Donald Tusk wczoraj oglądał Polskę ze śmigłowca, dziś w telewizjach informacyjnych oglądaliśmy przez wiele godzin transmisję na żywo z pociągu, do którego wsiadł szef rządu, by oglądać dworce oddane na Euro. Wyprawy szefa rządu nazywane są "gierkowskimi" i w internecie obśmiewane. Spotykamy się z Aleksandrem Kwaśniewskim, by zapytać, czy jego zdaniem prześmiewcy mają rację.
REKLAMA
Takie wyjazdy polityków to kanon zachowań politycznych. I jednocześnie to pułapka na polityków. Jak premier jedzie, to żartują sobie, że jedzie i czym jedzie. Jak nie jedzie, to mówią, że go to nic nie interesuje i jest leniwy.
Jedna rzecz zgrzyta w obrazku Donalda Tuska w śmigłowcu i w pociągu. Obietnice składane przez ludzi Platformy, gdy chodzi o inwestycje, były zbyt optymistyczne, jak dziś widać - nawet naiwne. Wszyscy mamy w uszach zapewnienia ministra transportu, że będą autostrady, potem że drogi będą przejezdne, dzisiaj widać, że na niektórych kawałkach nie są nawet przejezdne.
To, że premier jeździ i dogląda, jest właściwe. Można zapytać, dlaczego nie robił tego wcześniej. Dlaczego nie było zdecydowanej reakcji, gdy harmonogramy się waliły. Z samego jeżdżenia nie robiłbym żadnego problemu, choć Polska to kraj prześmiewców. Czego by się nie zrobiło, to się człowiek narazi na śmiech i kpinę. To jest ryzyko zawodowe polityków. Nie ma co płakać.
Platforma w ostatnich sondażach zrównała się w sondażach z PiS. Ja bym się sondażami na tym etapie nie przejmował za mocno. Polska jest w szczególnym momencie. Mamy blisko trzy lata do kolejnych wyborów. Sondaże nie powinny stanowić powodu do radości jak wzrastają, ani do tragedii jak spadają. Ale obiektywnie istnieje problem zużywania się władzy. Zużywa się rząd Angeli Merkel w Niemczech. Na rok przed wyborami wszystkie prognozy mówią, że jest to raczej koniec tej koalicji. Zużyła się prawica francuska po wielu latach rządzenia. Zużywanie się jest zjawiskiem naturalnym. W warunkach Polski to zużywanie jest tym bardziej widoczne, że nie wiem, czy premier trafił ze wszystkimi decyzjami kadrowymi. Zasada jest taka, że rząd w drugiej kadencji powinien być lepszy niż w pierwszej, ponieważ dysponuje większym doświadczeniem. W przypadku tego rządu nie we wszystkich punktach ten warunek został spełniony.
Rząd wziął też na siebie przeprowadzenie wielu niepopularnych decyzji. To też wpływa na zużywanie. Gdybym był premierem to bym, jak mówił Młynarski, robił swoje. To znaczy czynił wszystko, żeby kryzys europejski nie przybrał na mocy i żeby ta fala kryzysowa nie doszła do Polski. To wymaga zdecydowanej polityki. Reformy są, być może głównie ze względu na wizerunek za zagranicą, bardzo istotnym krokiem. Pokazują rynkom, że Polska jest zdyscyplinowana, gdy chodzi o finanse publiczne.
Co do letniej rekonstrukcji rządu, o której się słyszy, to jeżeli ktoś nie radzi sobie z zadaniami, trzeba ludzi zmieniać. Nie ma co się przejmować argumentami, że przecież premier sam tych ludzi wybierał. Błędy w polityce kadrowej się zdarzają. Natomiast jeżeli mówimy o modelu zachowań, to zasadniczą rekonstrukcję robi się na półtora roku przed wyborami, na rok przed wyborami, żeby złapać rytm i żeby spełnić to, co w dawnych czasach nazywano: partia ta sama, ale nie taka sama. A więc przez nowy impet, przez nowych ludzi, przez nowe inicjatywy pokazywano, że partia jest zdolna do działania. To jest bardzo tradycyjny sposób rozwiązania problemu zużywania się rządu. Tak zrobiono za Margaret Thatcher, gdy przez kilka lat rządził jeszcze konserwatysta John Major. Tak zrobił Tony Blair, gdy władzę przejął po nim Gordon Brown. To jest kanon zachowań na świecie.
