Dziennikarze często lamentują nad poziomem cynizmu i interesowności w dzisiejszej polityce, choć tak naprawdę są sprzymierzencami polityków cwaniaków.

REKLAMA
My, dziennikarze, często wyrażamy swoje oburzenie i niesmak w odniesieniu do działań polityków. „Jak można być tak cynicznym?”, „Czy on w ogóle myśli o interesie państwa lub obywateli?”- pytamy zniesmaczonym tonem w swoich tekstach i komentarzach.
Z drugiej strony, tyle samo razy wyrażamy aprobatę dla typu polityka, którego określa się mianem „sprawnego gracza”.
„Ale wykosił wszystkich swoich przeciwników w partii, to twardy zawodnik.” Często w takich komentarzach słychać sporo podziwu w głosie.
W ten sposób media aktywnie pomagają tworzyć wokół polityki atmosferę, w której skuteczność jest największym bożkiem a cel uświęca środki.
Podchodzimy do polityki, jak do meczu piłki nożnej, gdzie ważne jest tylko to kto strzeli bramkę a to, czy zawodnik sfaulował po drodze czy nie, jest już detalem, o którym szybko zapominamy. Zwycięzcy, jacykolwiek by oni nie byli, są traktowani z respektem, a przegrani z pobłażaniem.
Media nie zachwycają się politykami, którzy są bardzo wartościowymi ludzmi, a którym jednak brakuje politycznego cwaniactwa, np. Ryszardem Bugajem czy Markiem Jurkiem
Wiem, że ludzie nie chcą czytać o przegranych tylko o zwycięzcach, ale do czego to prowadzi? Jak polityka przyciagnąć ma wartościowych ludzi, jeśli będą traktowani przez media, jak naiwni frajerzy?
Wyborcy też nie są całkiem niewinni w tym wszystkim. W sondażach ludzie regularnie mówią, że chcieliby polityków uczciwych, honorowych i o wysokim poziomie moralnym. W praktyce często potwierdzają się jednak słowa Oscara Wilde'a, iż „moralność to postawa, którą przybieramy wobec tych których nie lubimy”.
Zdarza się bowiem tak, że jeśli dany polityk prezentuje nasz punkt widzenia na świat (n.p. że powinien zostać wprowadzony podatek liniowy), to jesteśmy gotowi przymknąć oczy na środki i sposoby, za pomocą których zrealizuje „nasz” cel.
W taki sposób wyborca PiS'u wybaczył JK, pomimo jego całego moralizowania, że zawarł sojusz z politykami Samoobrony, a wyborca PO będzie udawał, że nie wie o tym, jak Donald Tusk systematycznie usuwał wszystkich potencjalnych liderów tej partii przedstawiając się jednocześnie, jako gołąbek pokoju, któremu obce są brudne zagrania.
Często dostrzegamy naganne zachowania tylko i wyłącznie u polityków, z którymi się nie zgadzamy.
Czy dzisiaj młody polityk może pomyśleć, że: „warto być przywoitym”, jak mawiał prof. W. Bartoszewski, czy raczej, że nie warto bo jedyne, co się liczy w polityce to skuteczność a dla uczciwych frajerów nikt nie ma litości?