Dymisja szefa klubu parlamentarnego, dymisje w rządzie, sejmowa komisja śledcza – tym żyła polska scena polityczna jesienią 2009 roku. Po katastrofie smoleńskiej i wybuchu nowszej afery – taśmowej – o tej sprawie nikt nie pamięta. Do mediów nie przebiło się nawet, że grożą nam rekordowe odszkodowania po przegłosowaniu fatalnie napisanej ustawy hazardowej. Na tym braku pamięci korzystają bohaterowie afery hazardowej. W środę w hotelu poselskim natknąłem się na Zbigniewa Chlebowskiego. Obok gmachu przy Wiejskiej parkował z kolei Mirosław Drzewiecki.

REKLAMA
Udałem się do Nowego Domu Poselskiego jedynie po to, żeby kupić paczkę papierosów. Przypadkowo zauważyłem twarz, której nie widziałem od dawna, a konkretnie Zbigniewa Chlebowskiego. Jednego z głównych bohaterów afery hazardowej. Zapamiętanego głównie dzięki „mokrej” konferencji prasowej tuż po jej wybuchu. Były poseł Platformy Obywatelskiej pot wylewał także w środę. Tyle, że tym razem winny był upał, a nie stres.
Nie wytrzymałem i musiałem zrobić kilka ujęć smartfonem. Chlebowski witał się z różnymi posłami PO – w tym ze Stefanem Niesiołowskim. – Przywitałem się z nim serdecznie. Nie wiem dlaczego miałbym tego nie robić. Nie było żadnej afery hazardowej przecież – mówił potem w Superstacji. Wracając do „stolika dziennikarskiego” usłyszałem jednego z polityków. – Zbyszek, kiedy wracasz? – pytał pół żartem, pół serio.
Niedaleko kiosku z kanapkami stał Robert Biedroń, dla którego afera najwyraźniej była. – Zobaczyłem przed chwilą kogoś, kogo nie chciałbym już więcej zobaczyć. Kogoś, kto się tak skompromitował, że niewyobrażalne dla mnie jest, że ta osoba może jeszcze pojawiać się w Sejmie – skomentował. Politycy PO nie mają jednak nic przeciwko oglądaniu dawnych kolegów. Przynajmniej większość z nich.
- Jako były poseł ma prawo przebywać na terenie hotelu poselskiego. Wielu z byłych parlamentarzystów z tego korzysta - mówił Superstacji Sławomir Neumann. Bardziej sceptyczny wobec Chlebowskiego był jedynie Krzysztof Kwiatkowski. - Dla wielu byłych posłów przydatna byłaby taka opieka psychoterapeuty, który uświadomiłby im, że już się nie jest wybrańcem - mówił były minister sprawiedliwości w kontekście wielu byłych polityków, którzy wciąż regularnie odwiedzają Sejm.
Były szef klubu parlamentarnego PO nie jest tutaj wyjątkiem. Dwie-trzy godziny później miejsca do zaparkowania swoim luksusowym Audi szukał Mirosław Drzewiecki. Drugi zdymisjonowany po aferze hazardowej. Podszedłem z kamerą. – Panie ministrze, czy przyjechał Pan spotkać się ze Zbigniewem Chlebowskim? – spytałem. Były minister szybko zasunął szybę w samochodzie i odjechał. Nie odpowiedział nic.
Być może to zbieg okoliczności, że dwóch polityków kojarzonych z jedną aferą pojawiło się w Sejmie tego samego dnia. To, że Drzewiecki jada obiady z Grzegorzem Schetyną, to wiadomo od dawna. Ale żeby z Chlebowskim też? – Nie – to była jedna z najkrótszych wypowiedzi jakie udało mi się zarejestrować w życiu. Były marszałek nie chciał rozmawiać.
Opozycja nie wierzy w przypadek. - Pewnie Miro i Zbychu chcą kolejny hazard uprawiać, dlatego wracają. Widzą, że źle się dzieje w Platformie Obywatelskiej - mówi Tomasz Makowski, poseł Ruchu Palikota. Żartował, że być może dwaj byli politycy PO chcą nagrać w Sejmie kolejne kompromitujące taśmy. Kompromitujące osoby, które doprowadziły do ich odejścia z polityki. W podobnym tonie uderzyć w PO chce prawica. - Standardy w Platformie Obywatelskiej uległy polepszeniu. Panowie nie muszą się już spotykać na cmentarzu, tylko w hotelu poselskim - mówi Piotr Szeliga z Solidarnej Polski.
Obaj panowie unikają jednak miejsc, gdzie mogą natrafić na kamery. Być może to tylko kwestia czasu, bo opozycja skarży się, że panowie pojawiają się w hotelu coraz częściej. Inaczej niż w mediach. Jeśli Drzewiecki występuje, to tylko w roli eksperta. Ostatnio można było go oglądać w wielu stacjach w kontekście Euro 2012. Inna teoria obecności Chlebowskiego i Drzewieckiego w Sejmie dotyczy bieżącej polityki, czyli afery taśmowej. - Chlebowski stwierdził najprawdopodobniej, że to co on robił to jest nic w porównaniu do tego, co się teraz dzieje - mówi Superstacji Andrzej Jaworski z PiS.
Coś w tym jest. Widać to chociażby po osobach związanych z aferą Rywina. Kto pamięta, że Włodzimierz Czarzasty i Leszek Miller byli wtedy oskarżani o związki z tak zwaną „grupą trzymającą władzę”? Nikt. Dziś to te dwie osoby są trzonem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Rewolucja młodych, którzy chcieli zreformować SLD zabiła własne dzieci. Nadzieją dla lewicy są politycy, którym kiedyś przypisywano jej upadek. Nie zdziwię się, jeśli za parę lat nadzieją dla Platformy Obywatelskiej będzie Drzewiecki.
Chlebowski dopiero co przegrał w wyborach do Senatu. Przegrał także Miller, który startował z list Samoobrony. Dziś nikt już o tym nie pamięta, bo w polityce te kilka lat to prehistoria. W tym kontekście nie dziwi mnie uśmiech na twarzy Marka Sawickiego, kiedy informował o tym, że podaje się do dymisji. - Wierzę, że wtedy, kiedy w pełni będzie wszystko wyjaśnione, będziemy mogli razem z państwem cieszyć się dobrymi komunikatami - mówił wtedy. Być może najlepszym komunikatem w takich sytuacjach jest nowa afera.