P. Redaktor Machała pyta w swoim dzisiejszym felietonie, czy w Polsce anchor telewizyjny mógłby, tak jak to było w serialu “Newsroom”, przeprosić na antenie za beznadziejny poziom programów informacyjnych w jego stacji. Oczywiście, że mógłby.
REKLAMA
Tyle, że byłby to koniec jego kariery .
Na pewno zrobiłoby to wrażenie na ludziach i przez wiele tygodni wszyscy by o tym dyskutowali.
Ale potem temat by się znudził. Nikt by już nie zatrudnił tego człowieka w mediach, w obawie przed tym, że im także wywinie podobny numer.
No i z czego ów prezenter miałby spłacać swoje kredyty?
Jeśli nie masz tego co nazywam “Fuck you money” a więc takiej kwoty, dzięki której możesz każdemu pracodawcy na świecie powiedzieć “F*#! you”, to trudno jest zdobyć się na taką manifestację.
Zdecydowana większość dziennikarzy musi zatańczyć tak jak im pracodawca zagra.
A pracodawca dziennikarza, czyli właściciel mediów w którym on pracuje, najcześciej chce zarabiać a nie “oświecać” społeczeństwo.
Redaktor Machała pyta też, jak widzowie zareagowaliby na telewizyjnego anchora, który powiedział by im, że: Nie jesteśmy kelnerami w restauracji, którzy podają ci historie które zamówiłeś tak, jak je zamówiłeś.
I tu Pan Machała sugeruje iż “pewnie zagłosowaliby pilotami i zmienili stację.” Ma świętą rację.
W biznesie mówi się, że klient ma zawsze rację, a media to przecież biznes jak każdy inny. Dziennikarze mają więc drugiego szefa w postaci widzów, czytelników itd.
Widzów trzeba głaskać po głowie i często stosować wobec nich to, co psychologowie nazywają “techniką ingracjacji.”
Ingracjacja to nic innego jak wkradanie się w cudze łaski. Do najbardziej popularnych technik manipulacyjnych należą podwyższanie samooceny partnera relacji czy podkreślanie jego zalet.
Bardzo czesto stosują je politycy. Dlatego często używają stwierdzeń typu “Polacy to mądry naród” czy “wierzę w inteligencję Polaków” itd.
Druga technika to odwołanie się do potrzeb konformistycznych większości osób.
Czyli dane medium pokazuje, że zgadza się z opiniami które są istotne dla widza czy cztelnika ale dla których potrzebuje on potwierdzenia. Tak, żeby nie czuł się osamotniony w swoich poglądach, bo dla niektórych jest to poczucie nie do zniesienia.
Czyli dane medium pokazuje, że zgadza się z opiniami które są istotne dla widza czy cztelnika ale dla których potrzebuje on potwierdzenia. Tak, żeby nie czuł się osamotniony w swoich poglądach, bo dla niektórych jest to poczucie nie do zniesienia.
Inaczej widzowie odwrócą się i pojdą do konkurencji, która im na pewno powie, że są fantastyczni i bardzo mądrzy.
Do tego dochodzi sprawa zmęczenia.
Kiedyś ludzie oglądali wiadomości, bo chcieli się czegoś dowiedzieć. Dziś często oglądają je dla rozrywki, tzw. Infotainment czyli coś, co pozwoli im się odpreżyć po długim dniu. Ludzie są dziś zbyt zmęczeni pracą. Nie mają siły na to, aby słuchać o poważnych sprawach.
Zauważam to też po sobie. Kiedyś bardzo dużo czytałem i gardziłem tym, co uważałem za bezsens, np. filmy hollywodzkimi gdzie po 20 minutach dialogu przez godzinę mamy wyścigi samochodowe i wybuchy.
Dziś wciąż coś tam czytam, ale zdecydowanie mniej niż kiedyś... no i coraz częściej oglądam blockbustery bo pozwalają mi zapomnieć o wszystkich przyziemnych problemach. I po to są te filmy.
Dlatego najwięcej zarabiają nie ci, którzy leczą ludzi czy budują drogi, ale ci, którzy dostarczają nam rozrywki (aktorzy, piosenkarze, piłkarze itd). Ci, którzy pozwalają nam zapomnieć o rzeczywistości, choćby na parę godzin. Nie świadczy to dobrze o tej rzeczywistości ale to temat na odrębny artykuł.
Większość dziennikarzy których znam osobiscie twierdzi, że woleliby mowić o ciekawszych, (czytaj: bardziej skomplikowanych) sprawach, kiedy są na wizji. Ale wtedy spadną im ratingi i poniosą tego konsekwencje.
Dziś przeciętny Kowalski ma większy wpływ na treść mediów, niż kiedykolwiek miał w historii. Kowalskich jest dużo, stać ich na coraz więcej, więc są coraz łakomszym kąskiem dla reklamodawców.
Cash is King baby. And so is Kowalski.
