Od kilku dni szukanie najsłabszego ogniwa w rządzie i jego ewentualna rekonstrukcja to jeden z wiodących tematów w mediach. Tylko w mediach, bo w ministerstwach wakacyjna sielanka i spokój. – Na chwilę obecną nikt nie wylatuje. Wyrzucenie kogokolwiek byłoby przyznaniem się do błędu, a to dla Donalda Tuska problem – zdradził mi ostatnio jeden PR-owców pracujących dla rządu. Czy rekonstrukcja to kolejny temat zastępczy Platformy Obywatelskiej? Wiele wskazuje na to, że tak.

REKLAMA
Jarosław Gowin – to nazwisko pojawiało się ostatnio najczęściej w kontekście nieudanych inicjatyw ministrów. Powodów było wiele. Między innymi krytyka ze strony Polskiego Stronnictwa Ludowego w sprawie likwidacji sądów rejonowych, fiasko deregulacji zawodu taksówkarza i krytyczny stosunek wobec konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Recenzji następcy oczekiwałem od Krzysztofa Kwiatkowskiego. Nie chciał jednak krytykować Jarosława Gowina. – Kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Najgorsze jest niewycofywanie się z tych błędów – mówił w Superstacji. Rozmawiałem z nim też o ostatniej rozmowie, którą odbył z premierem. Rozmowie na temat jego przyszłości. – Dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi – tłumaczył. Jest też inne powiedzenie: „Nigdy nie mów nigdy”. Sęk w tym, że resort sprawiedliwości do najbardziej pożądanych nie należy. Po tym, jak uchodzący za eksperta Zbigniew Ćwiąkalski stracił fotel ministra po Warszawie chodziły plotki, że premierowi trudno było znaleźć jego następcę. Ćwiąkalski był oceniany dobrze, a odszedł nie za złe kierowanie resortem, tylko przez samobójstwo gangstera.
Ryszard Kalisz mówił wtedy o kilkunastu osobach, które odmówiły objęcia tego resortu. Jak wiadomo znalazł się Andrzej Czuma, który uchodził za kosmitę. – Witam przedstawicieli korpusu dziennikarskiego – mówił na konferencjach prasowych. Kiedyś robiłem dla Superstacji materiał o kodeksie etycznym, który Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło dla swoich polityków. – Mnie żaden taki kodeks nie jest potrzebny. Wystarczy wiara w Pana Boga Jedynego. Zbawiciela Nieba i Ziemi oraz w Trójcę Przenajświętszą – komentował. Zmiana na stanowisku ministra nie wyszła premierowi najlepiej. Była wyraźnie na gorsze.
Także dzisiaj brakuje chętnych do zajęcia się „Stajnią Augiasza”, czyli Ministerstwem Zdrowia. – Premier po prostu nie cierpi tych lekarzy. Nie chce słyszeć o kolejnych ich postulatach. Dlatego cieszy się, że ktoś taki, jak Bartosz Arłukowicz bierze to na swoje barki. Chce mieć z tym jak najmniej wspólnego – zdradził mi wcześniej cytowany doradca rządu. Niewielkie szanse są na dymisję Minister Edukacji Narodowej. 25 maja Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec Krystyny Szumilas. – Po tym głosowaniu nie odwoła jej przez co najmniej pół roku. Nie ma szans. To byłoby przyznanie się do porażki – mówi doradca rządu. Porażki, czyli fatalnych wyników egzaminów gimnazjalnych i matur. Do tego kontrowersji związanych z ograniczeniem liczby godzin historii.
Brak dymisji stał więc sposobem na funkcjonowanie ekipy Donalda Tuska. Sposobem, którego nie doceniali jego poprzednicy. Mamy wakacje i sezon ogórkowy. Parę lat temu za sprawą afery gruntowej nie był to sezon ogórkowy. Bo Andrzej Lepper stracił stanowisko wicepremiera. Doszło do rozpadu koalicji. W świadomości społecznej winny był nie tylko Lepper. Także Jarosław Kaczyński, bo to on stworzył koalicję z Samoobroną i to on zgodził się na obecność w rządzie Leppera. Przez kilka tygodni dziennikarze mieli tematy w szczycie sezonu ogórkowego.
Donald Tusk uczy się na błędach poprzedników. Najlepszym przykładem taktyki obecnego rządu jest Bogdan Klich. Według wielu komentatorów powinien się podać do dymisji już po katastrofie samolotu CASA. Potem doszedł Smoleńsk. Do dymisji nie doszło. Uczynił to dopiero po opublikowaniu raportu Jerzego Millera pod koniec lipca ub.r. Na kilka miesięcy przed wyborami. – Uważam, że mógłbym być niepotrzebnym ciężarem, ze względu na swoje emocjonalne związki z armią – tłumaczył.
Premier od strategii „jak najmniej dymisji” odszedł po aferze hazardowej. Wtedy ze stanowiskami pożegnali się Grzegorz Schetyna, Mirosław Drzewiecki i Sławomir Nowak. Dziś ten ostatni jest ministrem transportu i budownictwa. Mirosław Drzewiecki nadal pokazuje się w otoczeniu czołowych polityków PO, a Grzegorz Schetyna braku ministerialnego stanowiska nie odczuwa. – Dlaczego ja mam coś sugerować? Premier doskonale radzi sobie sam – odpowiada na pytanie o rekonstrukcję rządu z charakterystycznym dla siebie uśmiechem.