Rozmawiałem z Piotrem Tymochowiczem między innymi na temat nowoczesnego PR w polityce, obecnej strategii PiS'u, kto jest największym charyzmatykiem w Polsce oraz o tym jak buduje się wizerunek silnego lidera

REKLAMA
Remi Adekoya: Jak Pan ocenia ostatnie działania PiS'u z punktu widzenia wizerunkowego? Podczas ich ostatniego marszu w Warszawie pomieszano sakrum, aspektu materialnego i aspektu politycznego?
Piotr Tymochowicz:
Tak, był też i aspekt nacjonalistyczny i aspekt związany z rządem fachowców w tle. Działania te były rozdzielone w czasie. Najpierw debata, później marsz a potem, w poniedziałek, prezentacja prof. Glińskiego, jako kandydata na przyszłego premiera z ramienia PIS. Zrobiono tak, by stworzyć PR'owe wrażenie, że PiS ma perfekcyjnie przygotowany plan dla wszystkich. Dla tych religijnych, dla narodu
i generalnie dla całego kraju.
RA: Ale czy te działania nie są niespójne? Z jednej strony ulica a z drugiej strony profesor?
PT: Parę lat temu, gdy otwarto pierwsze restauracje włoskie w Warszawie, można było zamawiać w nich pizz’ę i spaghetti, ale nie przeszkadzało to w tym, że sprzedawali również i kotlety schabowe z kapustą. Ta niespójność nie przeszkadzała klientom.
Tą niespójność w działaniu PiS'u widać, gdy jest się dziennikarzem lub PR'owcem. Konsument nie widzi tej spójności tak, jak nie widzi niespójności, gdy wchodzi do restauracji włoskiej i zamawia kotlet schabowy. Narodowcy widzą po prostu, że dla nich jest oferta nacjonalistyczna, to im wystarcza. Ci, którzy nie lubią Radia Maryja, ale widzą w miarę spójny plan gospodarczy PiS'u, też znajdą coś dla siebie.
Niespójność ich nie interesuje. W tym sensie jest to bardzo dobre posunięcie PR'owe. Spójrz na Nowy Jork, mało osób powiedziałoby, że wszystko im się tam podoba, ale każdy znajdzie też coś dla siebie i o to samo chodzi z partiami politycznymi. Z tego względu jest pewna spójność w tej niespójności jakkolwiek dziwnie to zabrzmi.
RA: PiS ewidentnie czeka na poważny kryzys w Polsce. Ale, czy według Pana w sytuacji kryzysowej Polacy poszliby za radykalnymi przywódcami, czy za takimi, którzy twierdzą, że zapewnią spokój, tak jak obecny Premier?
PT: Nie we wszystkich krajach, gdzie był kryzys w latach 30-tych, zapanował faszyzm. Jednak to nie dlatego, że ludzie różnią się mentalnościowo w poszczególnych krajach. Proszę pamiętać, że faszyzm zapanował jednak w krajach, wydawałoby się tak różnych od siebie, jak Włochy czy Japonia.
Z uwagi na powyższe, nie jest to kwestia mentalnościowa, ale kwestia, czy pojawia się chwilowa radykalna oferta wtedy, gdy jest kryzys. W takie sytuacji ludzie mają gdzie uciekać. Jak jest kryzys ludzie myślą, że nie maja nic do stracenia. A jak nie mają nic do stracenia, to ludziom się wydaje, że tylko tak zwana silna ręka jest w stanie prowadzić. Szczególnie słabi ludzie chcą się znaleźć pod skrzydłami kogoś, kto wydaje się być wszechpotężny.
RA: Czy Pan uważa, że ludzie widzą silnego człowieka w Jarosławie Kaczyńskim?
PT: Niestety tak. Ale to PR. Czy myśli Pan, że Adolf Hitler był silnym człowiekiem? Był małym chudzielcem, którego można było powalić palcem. Jego kreowało PR. Za to Stalin był rzeczywiście silnym człowiekiem, choć był psychopatą.
RA: Jak w tym wszystkim może się odnaleźć partia, której Pan teraz doradza, czyli SLD? PiS i PO mają razem około 70% poparcia. Może Polak jest z natury konserwatystą?

PT: Nieprawda, że Polak jest z natury konserwatystą.
SLD ma trzech przeciwników: PO, PiS i relacje między tymi partiami. Im silniejsza walka będzie pomiędzy PO a PiS'em, tym gorzej dla SLD, bo wtedy cała uwaga skupia się na tych dwóch partiach.
SLD musi pokazać, że w gruncie rzeczy PO i PiS to jest to samo tyle, że jedna partia jest bardziej koncyliacyjna a druga bardziej radykalna.
Nie ma jednej Polski. Podział dziś przebiega na dwóch liniach. Po pierwsze, jest podział geograficzny, który przebiega według dawnych zaborów, po drugie jest podział wiekowy. Starsi nie chcą niczego nowego, ale młodzi mają Internet, podróżują. Coraz bardziej wkurza ich to, co widzą w Polsce. Oni nie dadzą się zamknąć w konserwatywnej klatce. Partia, która znajdzie dla nich ofertę, wygra następne wybory.
RA: Pamiętam, gdy Donald Tusk był politykiem opozycji. Mówiło się wtedy, że jest słaby, niemrawy, Roman Giertych mówił na niego 'ciamciamara', a dziś proszę bardzo - silny lider - niektórzy mówią nawet mąż stanu. Dlaczego jego wizerunek zmienił się tak radykalnie?

PT: Są dwie ścieżki budowania wizerunku polityka. Zacznijmy od charyzmy. Kto jest charyzmatykiem? Pierwszy to ten, kto ma aurę charyzmatyka, a drugi to ten, kto ma umiejętności. Te dwie cechy można połączyć, ale mogą być też od siebie niezależne. Jak Tusk był liderem partii, miał aurę i stanowisko lidera, ale nie miał żadnych umiejętności bycia liderem i ludzie widzieli tej sprzeczność.
Ale on nauczył się już tych umiejętności, w tej chwili je już ma.
RA: A kto według Pana jest naturalnym charyzmatykiem w Polsce?

PT: Ojciec Tadeusz Rydzyk. To absolutny geniusz w tej dziedzinie. No i są tacy, którzy mają aurę, ale nie mają za grosz umiejętności. Kaczyński jest słaby intelektualnie i pod kątem umiejętności.
RA: Dlaczego jest więc liderem na prawicy?
PT: Na prawicy jest kilku polityków, którzy są silniejsi i mądrzejsi od Kaczyńskiego. Tylko, że żaden nie pozwoli by drugi był przywódcą, zarznęliby się nawzajem. Tak więc, ja się nie zgodzę żeby Pan był liderem, Pan się nie zgodzi bym ja był liderem, a więc wybierzmy Panią sprzątaczkę, która nie zagraża ani mnie ani tobie. To jedyny warunek byśmy mogli ze sobą współpracować.
No i będziemy mieli wspólny interes, by wmówić ludziom, że Pani sprzątaczka jest najbardziej charyzmatyczną osobą w Polsce. I tak mniej więcej powstał Kaczyński, przecież on czyścił buty Lechowi Wałęsie.
RA: Czy kogoś jeszcze, oprócz Ojca Rydzyka, uważa Pan za materiał na lidera?
PT: Według mnie niedoceniony w Polsce a jest świetnie przygotowany do tej roli jest Radosław Sikorski. To on powinien zostać prezydentem, nie Komorowski. On byłby silnym prezydentem.
RA: Polacy wydają się być bardzo zadowoleni z Prezydenta Komorowskiego. Czym Pan to tłumaczy?

PT: To nie jego sukces, tylko sukces na tle PO. Nie zostałby nigdy prezydentem gdyby nie był politykiem PO. Wizerunkowo korzysta, bo jest nijaki. A silny prezydent związany z silna partią wzbudziłby gigantyczna falę agresji.
RA: Ale Komorowski wzbudzał agresję na początku swojej kadencji...
PT: Przez jakiś czas tak, ale potrafił nie odpowiadać i robić dobre uniki. A więc strzały w jego kierunku były spudłowane.
RA: Wygląda na to, że to dobra metoda, jak sie jest na stanowisku? Nie odpowiadać na ataki? Bo przecież szeregowy polityk musi odpowiadać, inaczej powiedzą, że słaby, że się boi...
PT: Jest dokładnie tak jak Pan mówi, choć tej zasady czasami nie przestrzega Donald Tusk. On nie pogodził się z tym, że nie został tym prezydentem, bo przecież chciał nim być. Tak więc, dziś wielokrotnie wchodzi w rolę prezydenta a to duży błąd. Można być prezydentem wszystkich Polaków, ale nie da się być premierem wszystkich Polaków.
RA: Czy według Pana trzeba być specyficznym typem człowieka by chcieć być politykiem?

PT: Mam kontakt z wieloma neurologami i oni mówią, że trzeba być psychopatą by chcieć zostać premierem czy prezydentem. Trzeba być autystycznym, żeby skazać rodzinę na pewnego rodzaju cierpienie do końca życia tylko, dlatego że ty chcesz sobie rządzić.
Normalny człowiek tego nie zrobi swojej rodzinie. To też często osoby z licznymi kompleksami, którzy bardzo silnie utożsamiają się ze stadem. W stadzie czują się lepiej, niż gdy są sami. Partia to jest stado. I partie wygrywają wybory nie dla kraju, ale po to by ich stado miało konfitury.
A ci, co chcą rządzić w Polsce, chcą mieć kontrolę nad swoim stadem i móc rozdawać te konfitury.
RA: Co się zmieniło w PR'rze politycznym na przestrzeni ostatnich 20 lat?
PT: Dawniej bywało się politykiem raczej z nadania partyjnego a dziś rzeczywiście to masy decydują. Kiedyś też robiliśmy badania by sprawdzić czy ludzie chcą niższe podatki, jeżeli tak, to jak niższe, itd.
Dziś robimy badania by sprawdzić określone postawy, której ludzie oczekują od polityka. Czy polityk ma być agresywny, czy koncyliacyjny wobec dziennikarza?
Czy ma się uśmiechać podczas wywiadu w telewizji? Jeśli tak, to jak często w ciągu 15 minut, jak ma się uśmiechać, szyderczo czy z ironią? Wszystko jest dopracowane. Czasami dziwię się tym wynikom
i widzę, że miałem złą intuicję.
Przed latami, dla eksperymentu, zrobiłem badania na temat tego, jakie zachowania są oczekiwane od Premiera Tuska. I wie Pan, co? Później go obserwowałem i widziałem, że zachowuje sie dokładnie tak, jak według tych badań ludzie chcieliby żeby się zachowywał. Myślę więc, że Donald Tusk skwapliwie korzysta z takich badań.
Ale czasy rzeczywiście są inne. To, co zastosowałem z Andrzejem Lepperem, nie przeszło by dziś. To, co robiłem z Palikotem też nie. Ludzie, jako zbiorowość też się uczą i nie można bezkarnie powtarzać tych samych schematów. No chyba, że się ma bardzo prymitywny elektorat, jak, na przykład ten PiS’owski. Wtedy możesz powtarzać te same schematy a ci ludzie to ciągle kupują.
RA: I na koniec, co według Pana stało się z Palikotem, któremu Pan doradzał jeszcze w ostatnich wyborach?

PT: Palikotów jest dwóch. Jeden bardzo inteligentny, który wie dokładnie, czego chce a drugi z bardzo rozbudowanym ego. Ostrzegałem go przed tym, że jeśli myśli, że nie musi już stymulować wyborców codziennie, to pożałuje tego. Ale on uważał, że wie lepiej. Szkoda, ale taka jest pokusa ludzi, którzy bardzo wiele osiągnęli. W pewnym momencie myślą, po co im doradcy, sami wiedzą lepiej. A mądry przywódca to taki, który angażuje wokół siebie mądrzejszych od siebie w danej dziedzinie.