Światowe media poinformowały, że w Chinach napadnięto ekipę niemieckiej telewizji publicznej ARD. – Śmierć szpiegom! – mieli usłyszeć dziennikarze, którzy przygotowywali materiał na temat zanieczyszczania powietrza przez zakłady chemiczne. Historia brzmi strasznie, ale także w naszym kraju praca dziennikarza nie należy do najbardziej komfortowych. Nie raz już słyszałem, że jestem po specjalnym szkoleniu w Tel Awiwie, a w mojej firmie ludzie są narkotyzowani, żeby głosić masońskie prawdy.

REKLAMA
Miejscem, gdzie obelg i różnego rodzaju inwektyw można usłyszeć najwięcej są okolice Pałacu Prezydenckiego. Zwłaszcza przy okazji miesięcznic i rocznic katastrofy smoleńskiej. – Dlaczego macie takie dziwne oczy? – spytała mnie jedna z uczestniczek manifestacji. – Czy Wy jesteście narkotyzowani, żeby głosić te masońskie prawdy? – kontynuowała. Ponadto usłyszałem, że takich jak ja to szkoli Mosad w Tel Awiwie, żeby manipulować narodem polskim.
Rasistowskie sugestie są normą. Przekonał się o tym mój kolega z TVN-u, który pojechał relacjonować pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja do Częstochowy. – Taki młody i już okłamuje ludzi? – spytała jedna ze starszych kobiet. Po chwili dodała patrząc na Pawła Płuskę z „Faktów”: - Bo temu staremu żydostwu to się nie dziwię.
Był też przypadek z czasów krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Inżynierowie wozu satelitarnego TVN24 nagle poczuli wstrząsy. Kiedy otworzyli drzwi, to zauważyli grupę starszych kobiet, które potrząsały pojazdem i krzyczały, że mieści się w nim siedlisko szatana.
Te historie mogą wydawać się śmieszne, ale zdarzają się groźniejsze sytuacje. Operator z mojej redakcji oberwał przy okazji ostatniego 11 listopada. Kopiących go kiboli powstrzymała dopiero grupa policjantów, która mocno spałowała sprawców. Podczas innego marszu do wozu satelitarnego Superstacji podszedł starszy mężczyzna. – Do Moskwy to nadajecie? Oj kiedyś pożałujecie – zagroził.
Do imprez podwyższonego ryzyka należą też protesty. Na przykład górników, których przedstawicielom zdarza się być pod wpływem alkoholu. Seria wyzwisk, którą kiedyś usłyszałem nie nadaje się do powtórzenia.