
Odkąd pamiętam sport był zawsze w moim życiu bardzo ważny. Jeździłam na nartach, biegałam, pływałam, skakałam, grałam w tenisa i jeszcze długo by wymieniać.
REKLAMA
Przypomina mi się pewna historia:
Dostałam takie fajne plastikowe nartki i strasznie chciałam je wypróbować na większej górce niż ta, która jest przed moim blokiem. W końcu pojechałam z rodzicami do Szczyrku i strasznie się z tego cieszyłam. Pod sam koniec dnia, zjeżdżając z ostatnie górki stwierdziłam, że pojadę na krechę, aby być jak najszybciej na dole. Niestety wyrosła przede mną wielka zaspa, przed którą oczywiście nie zdążyłam się zatrzymać. Nawet hamowanie pupą nie pomogło i dobiłam do bryły zmrożonego śniegu. Jak gdyby nigdy nic szybko się pozbierałam, odpięłam narty i... to co zobaczyłam strasznie mnie zasmuciło. Zamiast dwóch miałam półtora, więc szybko zaczęłam szukać brakującej części, abym za tydzień miała na czym jeździć. Pech chciał, że nie znalazłam, ale okazało się to dużym plusem, ponieważ rodzice kupili mi później prawdziwy sprzęt narciarski ;)
Dostałam takie fajne plastikowe nartki i strasznie chciałam je wypróbować na większej górce niż ta, która jest przed moim blokiem. W końcu pojechałam z rodzicami do Szczyrku i strasznie się z tego cieszyłam. Pod sam koniec dnia, zjeżdżając z ostatnie górki stwierdziłam, że pojadę na krechę, aby być jak najszybciej na dole. Niestety wyrosła przede mną wielka zaspa, przed którą oczywiście nie zdążyłam się zatrzymać. Nawet hamowanie pupą nie pomogło i dobiłam do bryły zmrożonego śniegu. Jak gdyby nigdy nic szybko się pozbierałam, odpięłam narty i... to co zobaczyłam strasznie mnie zasmuciło. Zamiast dwóch miałam półtora, więc szybko zaczęłam szukać brakującej części, abym za tydzień miała na czym jeździć. Pech chciał, że nie znalazłam, ale okazało się to dużym plusem, ponieważ rodzice kupili mi później prawdziwy sprzęt narciarski ;)
Z tych czasów pamiętam również mojej pierwsze zawody w slalomie. Nie wiem która byłam, ale mam gdzieś w rodzinnych zdjęciach takie z dyplomem, więc może nie byłam ostatnia.To były fajne czasy i z chęciom bym do nich wróciła.
Kolejnym etapem i pierwszą dyscypliną, którą na poważnie się zajęłam był tenis. Trwało to krótko, bo około roku czasu, ale nauczyło mnie systematyczności, która w sporcie jest bardzo ważna.
Następnie był taniec i występy chiliderek;) Było to bardzo fajne i strasznie mi się podobało, jednak nie miałam w tym kierunku wielkich uzdolnień i po skończeniu podstawówki przestałam chodzić na treningi. Nie byłam najlepsza, a czułam potrzebę odnoszenia sukcesów.
W tym samym czasie polubiłam bardzo matematykę i stwierdziłam, że to pod tym kontem będę rozwijać swoje zdolności. Wybrałam liceum o profilu menadżerskim, jednak się nie dostałam i trafiłam do mojego I LO w Siemianowicach. Pewnie gdyby nie ten fakt to zajęłabym się już tylko nauką i nie trafiłam z powrotem do sportu.
W tym samym czasie polubiłam bardzo matematykę i stwierdziłam, że to pod tym kontem będę rozwijać swoje zdolności. Wybrałam liceum o profilu menadżerskim, jednak się nie dostałam i trafiłam do mojego I LO w Siemianowicach. Pewnie gdyby nie ten fakt to zajęłabym się już tylko nauką i nie trafiłam z powrotem do sportu.
W liceum dalej uczestniczyłam w rozgrywkach między szkolnych gier zespołowych i w zawodach lekkoatletycznych. Sporty drużynowe to nie było moje powołanie, wiec skupiłam się na lekkiej, a głównie na bieganiu. Myślałam, że za późno już aby zacząć trenować na poważnie, ponieważ wydawało mi się, że wszystkie sporty trzeba zaczynać od najmłodszych lat. Od tej myśli odwiódł mnie mój kolega Michał Pawusz, którego poznałam podczas zawodów w parku chorzowskim.
Wracając do początku.
W drugiej klasie liceum w wakacje, burza hormonów i te sprawy, stwierdziłam ,że jestem za gruba i czas zabrać się za siebie. Zaczęłam więc biegać w parku, a co tydzień startować w organizowanych tam zawodach, które były dla mnie motywacją do treningów w ciągu tygodnia. Podczas jednych z zawodów poznałam Michała, który zaprowadziła mnie i koleżankę( poznaną na tych samych zawodach) na prawdziwy trening. Wydaj mi się, że gdyby nie Ania to sama nie odważyłabym się przyjść na stadion AWFu.
Wracając do początku.
W drugiej klasie liceum w wakacje, burza hormonów i te sprawy, stwierdziłam ,że jestem za gruba i czas zabrać się za siebie. Zaczęłam więc biegać w parku, a co tydzień startować w organizowanych tam zawodach, które były dla mnie motywacją do treningów w ciągu tygodnia. Podczas jednych z zawodów poznałam Michała, który zaprowadziła mnie i koleżankę( poznaną na tych samych zawodach) na prawdziwy trening. Wydaj mi się, że gdyby nie Ania to sama nie odważyłabym się przyjść na stadion AWFu.
Treningi zaczęłam od września, a kilkanaście dni później wystartowałam na zawodach na 800 metrów. Pamiętam, że biegłam tylko z Anią, ponieważ miałyśmy najsłabsze życiówki i nikt więcej nie biegał w naszej serii. Strasznie się wtedy zmęczyłam i powiem szczerze, że trochę zniechęciłam do trenowania. Wróciła myśl, że chyba jednak za późno, aby coś zacząć robić na poważnie, bo wyniki dziewczyn, które startowały wcześniej były kosmiczne jak dla mnie. Trener chyba też to zauważył i namówił mnie na jednym z treningów, abym przeszła chodem 400m. Pamiętam, że strasznie bolały mnie piszczele, ale spodobało mi się to od razu. Wtedy jeszcze nie miałam za dużego pojęcia na temat tej konkurencji, wiedziałam tylko tyle, że trzeba dużo chodzić i nie będzie łatwo. Odkryłam w tym swoją pasję, choć nigdy wcześniej nie przeszło mi to nawet przez głowę.
Początki były dość trudne, ponieważ nauczyłam się technicznie źle chodzić. Spowodowane było to tym, że większość treningów musiałam wykonywać sama, bez trenera który mógłby poprawiać mnie na bieżąco. Nabrałam złych nawyków i miałam problemy z ukończeniem zawodów. Było mi bardzo przykro, ponieważ sumiennie trenowałam dając z siebie wszystko, a sędziowie nie pozwalali mi na ukończenie zawodów. Nie poddawał się, zaciskałam zęby i dalej trenowałam bo coś mi podpowiadało, że będzie dobrze. Miałam w sobie taką sportową złość, aby pokazać że ja jednak dam radę, że potrafię. Pierwsze zawody, które ukończyłam były spełnieniem moich marzeń pomimo tego, że wynik był słaby. Wtedy liczyło się tylko ukończenie, dało mi to motywację do dalszej pracy nad techniką. Nie przypuszczałam w tamtym czasie, że poprawienie techniki może tak wiele zmienić.
W następnym sezonie zaczęłam większą uwagę zwracać na poprawną technikę i praktycznie od początku uczyłam się chodzić. Zaowocowało to w najbliższych startach, ponieważ problemy z techniką były już sporadyczne. W 2003 zostałam Mistrzynią Polski Juniorek, czego rok wcześniej bym się w życiu nie spodziewała.
W następnym sezonie zaczęłam większą uwagę zwracać na poprawną technikę i praktycznie od początku uczyłam się chodzić. Zaowocowało to w najbliższych startach, ponieważ problemy z techniką były już sporadyczne. W 2003 zostałam Mistrzynią Polski Juniorek, czego rok wcześniej bym się w życiu nie spodziewała.
Od tego czasu z roku na rok stawiam sobie kolejne cele i podnoszę poprzeczkę. Nie zawsze wszystko udaje się zrealizować, ale myślę że te wcześniejsze porażki zahartowały mnie i teraz gdy coś nie wychodzi nie poddaje się, a wręcz przeciwnie mam jeszcze więcej energii i chęci aby to naprawić i pokazać, że to nie koniec, że wrócę mocniejsza…
