Rozmawiałem z profesorem Januszem Czapińskim na temat Euro 2012 i jego efektu psychologicznego na Polakach, o dzisiejszym stosunku Polaków do siebie i do swojego państwa i o tym, że tylko 15 procent Polaków wierzy w to, że ludzie mają dobre intencje.

REKLAMA
Remi Adekoya: Czy Polacy mogą już być z czegoś dumni jeśli chodzi o Euro 2012?
Janusz Czapiński:
Polacy mieli już dwa potencjalne źródła do dumy przed pierwszym gwizdkiem na Euro. Pierwszy wynika z faktu, że 12 z 14 drużyn biorących udział w tym turnieju zdecydowało się zamieszkać w Polsce a nie na Ukrainie. Polacy widzieli, że największe europejskie gwiazdy wybrały właśnie ich kraj i to im się spodobało. To zrobiło wrażenie.
Po drugie, przed Euro 2012 zrobiono w Polsce ogromne postępy jeśli chodzi o infrastrukturę. Polacy długie lata czekali na to, dlatego też było tyle zainteresowania tym, czy dokończono autostrady a ludzie stali w korkach po to, by tylko obejrzeć na własne oczy, to co już zostało ukończone.
Jeśli całe Euro 2012 będzie wyglądało dobrze pod względem organizacji w Polsce, to ta duma jeszcze wzrośnie. Zagraniczni dziennikarze będą pisać dobrze o Polsce, a polskie media będą relacjonować to, co zagraniczne media mówią. Pozytywne relacje medialne z Euro 2012 na pewno będą źródłem dumy narodowej w Polsce. Oczywiście, jeśli polska drużyna dobrze się spisze, to będzie jeszcze lepiej. Nikt nie trzyma kciuków by Euro 2012 udało się bardziej niż premier Tusk i cały rząd.
RA: Czy aż tak duży wpływ na politykę może mieć piłka nożna?
JC:
W tym przypadku - tak. Nastrój w Polsce podczas Euro 2012 będzie miał znaczący wpływ na notowania rządu, po turnieju. To jest praktycznie sprawa życia lub śmierci dla obecnego rządu. Jeśli pójdzie dobrze, to odrobią straty po ACTA, zmianach w ustawie refundacyjnej i niepopularnej reformie emerytalnej.
Na polskich ulicach zmobilizowano tyle policji, po to, aby przypadkiem nie było żadnego skandalu podczas turnieju.
RA: Czy ewentualny sukces Euro 2012 w Polsce nie wyjmie z rąk głównej partii opozycyjnej - PiS'u, często stosowanego przez nich argumentu, że państwo polskie jest w fatalnym stanie? Jaki wpływ miałoby to na ich narrację polityczną?
JC:
Wtedy zostałby im Smoleńsk i reforma emerytalna. Jednak niech Pan się nie martwi, jeśli będą nawet najdrobniejsze potknięcia podczas Euro, to PiS je znajdzie i będzie o tym mówił.
RA: Jak wygląda dziś stosunek Polaków do siebie i do własnego państwa?
JC:
W polskiej mentalności nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo czy państwo. Jest tylko rodzinna i naród. Polacy czują się, jak obcy w swoim kraju. Utożsamiają państwo głównie z represją i mają mentalność anty-państwową.
Oczywiście są ku temu historyczne powody, były zabory, był komunizm i tak dalej. Jednak był krótki epizod tuż po rozpadzie komunizmu w 1989 r., kiedy Polacy spostrzegali wartości państwa. Tylko dlatego p. Balcerowicz mógł przeprowadzić drastyczne reformy bez masowych protestów. Protesty oczywiście były, ale bynajmniej nie tak duże, jakie mogłyby być. Ten okres niestety już dawno minął. Dzisiaj Polacy nie szanują państwa i nie szanują polityków.
RA: Gdzie widzi Pan dowody na to, że dla Polaków nie istnieje “społeczeństwo”?
JC:
Wszyscy polegają tylko i wyłącznie na indywidualnych sukcesach. Ludzie nie ufają nawet swoim sąsiadom, nie mówiąc już o obcych. Polak Polakowi nie ufa. Polska ma jeden z najniższych współczynników zaufania w całej Europie.
RA: Polak nie ufa tylko Polakowi, czy wszystkim nie ufa?
JC:
Polak prędzej zaufa Niemcowi czy Francuzowi, niż własnemu rodakowi. Jednym z dowodów na to jest fakt, że według badań Polacy mają większe zaufanie do Parlamentu Europejskiego, niż do własnego Sejmu. To anomalia w Europie, gdzie trend jest dokładnie odwrotny. Inni Europejczycy mają zdecydowanie większe zaufanie do własnego parlamentu, niż do Brukseli.
RA: Z czego bierze się ten brak zaufania w Polsce? Polak nie ufa, bo...?
JC:
Bo uważa, że ludzie mają złe intencje. Od 1991 r. prowadzę badania na ten temat i konsekwentnie wychodzi mi, że tylko od 13 do 15 procent Polaków wierzy w to, że ludzie generalnie mają dobre intencje.
RA: Jak Pan profesor ocenia reakcje w Polsce na słynny już dokument BBC?
JC:
Polacy zareagowali tak krytycznie, bo odebrali to, jako atak na naród polski. A dla Polaków naród jest świętością, więc jeśli ktoś go oskarża o niemoralne zachowania, to czują, że muszą go bronić i dlatego była taka reakcja.
RA: Paradoksalnie jednak tego typu filmy dokumentalne jak i inne negatywne stereotypy o Polsce w świecie mogą tym razem zadziałać na korzyść, bo przybysze na Euro 2012 będą bardzo pozytywnie zaskoczeni i podzielą się tym swoim zaskoczeniem, gdy powrócą do swoich krajów.
JC:
To prawda. Ludzie przyjadą i zobaczą, że w Polsce jest świetne jedzenie i że Polacy są bardzo gościnni. Wszystko rzeczywiście zależy od punktu odniesienia. Myślę, że Polska zyska na Euro 2012 tyle ile zyskała na metaforze “zielonej wyspy” w 2009 r., gdy tylko nasz kraj miał wzrost gospodarczy w całej Unii Europejskiej. To nam mocno poprawiło wizerunek i Euro zrobi to samo.