyć cały ww. tekst i opublikować tutaj.

REKLAMA
Podczas, gdy państwa europejskie szykują się do Euro 2012, uwaga ich skupiona jest szczególnie na państwa gospodarzy i ich podejście do cudzoziemców.
Angielski piłkarz Theo Walcott ogłosił, że z obawy przed ewentualnymi rasistowskimi atakami, nie zabierze swojego ojca i brata na Euro 2012. W tym miesiącu BBC zrobiło duży reportaż na temat rasizmu w polskiej piłce a według gazety „Daily Mail” - Ministerstwo Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii ostrzega angielskich fanów, że mogą spodziewać się "ataków rasistowskich w Polsce i na Ukrainie".
Nie ma sensu zaprzeczać, że rasistowskie incydenty wciąż zdarzają się na polskich stadionach, choć rzadziej niż parę lat temu. Niektórzy bywalcy stadionów wciąż lubią wyśpiewywać sobie jawnie anty-semickie piosenki podczas meczów ligowych i wykrzyknąć „do gazu”, gdy piłkarz z drużyny uważanej za „żydowską” opuszcza trybuny.
Zdarza się też, że czarni piłkarze są obrzucani bananami lub słyszą „małpie odgłosy”, gdy są przy piłce. Ostatni taki incydent miał miejsce w kwietniu tego roku, gdy dwóch piłkarzy z Lechii Gdańsk zostało obrzuconych bananami podczas meczu ligowego w polskiej ekstraklasie.
Ja jestem synem nigeryjskiego ojca i polskiej matki. Wychowałem się w Nigerii i przyjechałem do Polski na studia w 1995 r. Przyjeżdzając tu, oczekiwałem, pewnie zbyt naiwnie, że będę traktowany jak w Nigerii, czyli po prostu jak zwykły człowiek. Jednak bardzo szybko zostałem wyprowadzony z błędu i wskazywano na mnie palcem na ulicy, wyzywano od „bambusów”, „czarnuchów”, itd. I choć ja osobiście nigdy nie zostałem fizycznie zaatakowany w Polsce, to znam dużo czarnych osób, które to spotkało.
Mając takie doświadczenia, czarni przybysze (tak jak i inni kolorowi przybysze) w Polsce często wycofują się do bezpiecznych grup „swoich.” i tylko z nimi się trzymają. Niektórzy zaczynają uważać Polaków za naród rasistów. „Ci ludzie po prostu nas nie lubią i nie rozumiem dlaczego” lub „a co myśmy im zrobili?”- to zdanie, które często słyszałem od Afrykańczyków tutaj w Polsce. W pierwszych latach pobytu w Polsce często czułem się wyalienowany, niechciany i bardzo zły na Polaków.
Czasy się jednak zmieniają. Polacy są dzisiaj bardziej przyzwyczajeni do widoku osób z innych ras na ich ulicy. Ja, na przykład, nie pamiętam ostatniego razu, kiedy zostałem wyzwany z powodu koloru mojej skóry. Ekonomia zagrała tu znaczącą rolę. Kiedy przyjechałem do Polski ludzie zarabiali równowartość ok. 200 USD miesięcznie. Polski kapitalizm dopiero raczkował, czasy były ciężkie a ludzie byli sfrustrowani.
Lata mijały, Polska gospodarka stała się silniejsza i kraj wstąpił do Unii Europejskiej. Polacy zaczęli podróżować za granicę, spotykać ludzi z różnych ras i ich stosunek do obcych zmienił się w sposób bardzo odczuwalny. Nic nie cywilizuje tak bardzo jak dobrobyt.
W 2010 r., urodzony w Nigerii, John Godson został pierwszym czarnoskórym posłem RP. Dziś jest już drugi taki poseł, Killion Munyama, urodzony w Zambii. Nie wiem, jak to wygląda w Zambii, ale trudno jest mi sobie wyobrazić, aby „biały” mógł zostać wybrany na posła w Nigerii, nawet gdyby się tam urodził i mieszkał całe życie. Historia Godsona mówi więc coś bardzo pozytywnego o społeczeństwie polskim.
Z drugiej strony jednak reakcja niektórych na posła Godsona przypomina nam, że tak cacy to jeszcze nie jest. Wtedy też, Kuba Wojewódzki, znany polski showman, skomentował na antenie radia, że „Godson jest z Nigerii ... prezydent Nigerii zjadł swojego poprzednika.”. Spytał także swoich słuchaczy: „Dlaczego Nigeryjczycy mają płaskie nosy? Żeby mogli chłeptać wodę z kałuży.”
Były potem dalsze kontrowersje, gdy w zeszłym roku on i jego współprowadzacy wyszydzali „murzyna” (który nota bene jest pół-Hindusem - pół-Polakiem) i mówili o tym, że są z warszawskiego oddziału Ku Klux Klanu. Oczywiście ludzie prowadzący programy rozrywkowe na całym świecie mówią różne głupoty, ale problem w tym, że w zeszłym roku ten Pan został wybrany przez rząd Polski, aby wyreżyserować główny koncert z okazji rozpoczęcia polskiej prezydencji UE.
Kiedy zapytano ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, o komentarz w ww. sprawie., jego odpowiedź brzmiała: „O nas Polakach w niemieckiej telewizji też bywają nieprzyjemne dla nas dowcipy.”
Czy to naprawdę jest argument godzien ministra spraw zagranicznych państwa Unii Europejskiej?
Suma summarum powiedziałbym jednak, że fani różnego koloru skóry nie powinni się bać przyjazdu do Polski podczas Euro.
Oprócz tego, że w ostatnich latach stosunek Polaków do cudzoziemców bardzo się poprawił, Euro 2012 jest największą międzynarodową imprezą, jaką kiedykolwiek zorganizowano w Polsce.
Założyłbym się, że nawet polscy chuligani chcą by ich kraj zyskał dobry wizerunek na świecie i pozbył się tych wszystkich negatywnych stereotypów, które związane są z bycia post-komunistycznym państwem.
Wszyscy tutaj wiedzą, że świat będzie uważnie przyglądał się Polsce tego lata i że to, jak Polacy potraktują zagranicznych piłkarzy i fanów, albo przybliży ich do tego celu albo wręcz odwrotnie.
Tu jest link to artykułu w The Guardian: http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/may/21/euro-2012-poland-racism