Żaden polityk nie chce się przyznawać do celowego siania nienawiści. Zamiast tego każdy oskarża swoich konkurentów, że to właśnie oni to robią. Natomiast prawda jest taka, że nienawiść jest bardzo potrzebna politykom i z prawa i z lewa.

REKLAMA
„Chciwość jest dobra” to słynny cytat Gordona Gekko, cynicznego brokera w filmie Wall Street. Niezależnie od tego, jak na to patrzeć, chciwość jest rzeczywiście bardzo przydatna. W biznesie napędza do przodu. W polityce nienawiść jest dokładnie tak samo przydatna.
Ilu ludzi w Polsce głosuje “za kimś” zamiast “przeciwko komuś?”
W ostatni weekend mieliśmy karnawał nienawiści w wydaniu tzw. polskich nacjonalistów. Trzeba jednak ich trochę zrozumieć, nawet współczuć.
Są to najczęściej frustraci, którym w życiu nie wychodzi. Nie mają kasy, świat nie okazuje im szacunku, mają niski status w społeczeństwie, no to są wkurwieni.
Ktoś musi być winien temu, że ja żyję od pierwszego do pierwszego i ledwo mnie stać na wyjście do pubu, podczas gdy jacyś frajerzy jeżdżą zajebistymi samochodami i stać ich na wszystko, przecież to nie może być dlatego, że jestem głupszy, gorszy.
Najgłośniejszy gość w pokoju, to zwykle najsłabszy gość w pokoju. Narodowcy krzyczą głośno, bo wiedzą, że inaczej nikt ich nie posłucha, ponieważ są nikim we własnym kraju. To boli. To zrozumiałe.
Jednak większym problemem jest to, że politycy, syci i jeżdżący dobrymi samochodami, często wykorzystują frustracje i negatywne uczucia ludzi aby zdobywać władzę i jeździć jeszcze lepszymi samochodami.
PO i PiS oskarżają się nawzajem o sianie nienawiści wśród Polaków. I obydwie te partie mają rację.
Bez tej nienawiści, Donald Tusk nie byłby dziś premierem Polski a Jarosław Kaczyński nie byłby tak ważną postacią dla wielu Polaków. Tak naprawdę obaj więc powinni dziękować Panu Bogu, że stworzył człowieka jako istotę, która bardzo łatwo ulega emocji nienawiści.
Cofnijmy się do początku tzw. wojny polsko-polskiej.
W wyborach parlamentarnych w 2005 roku PiS prowadził kampanię pod hasłem „solidarnej Polski” kontra „Polska liberalna”.
To nie było nic innego jak, udana zresztą, próba wywołania u ludzi mniej zamożnych, sfrustrowanych, czy po prostu biednych, poczucia niechęci wobec tych, którym się udało – w domyśle pewnie tylko dzięki cwaniactwu, znajomościom i bezwzględności.
PiS przedstawił „Polskę liberalną”, jako samolubną i wręcz antyspołeczną. Ta metoda podpatrzona u amerykańskich Republikanów, którzy od lat mówią amerykańskiej biedocie (szczególnie jej białej części) na kogo mają być wkurzeni i kto tak naprawdę jest winien temu, że im jest źle - czyli: geje, nielegalni imigranci, różnego rodzaju mniejszości etniczne, które tylko pobierają zasiłki, i wszelkiej maści liberałowie, którzy tak naprawdę nienawidzą Ameryki.
Na tym tle Republikanie przez dłuższy czas wygrywali wybory prezydenckie w USA, ale od 2008 roku, nie przynosi to większych efektów, chociaż w wyborach do Kongresu w 2010 roku, Republikanie stosowali tą taktykę z sukcesem.
Gdy PiS przejął władzę w 2005 r., zaczął grozić i pohukiwać na tzw. establishment. Pomimo tego, że w rzeczywistości więcej szczekał niż gryzł, to niektórzy rzeczywiście przestraszyli się tym moralizowaniem a inni po prostu się tym zirytowali. Wtedy, tzw. mainstream’owe media zaczęły robić wszystko by zniechęcić Polaków do PiS'u, by wręcz wywołać nienawiść do tej partii i do Jarosława Kaczyńskiego.
Oczywiście pomógł fakt, iż pana Kaczyńskiego łatwo jest nie lubić, szczególnie jeśli nie zgadzasz się z jego światopoglądem, gdyż daje ci on jasno do zrozumienia, że jeśli się z nim nie zgadzasz, to jesteś głupi, naiwny bądź gorzej, że jesteś człowiekiem nikczemnym. Nakręcać spiralę nienawiści wobec takiego człowieka, ,to nic trudnego.
Donald Tusk, który w 2007 r. był uważany (nawet przez tych, co nie lubili PiS) za polityka nieśmiałego, nudnego i bezbarwnego, wypłynął do władzy głównie dzięki nienawiści dużej części Polaków do Jarosława Kaczyńskiego. I to tej samej nienawiści do Kaczyńskiego zawdzięcza drugą kadencję na stanowisku premiera.
A co z Januszem Palikotem? Przecież on karierę zrobił żerując na nienawiści wielu Polaków do Kaczyńskich. Atakując Lecha Kaczyńskiego niemiłosiernie przypodobał się tym, którzy byłego prezydenta nie znosili w myśl zasady, że lubimy tych, którzy walą w tych, których nie znosimy.
Tzw. „lud smoleński” okazuje swoją nienawiść poprzez wykrzykiwanie, wyzywanie od zdrajców i złodziei. A tzw. „Polska niesmoleńska” okazuje swoją nienawiść poprzez wymyślanie właśnie takich definicji, poprzez szyderstwa i poprzez pogardę.
Łatwo jest zauważyć nienawiść u swoich oponentów, trudniej we własnym obozie.
Dużo można ugrać na nienawiści w polityce i niech żaden polityk nie udaje, że jest inaczej. W polityce nienawiść to wspaniała sprawa.