Badania pokazują, że około 90 procent Polaków jest przeciwna podnoszeniu wieku emerytalnego do 67 roku życia. No i słychać oburzenie kręgów opiniotwórczych: czy nie rozumieją, że trzeba to zrobić? Przecież dziś żyjemy dłużej itd. Ale to ocenianie rzeczywistości tylko z własnego punktu widzenia.

REKLAMA
Ja mam ciekawą pracę.Wyobrażam sobie, że będe chciał ją wykonywać do samego końca, jeśli tylko zdrowie pozwoli.
W kraju gdzie się wychowałem, czyli w Nigerii, nie ma powszechnego systemu emerytalnego. Ci którzy pracują dlą rządu lub administracji publicznej, są objęci specjalnym programem emerytalnym. Reszta musi sobie radzić sama.
Ile zaoszczędzisz, tyle będziesz miał na starość. Mój ojciec, zanim zmarł w wieku 73 l. ,mowił mi, że zamierza pracować przynajmniej do 75 roku życia (był architektem). Sam nie liczę na żadną państwową emeryturę. W tej kwestii wyznaję zasadę, że “jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie.”
Denerwuje mnie jednak to, gdy ludzie, szczególnie w mediach, wyrażają głośno swoje zniesmaczenie tym, że większość Polaków nie jest chętna by pracować do 67 roku życia.
“Przeciez demografia jest bezlitosna, przecież zdrowsi teraz jesteśmy,” mówią zirytowanym tonem.
Gdy piszesz, wystepujesz w telewizji czy w radio, jesteś ekonomistą, profesorem lub prawnikiem to łatwo jest sobie wyobrażac pracę nawet do 80 roku życia. Ale większośc Polaków pracuje mniej lub bardziej fizycznie. I nie mają ciekawej pracy. Codziennie robią to samo i nie dostają za to kokosów.
Ktoś powie: “No, to dlaczego się nie kształcili? Gdyby się więcej kształcili, to by mieli ciekawszą pracę,”. Tak, a gdyby wszyscy mieli dyplomy uniwersyteckie, to kto by nam sprzątał biura, kto by kierował autobusami i kto by naprawiał nasze samochody?
W społeczeństwach zachodnich, kiedy zaczynało brakować ludzi, którzy chcieli sprzątać, kopać i budować, importowano imigrantów z biedniejszych krajów, by oni się tym zajęli. Brutalnie rzecz ujmując jest to w interesie każdego społeczeństwa, by pewna jego część była na tyle biedna, aby zgadzać się na wykonywanie pracy, której bardziej uprzywilejowani woleliby nie wykonywać.
Nie dziwię się pani pracującej na kasie w supermarkecie czy pracownikowi budowlanemu, który nie rozumie, dlaczego miałby pracować dłużej za niewielkie pieniądze i niepewną emeryturę. Szczególnie, że w Polsce obywatele nie ufają swojemu rządowi.
“Mówią, że nie ma pieniędzy w ZUSie, ale są pieniądze na to, by oni żyli w luksusie i wydawali państwowe pieniadze na głupoty, tak?. No, i poza tym to gdyby kradli połowę mniej, to od razu by się znałazły pieniądze na emerytury,” mówił mi taksówkarz gdy go zapytałem o opinię. To może krzywdzący obraz, ale taki on jest dla wielu Polaków.
To, że system emerytalny potrzebuje reform, bo jest niewydolny, to fakt niezaprzeczalny. Faktem niezaprzeczalnym jest także to, że wiek emerytalny musi zostać podniesiony. Ale może ci siedzący, tak jak ja, na komfortowych krzesłach, piszący na swoich laptopach, staraliby się przynajmniej zrozumieć tych kórzy nie mają tak “lekko” i dla których praca nie wiąże się z rozwojem osobistym czy spełnieniem ambicji.
Jest tylko pracą i tyle, czasami wrecz ciężką katorgą. Nie obrażajmy się więc, że nie skaczą z radości na wieści, że ktoś chce im przedłuzyć tą “przyjemność.”