Fot. Piotr Skórnicki/ Agencja Gazeta

Po wyrzuceniu polskiego ambasadora z Mińska, ktoś napisał w Internecie, że problem Białorusi, to dla Donalda Tuska to jak Falklandy dla premier Thatcher. Pytamy o to byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

REKLAMA
Porównanie Falklandów do Białorusi jest nie na miejscu. Tam użyto siły militarnej. Polska nie ma ani powodów, ani potrzeby stosowania takich metod, ani takich możliwości. Byłby to także błąd. W sprawie Białorusi Polska wykorzystała wszystkie możliwości. Była marchewka, bo były rozmowy i wizyta ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec. Był też kij w postaci częściowych sankcji. To pokazuje, że jest kłopot.
Reżim Łukaszenki jest wystarczająco silny żeby trwać, a jednocześnie jest na tyle nierozumny, żeby nie widzieć, że to się kiedyś skończy i że trzeba proces liberalizacji podjąć. W moim przekonaniu jedyna słuszna metoda, która jeszcze może zadziałać, gdy mówimy o arsenał środków dyplomatycznych, to jest solidarne działanie Unii.
To co stało się w wyniku polskiej inicjatywy, że ambasadorowie wszystkich krajów wyjeżdżają i Łukaszenko zobaczył, że ma do czynienia z całą Unią i wielką gospodarką z pół miliardem ludzi, której potrzebuje. To może go nieco ostudzić i opamiętać jego otoczenie, choć nie ma takich gwarancji. Wydaje się że w tej chwili poza tym arsenałem środków niewiele zostaje. No, może jeszcze jedna rzecz.
Mamy do czynienia z krajem w środku Europy. Być może warto wyjść poza Unię Europejską i porozmawiać z Rosjanami i Ukraińcami. Jako sąsiedzi mają być może wpływy wobec Łukaszenki i jego otoczenia. To mogłoby nieco zmienić reakcję Mińska.
Jeśli dziś mnie Pan pyta, co można zrobić, to mówię, że można działać tylko przez europejską solidarność i pokazanie, że Unia Europejska dopóki warunki podstawowe nie zostaną spełnione, nie podejmie żadnych rozmów. Przez te warunki rozumiem na przykład wypuszczenie opozycjonistów z więzień.