Markowi Zukerbergowi pozostaje życzyć wszystkie najlepszego na nowej drodze życia. A może w tym celu stworzyć polską grupę na fb, gdzie wszyscy złożymy mu gratulacje? Sądzę jednak, że specjaliści z firm branży interaktywnej już się tym zajęli.
REKLAMA
Często słyszy się, że Facebook to nowe oblicze communitas, gdzie ludzie mogą się jednoczyć, spędzać czas, działać wspólnie na rzecz równych inicjatyw. I faktycznie tak się dzieje. Były na to dowody chociażby podczas rewolucji w krajach arabskich czy akcji skierowanej przeciwko ACTA. Później w związku z bieżącymi wydarzeniami mieliśmy do czynienia z mnóstwem fanpage'y i grup, w które często klikaliśmy, kompletnie o nich później zapominaliśmy.
Mimo to po jakimś czasie (o ile sami nie zmieniliśmy ustawień) na wallu, stale pojawiają się nam nowe zabawne treści, które lajkując, wirusowo rozprzestrzeniamy wśród znajomych. Dziwne jest jednak to, że po jakimś czasie wpisy dotyczą kwestii komercyjnych i okazuje się, że fanpage jest dzierżawiony lub przejęty przez firmę. Jeszcze weselej jest wówczas, kiedy pozornie niekomercyjny fanpage jest efektem pracy agencji i treści komercyjne są wprowadzane już po stworzeniu odpowiednio dużej farmy fanów, zbadaniu interakcji itp. Kiedyś dostałam pytanie, czy można odróżnić komercyjny fanpage od niekomercyjnego. Po jakimś czasie pewnie tak, ale co to w istocie zmienia?
Agencja tworząca fanpage z myślą o konkretnej marce czy produkcie, zobowiązuje się do „dowiezienia” określonej ilości fanów i za każde z nich otrzymuje ustaloną kwotę, powiedzmy 1 zł. Podobnie z opublikowaniem reklamowego wpisu na fanpage'ach liczących od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy fanów. To całkiem spory koszt. Na fanpage'ach można równie dobrze zarobić, jak na blogach. Często słyszy się też o aplikacjach, które pod przykrywką szczytnego celu czy konkursu gromadzą lajki, a następnie wykorzystują farmy do celów komercyjnych, a do tego dochodzą jeszcze historie z kupowanie fanów na aukcjach internetowych.
Jak powiedział kiedyś mój kolega „Napisać teraz coś komuś na wallu, to prawie jak zrobić mu wjazd na chatę” i trudno się z tym nie zgodzić. Dlatego wpływ na kształtowanie marki w świadomości użytkowników, bez rozumienia mechanizmów facebooka przynosi pewnie skutek dyskusyjny. Fani się burzą, że ktoś na siłę wciąga ich w swoje działania, zapominając, że coś gdzieś kiedy kliknęli.
I niby nie jest to odkrycie Kolumba, ale mimo że spraw jest powszechnie wiadoma, ludzie bulwersują się, że ktoś ich facebookowo ubezwłasnowolnia, a dalej klikają...
