16 czerwca zakończyłam zgrupowanie w Spale. Muszę przyznać, że był to jeden z cięższych obozów w moim życiu. Wpływ na to miało kilka rzeczy:

REKLAMA
Po pierwsze przerwa, którą zrobiłam po pucharze, dała się we znaki i całą pracę trzeba było zaczynać od początku. O tym fakcie dobrze wiedziałam robiąc wole więc mnie to nie zaskoczyło, ale sprawiło że ciężko było wejść w reżim treningowy.
Po drugie dwa treningi dziennie. Po przerwie trenowanie raz dziennie jest nie lada wyzwaniem, a tu niejednokrotnie musiałam robić dwa. Podczas tego zgrupowania raz tylko odpuściłam i zrobiłam dzień wolnego. Tego mi brakowało i domagał się tej przerwy mój organizm. Wyszło mi to na dobre i kolejnego dnia było zdecydowanie łatwiej wyjść na trening, a wręcz nie mogłam się go doczekać.
Po trzecie kriokomora, która ma dobroczynny wpływ na zdrowie i samopoczucie. Regularne korzystanie z niej zapobiega kontuzją oraz leczy już obecne. Niestety zabiegi te trochę męczą, gdyż organizm wystawiony jest na działanie temperatury około -120⁰, a po wyjściu musi zużyć część energii na ogrzanie ciała.
logo

logo
Po czwarte hipoksja przerywana, czyli symulacja pobytu w górach, która ma na celu poprawę wydolności fizycznej poprzez zmniejszenie zawartość tlenu w powietrzu. Podczas sesji oddycha się na przemian powietrzem o obniżonej zawartości tlenu i normalnej. Jest to traktowane jako kolejny trening czyli w moim przypadku trzeci i wymaga odpoczynku tak samo jak po normalnym np. na bieżni.
logo
Po piąte upał, do którego jeszcze nie byłam przyzwyczajona, ale na szczęście już jest lepiej i teraz bez większych problemów mogę wykonywać treningi w cieple.
Po szóste i ostatnie waga, która ostatnio wskazuje więcej niż powinna. Tym się jednak nie przejmuję, ponieważ ze wzrostem objętości na treningu i dzięki upałom (jedyny ich plus) spadnie.
Wszystko to razem stworzyło mieszankę wybuchową i praktycznie każdy mocny trening był nie tylko walką o utrzymanie tempa, ale również o przetrwanie;) Wierzyłam, że jeżeli uda mi się przezwyciężyć własne słabości i wykonam trening to później przyniesie to efekty i będzie łatwiej.
Tak też się stało, po zakończeniu hipoksji wracam do żywych;) Forma poszła zdecydowanie do góry, co bardzo mnie cieszy,oraz napawa mnie optymizmem i daje motywację do kolejnej pracy.
Mam nadzieję, ze Wy również się nie poddajecie i walczycie do końca. Naprawdę warto, choć na efekty czasami trzeba chwilę poczekać.
Trzymajcie się zimno, tym razem;)
Pozdrawiam
Agnieszka