Co oznacza ten tytuł? Czyżby wczorajsza impreza była bardzo udana? A może nareszcie zaopatrzyłam się w magiczny pojazd lub też postanowiłam sprawdzić się w roli wieszczki?

REKLAMA
Rozwiewając ewentualne wątpliwości, tytuł został zapożyczony i pierwotnie dotyczył tajemniczego zdarzenia opisywanego w jednym z rodzimych tabloidów. Czy jeśli posłużyłabym się tytułem w stylu „Analiza dyskursu nagłówków według paradygmatu prasy bulwarowej” byłby marne szanse, aby ktokolwiek zwrócił uwagę na taki tekst.
To, co jest chlebem powszednim specjalistów od internetowego contentu, potrafi wykiwać zdrowy rozsądek użytkownika. Ale wróćmy do źródeł. Wszystko zaczęło się od tabloidów. Oczywiście wylanie wiadra pomyj na stosowane w tego typu prasie praktyki urosło już do rangi banału, dlatego sobie daruję. Chcę tylko zwróć uwagę, że to właśnie brukowce totalnie zmieniły jakość dostarczanej informacji. W zamierzchłych czasach, które nastąpiły niedługo po epoce kamienia łupanego, dziennikarzy uczono, jak nadawać intrygujące tytuły tak, aby skłonić czytelnika do lektury całego tekstu. Teraz już nie traci się na to czasu, bo nagłówek dostarcza kompleksowej informacji, a na resztę zerkniemy, o ile będziemy mieli czas, jeśli nie – fotografia dostarczy nam szerszego kontekstu.
Oczywiście, dziennikarze tzw. mediów elitarnych deklarują, że nie podadzą ręki koledze z tabloidu zapominając, że serwisy informacyjne ukazujące się z logo „poważnych” stacji, stosują dokładnie takie same praktyki. Czy to faktycznie efekt złowieszczej i czającej się na każdym kroku tabloidyzacji? Chyba raczej konieczność i świadomość zmiany zdolności odbioru potencjalnego czytelnika, którego tempo życia wraz z postępem technologicznym zdecydowanie przyspieszyło.
A zatem szanowni żurnaliści, bez względu na to czy w brukowcu, czy w tygodniku opinii, technicznie pieczecie chleb z tej samej mąki.