Minęło już kilka dni od mojego występu na Igrzyskach Olimpijskich, więc przyszedł czas na krótkie podsumowanie. Na wstępie jednak pragnę wszystkim serdecznie podziękować za wsparcie, pomoc, doping nie tylko na trasie, ale również za ten przed telewizorami, oraz za wszystkie ciepłe słowa.

REKLAMA
Szczególnie dziękuję mojemu trenerowi Szymonowi Wdowiak, trenerowi Ily Markow, rodzinie która cały czas mnie wspierała i była ze mną podczas startu, jak również ludziom dzięki którym mogli oni być tam ze mną, fizjoterapeutom Arturowi Kapek i Pawłowi Ptak, Piotrkowi i Agacie, którzy dbali o mnie w Katowicach, dr K. Fickowi, dr J. Sokalowi, Dr T. Mikulskiemu, przyjaciołom, znajomym oraz wszystkim kibicom bo bez was nie było by tej całej atmosfery. Jeszcze raz ślicznie dziękuję. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam, (choć wiem że liczyliście na więcej) i przysporzyłam wiele pozytywnych emocji.
Wracając do igrzysk….
Czas przed samym startem minął mi dość spokojnie i szybko. Tak jak pisałam wcześniej, przez pierwsze dwa dni pozwoliłam sobie na krótkie zapoznanie się z wioską i trasą zawodów, a później już tylko odpoczywałam, jadłam, trenowałam i spałam.
Muszę przyznać, że czekałam na jakąś wielką nerwówkę przed startową, ale ona wcale nie nadeszła. Tak więc do samego startu mogłam podejść bardzo spokojnie, co też pozwoliło mi na lepsze rozpoczęcie wyścigu i zaplanowanie sobie strategii na starcie. Nie wszystko jednak potoczyło się tak jakbym chciała, z powodu drobnej kontuzji, która zmusiła mnie do zwolnienia narzuconego tempa…
logo

Niestety sport jest nieprzewidywalny i nic na to nie poradzę. Pomijając ten fakt, szło mi się bardzo dobrze, trasa mijała szybko, a olbrzymi doping kibiców niósł do przodu. Na metę weszłam więc uśmiechnięta, ale nie do końca zadowolona ze swojego występu. Wynik 1:31:28 jest moim najlepszym rezultatem w tym sezonie, jednak przygotowywałam się na lepszy rezultat i pozostał niedosyt. W perspektywie czasu wiem, że da mi to taki zastrzyk dodatkowej energii aby pokazać, że stać mnie na więcej.
Konkurencja stała na bardzo wysokim poziomie, o czym świadczy rekord świata pobity prze 20 letnią Jelenę Łaszmanową.
Pamiętam jak tuż po wejściu na metę dostałam od dziennikarza pytanie : Kiedy my będziemy tak chodzić? 1:25:02 na tą chwilę nierealne - pierwsze o czym pomyślałam...
Mam jednak nadzieję, że uda mi się przynajmniej zbliżyć do takiego rezultatu kiedyś. Jest to jedno z moich marzeń, które powoli sobie spełniam i myślę, że to też stanie się faktem.
Jeżeli chodzi o trasę to była szybka, a warunki pogodowe bardzo dobre. Jedyne na co można było narzekać to nawierzchnia, która była nie równa i początkowo bardzo mi przeszkadzała. Na szczęście w miarę pokonywania kolejnych kilometrów przyzwyczajałam się do tego dziwnego czegoś leżącego pod moimi stopami.
Dzień po starcie spędziłam z rodzicami i bratem na zwiedzaniu Londynu, a wieczorem udałam się na upragnione zakończenie.
logo

Było ono chyba lepsze od rozpoczęcia, na którym nie byłam, więc może dlatego takie moje odczucia. Wszyscy sportowcy stali pod sceną i widok na całe show był lekko utrudniony, jednak usłyszeć na żywo gitarzystę zespołu Queen, zobaczyć Annie Lennox czy mój ulubiony zespół z dzieciństwa Spice Girls – bezcenne. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to będzie możliwe, tak samo jak udział w igrzyskach, a jednak stało się i to pokazuje, że marzenia się spełniają jeśli tylko pomożemy im w ich realizacji. Okupiłam to ogromnym bólem nóg i pleców, ale było warto.
logo

W trakcie zakończenia nastąpiło również, przekazanie flagi Rio, które to będzie organizatorem kolejnych igrzysk. Mam nadzieję, że uda mi się dotrwać do tego czasu w zdrowiu i jeszcze lepszej kondycji, aby móc już walczyć o medal.
Jest to mój kolejny taki wielki cel, ale na drodze do niego czeka mnie jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt mniejszych, które mam nadzieję będą mi dawały siłę i motywację do walki.
Teraz przyszedł czas na upragnione wakacje, czyli żegnajcie adidaski i witajcie sandałki ;)
Do usłyszenia