Dziś przysłuchiwałem się przemówieniu Mitta Romney'a w BUW'ie. Dużo mówił, ale bardzo mało powiedział, a to co już powiedział było skierowane do Amerykanów, a nie do Polaków.
REKLAMA
Oczywiście Romney chwalił Polaków za udaną transformację itd. Tego można się było spodziewać. Polacy bardzo lubią o sobie mówić źle, ale jeszcze bardziej lubią gdy ktoś inny mowi o nich dobrze. Jeżeli ten “ktoś” jest z zachodu, to jest to miód na serce Polaków. Ludzie Romneya są na tyle profesjonalni, że na pewno zrobili swój research.
Poza chwaleniem Polski Romney nie powiedział nic o tarczy antyrakietowej, o wizach ani o niczym innym konkretnym. Mowił natomiast o tym, że Polska jest dowodem na to, iż liberalny kapitalizm bez udziału państwa działa. I to był message dnia dla amerykańskich wyborców.
Bo jego główny przekaz w tej kampanii jest taki, że Barack Obama chce by to rząd kontrolował gospodarke a on chce by to biznesmeni (przepraszam, wolni Amerykanie) ją kontrolowali.
I mówi: Proszę, tu jest taka Polska. Kiedyś państwo kontrolowało tu gospodarke i było kiepsko, ale od 20 lat państwo nie ma z gospodarką nic wspólnego i popatrzcie co osiągneli. To dosyć prosty przekaz, ale do amerykańskich (i nie tylko amerykańskich) wyborców tylko taki trafia.
Problem w tym, że prasa amerykańska bardziej zajmuje się ostatnimi gafami Romneya w Wielkiej Brytanii, a szczegolnie w Izraelu, gdzie powiedział, że żydzi są bogatsi od Arabów bo mają lepszą kulturę.
