W 2005 r., Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro razem rządzili Polską. W 2015 r. może dojśc do ostatecznego rostrzygnięcia, który z nich wypnie drugiego z polityki. Kto ma lepsze szanse na wygranie tego starcia?
REKLAMA
Dwa tygodnie temu prezes PiS w wywiadzie dla Super Expresu oświadczył, że nie interesuje go stanowisko prezydenta tylko premiera Polski. W odpowiedzi, Zbigniew Ziobro ogłosił, że wystartuje w 2015 w wyborach prezydenckich, aby prawica miała kandydata dającego jej realną szansę na zwycięstwo.
Zapowiedzi byłego ministra sprawiedliwości łatwo wyśmiać i zlekceważyć. W tej chwili ugrupowanie Solidarna Polska, której jest liderem, nie jest jeszcze nawet zarejestrowaną partią. Pieniędzy nie mają, struktur brak.
Mimo to, w poniedziałek europoseł Ryszard Czarnecki napisał na swoim blogu, że jest „w zasadzie pewien”, iż Jarosław Kaczyński zmieni zdanie w sprawie swojego niekandydowania w wyborach prezydenckich w 2015 r. i że będzie jednak kandydatem PiS'u.
Jeśli Pan Czarnecki ma rację (a zazwyczaj jest on dobrze poinformowany), to oznaczałoby to, że to co było przez niektórych zbywane śmiechem, wcale już takie smieszne wewnątrz samego PiS'u nie jest.
Jeśli prezes nie wystartuje, to kogo wystawi PiS? Kto jeszcze mógłby rywalizować o głosy prawicowych wyborców z byłym ministrem sprawiedliwości?....No, właśnie....
Sondaż CBOS'u w lutym br. pokazał, że Z. Ziobro, cztery miesiące po tym, jak go wykluczono z PiS'u, cieszy się zaufaniem aż 73% wyborców tej partii! Wśród wyborców prawicowych wciąż jest gwiazdą.
Ziobro wie też dobrze, jak się prowadzi kampanię wyborczą. W 2005 r., gdy Lech Kaczyński został prezydentem, szefem jego sztabu wyborczego był właśnie on. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r., został wybrany z drugim najlepszym wynikiem w Polsce (335tys.) po Jerzym Buzku.
Z. Ziobro musi zdawać sobie sprawę z tego, że raczej nie ma szans na to by zostać prezydentem Polski w 2015r., ale jeśli jego gwiazda zaświeci podczas kampanii i zdobędzie znaczące poparcie, tj. 15% czy więcej, to i tak będzie to dla niego ogromnym sukcesem.
Gdyby jednak prezes zdecydował się kandydować, to dla p. Ziobry byłby to też sukces, ponieważ mógłby stanąć obok niego, jako równy z równym. Podniosłoby to jeszcze bardziej jego prestiż w oczach wyborców prawicowych. Szczególnie jeśli poprowadziłby zdecydowaną kampanię ale z szacunkiem wobec J. Kaczyńskiego, który jest traktowany przez część elektoratu prawicowego, jako nietykalny autorytet.
Od momentu powstania PiS'u każdy na prawicy, kto chciał zbudować swoją niezależną pozycję polityczną opartą na ostrej krytyce prezesa, poległ: Marek Jurek, Ludwik Dorn, PJN, Polska plus...itd...
Z.Ziobro stara się nie popełniać tego błędu i zawsze publicznie mówi z dużym szacunkiem o J. Kaczynskim.
Choć Z. Ziobrze brakuje charyzmy, to w wywiadach czy też w telewizji potrafi stosunkowo sprawnie bronić swoich racji. Poza jego słynną wpadką dotyczącą Doktora G. („Już nikt nigdy nie zostanie pozbawiony życia przez tego pana”), to jest on napewno bardziej ostrożny w swoich wypowiedziach niż prezes Kaczyński. Kontroluje się.
Oprócz charyzmy brakuje mu też umiejetności tworzenia wielkich wizji, takiej jednoczącej filozofii życia, która porywałaby tłumy. Jarosław Kaczyński to potrafi i choć jego wizje mogą komuś wydawać się kompletnie absurdalne, to i tak ich się słucha. Trzeba być trochę bajkopisarzem by porywać tłumy.
W walce o prymat na prawicy czas oczywiście jest po stronie Ziobry, on ma 42 lata a prezes Kaczyński 63. Dopóki jednak J. Kaczyński będzie zdrowy i sprawny, to Z. Ziobro nie zabierze mu korony lidera prawicy.
Jeśli Z. Ziobro wypracuje sobie jednak pozycję najmocniejszego konkurenta J. Kaczyńskiego, to będzie mieć największe szanse na przejęcie sterów nad całą prawicą gdy prezesa już nie będzie na Polskiej scenie politycznej.
