Nowy wice premier jest człowiekiem inteligentym, ale to nie wystarcza by być dobrym politykiem. Musi się nauczyć jak manipulować ludźmi.

REKLAMA
Janusz Piechociński jest uważany przez dziennikarzy i polityków za człowieka inteligentnego, pracowitego, otwartego i uprzejmego. Gdy pokonał Waldemara Pawlaka w walce o szefostwo PSL'u, wielu komentatorów przecierało oczy ze zdumienia ale i z nadzieją. Właśnie ze względu na wspomniane wyżej zalety Pana Piechocińskiego.
Ale Pan Piechociński źle zaczał swojej prezesury. To widoczne nawet dla laika. Nowy szef PSL nie wiedział czy wejść do rządu czy nie i sprawiał wrażenia człowieka absolutnie zagubionego.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż Pan Piechociński chyba jeszcze nie rozumie tego że musi zacząć sprawiać wrażenie zdecydowanego lidera, nawet jeśli się nim nie czuje. Bo to nieważne co polityk czuje w środku, ważne jest to jak jest odbierany przez otoczenie.
Hamletyzować Piechociński może w domu, przy znajomych ale przed kamerami musi przekonywująco grać rolę lidera politycznego. Dobry polityk musi być przede wszystkim dobrym aktorem.
Ronald Reagan był zawodowym aktorem zanim został prezydentem USA i swe umiejętności stosował perfekcyjnie, gdy był u władzy. Barack Obama jest naturalnym aktorem, tak samo George W.Bush.
Obydwaj grali/grają role bardzo różnych bohaterów ale zarówno jeden jak i drugi wypadają przekonująco. Mitt Romney jest słabym aktorem tak samo jak Demokrata John Kerry, który przegrał wybory prezydenckie z Bushem w 2004 r, czy Jimmy Carter który przegrał re-elekcje w 1980 r.
Romney, Kerry i Carter nie potrafili przekonująco grać roli wrażliwego macho jakim Amerykanie chcą by ich prezydent był.
Donald Tusk podobno też hamletyzuje, ale tylko i wyłacznie w prywatnym gronie. Przed kamerami gra rolę zdecydowanego ale i spokojnego szefa rządu i ma tę rolę opanowaną do perfekcji.
To że przeklina, używa ostrych slów i regularnie łaja i upokarza swoich współpracowników jest nieważne, bo kamery tego nie widza. Jak kamery nie widzą to i lud nie widzi. Lud widzi tylko opanowanego człowieka w telewizji i za takiego go uważa.
Jarosław Kaczyński natomiast opanował do perfekcji rolę politycznego buntownika, który nie zgadza się na rzeczywistość go otaczajacą i chce ją zmienić na lepsze. Nie dla siebie rzecz jasna ale dla swoich ukochanych rodaków. Prezes PiS nie lubi kapitalistycznych wyzyskiwaczy i przed nimi chce uchronić swój lud.
Kaczyński jest bardzo przekonujący w tej roli. Gdyby tak nie było, to już dawno wyborcy PiS by się ockneli i powiedzieli “czekaj, czekaj....przecież ten gość obiecujący Polskę solidarną zrobił z Zyty Gilowskiej, deklarowanej liberałki, ministra finansów i wice premiera, kiedy PiS rządził Polską! Tenże Kaczyński obniżył także podatki dla najbogatszych!”
Gdyby prezes PiS nie był dobrym aktorem to jego elektorat (szczególnie ci z niższym wykształceniem a ich jest dużo), już dawno temu by zauważył, że to żaden buntownik i obrońca ludu pracującego, tylko łasy na władzę Żoliborski inteligent, który kiedyś pogardliwie wypowiadał się o ludziach “wychowanych na podwórku”, dając do zrozumienia, że czuje się lepszym od nich.
Janusz Piechociński musi uczyć się aktorstwa od Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, jeżeli chce być uważany za prawdziwego przywódce. Musi być bardziej cwany i nauczyć się jak manipulować ludźmi. Może czas na lekcje u Pana Tymochowicza?