No dobrze, jestem fanką rodziny Brzezińskich i skrycie ufam, że mnie jeszcze kiedyś adoptują. Piszę o tym, bo w zasadzie trudno inaczej umotywować fakt, że sięgnęłam po poradnik Miki Brzezinski “Znaj swoją wartość”.

REKLAMA
No szkoda, że nie “Jedz, módl się i skacz na bungee”, czy inny równie lotny poradnik, który nareszcie powie mi, jak żyć. Szczerze gardzę literaturą poradnikową, wszelką – bez względu na to, czy dotyczy ona tresury psa, robienia kompotów lub pożycia małżeńskiego. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy zorientowałam się, że jeden z poradników popełniła Mika Brzezinski. Bardzo dobra dziennikarka, która stworzyła jeden z najciekawszych informacyjnych programów informacyjnych Morning Joe. Skutecznie zabierała widzów programom śniadaniowym, serwując ciekawe analizy aktualnych wydarzeń, zapraszając osobistości ze świata polityki i kultury, a tym samym trafiła w gusta ludzi mających nieco wyższe oczekiwania niż przeciętna surykatka. No i poza wszystkim ma fajnego tatę.
Mika, why?
No więc po co jej do tego wszystkiego poradnik, no po co? Tak w tym momencie powinnam zripostować własne dociekania, że oczywiście myślałam, że będzie strasznie, a okazało się bomba i teraz moje życie zawodowe nabierze tempa, och, jak dobrze, że ta książka powstała, bla, bla, bla...
No właściwie szkoda. Główna idea jest przewidywalna, a właściwie chodzi o to, że kobiety na wysokich stanowiskach zarabiają mniej niż mężczyźni, że muszą godzić pracę zawodową z pracą w domu i ogólnie nie jest zbyt ciekawie. Ok, być może tak jest, ale ja się jeszcze z tą skalą problemu nie miałam okazji zetknąć, zwłaszcza, że w Polsce mamy nieco inną sytuację gospodarczą, rozmowy o zarobkach są uznawane za niestosowne, więc trudno mi się identyfikować z poruszanymi kwestiami. Zwłaszcza, że trochę mnie irytuje stawianie się w pozycji ofiary ciemiężonej a to przez system albo płeć przeciwną, a najczęściej jedno i drugie. Rozumiem jednak, że babka miła prawo się zdenerwować, jeśli zarabiała 14 razy mniej niż współprowadzący.
Zdecydowanie bardziej moją uwagę przykuły kulisy pracy w amerykańskim koncernie mediowym, gdzie ludzie mierzą się z problemami bliskimi także osobom z innych branż. Mika oficjalnie je ujawnia i co więcej nie karze z nimi bezmyślnie walczyć w myśl wyimaginowanych górnolotnych idei, pro publico bono, ale zwyczajnie i racjonalnie pokazuje jak zadbać o swoją pozycję, akceptując rzeczywistość, a nie stale utyskiwać na jej prawidła.
No wiadomo, że w Polsce jest gorzej
W Polsce z reguły nagłaśnia się stawki kontraktów gwiazdorskich, tworzy mit idealnego i dostatniego miejsca pracy w mediach i takie tam inne frazesy. Tym samym kształtuje się model osobowości, która jest w stanie w tym świecie (ale też ogólnie w biznesie, a czasem nawet w środowisku akademickim, ha!) przetrwać. Najogólniej można taką postać scharakteryzować jako bezczelnego i zdecydowanie nadpobudliwego (wszak trzeba budować koneksje i manifestować nietuzinkową osobowość) szczura, który wszędzie węszy spisek, ze wszystkim biega do szefa, nie ma życie osobistego itp. I przez to przerysowanie właśnie zapominamy, że zdarzają się tam często rozsądni, myślący biznesowo ludzie, a młodzi adepci rozmaitych medialnych sztuk, instynktownie chcą wpisać się w szczurzy stereotyp, zanim na dobre zaczną.
To budujące, przeczytać gdzieś wprost, że media to całkiem fajne miejsce pracy, ale nie dajmy się wykorzystywać i choćby z tego względu warto rzucić okiem na ten poradnik, serio. Chociaż sygnowanie tej książki logo jednej z firm korporacyjnej wielkiej czwórki, jest rzeczywiście lekko kuriozalne.