W kwestii dotyczącej więzień CIA w Polsce, żeby przynajmniej próbować obiektywnie rozmawiać o tym problemie, trzeba rozróżnić poszczególne warstwy tej sprawy. Po pierwsze faktyczną; jeżeli w ogóle – to nie Polacy tylko Amerykanie stosowali tortury. Trzeba to podkreślać i o to walczyć tak, jak walczymy z nazywaniem obozów koncentracyjnych „polskimi”, podczas gdy były one hitlerowskie albo niemieckie. Tyle że zlokalizowane na terytorium Polski, tak jak baza CIA. To ważne, bo przy słusznym zaangażowaniu naszych sprawiedliwych za parę lat opinia publiczna na Zachodzie niczego nie będzie pewna.
REKLAMA
Następny problem to problem moralny, etyczny i prawny dopuszczalności tortur w ekstremalnych wypadkach. Chciałbym przypomnieć głośną książkę Fredericka Forsytha pt. „Dzień szakala” i jeszcze głośniejszy film zrobiony na jej podstawie. Wywiad francuski dochodzi do wniosku, że członkowie OAS szykują kolejny zamach. Nie mając żadnej innej możliwości, porywają z terenu obcego kraju ochroniarza o nazwisku Kowalski (tu jesteśmy po dobrej stronie jak zwykle - poszkodowanych) i torturami w skutek których tenże umiera, wydobywają informacje, które pozwalają zapobiec zamordowaniu prezydenta De Gaulle’a. Myślę, że odnosząc się do tego niepolskiego przykładu, dużo łatwiej będzie określić swój stosunek – dezaprobaty bądź akceptacji tego typu działań. Chyba, że naszym zwyczajem będziemy to rozważać w kontekście De Gaulle a sprawa polska i wtedy sam problem znów nam umknie.
W kontekście prawnym trzeba również wspomnieć o istniejącym nie tylko w prawie polskim kontratypie stanu wyższej konieczności, którego najogólniej rzecz biorąc, międzynarodowy sens brzmi: „Nie popełnia przestępstwa ten, kto w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem poświęca inne dobro, przy czym niebezpieczeństwa tego nie można było inaczej uniknąć, a dobro poświęcane nie przedstawia oczywiście wyższej wartości niż dobro ratowane”.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stosując tortury poświęcamy dobro najwyższe i że stosowanie w takich przypadkach instytucji stanu wyższej konieczności jest dyskusyjne, ale trzeba sobie zadać pytanie, czy tam gdzie mamy do czynienia z narażeniem życia setek bądź tysięcy ludzi proporcje tych dóbr nie będą się kształtować właśnie w sposób przewidziany w kodeksie karnym.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stosując tortury poświęcamy dobro najwyższe i że stosowanie w takich przypadkach instytucji stanu wyższej konieczności jest dyskusyjne, ale trzeba sobie zadać pytanie, czy tam gdzie mamy do czynienia z narażeniem życia setek bądź tysięcy ludzi proporcje tych dóbr nie będą się kształtować właśnie w sposób przewidziany w kodeksie karnym.
Trzecia warstwa: dla jakiejkolwiek indywidualnej odpowiedzialności dla ustalenia winy trzeba najpierw określić zamiar. Uważam, że w tej sprawie najtrudniejsze z punktu widzenia dowodowego może być określenie zamiaru tych, którzy podejmowali decyzje. Czy obejmowali oni swym zamiarem tylko udostępnienie bazy dla akcji sprzymierzonego wywiadu, czy mieli świadomość, do czego ta baza będzie wykorzystywana. Dla mnie osobiście są to dwie zupełnie różne sytuacje.
Myślę również, że dla określenia ewentualnej odpowiedzialności osób w Polsce warto pamiętać, że tajne akcje służb specjalnych z powodów oczywistych rządzą się innymi prawami i że niestety czasami łamią one przepisy Konstytucji i prawa karnego.
Na koniec: nie mogę oprzeć się odczuciu, że o ile w ekstremalnych sytuacjach mógłbym godzić się (oczywiście ze wszystkimi zastrzeżeniami) na podobne działania w Polsce polskich służb, jeżeli bezwzględnie wymagałoby tego bezpieczeństwo Polski i Polaków, o tyle w sposób oczywisty budzi we mnie sprzeciw, jeżeli działania takie u nas podejmują obce służby w nie polskiej wojnie i łamią polskie normy prawne z tego tylko powodu, że takich akcji zabraniają im na terenie własnego kraju takie same normy, które w konsekwencji łamiemy w Polsce.
To trochę tak, jak przy energii nuklearnej – dopóki mówimy o zbudowaniu w Polsce elektrowni, pomysł ten będzie miał zarówno ostrożnych zwolenników, uważających, że jest to mniejsze zło, jak gorących przeciwników. Ale pomysł, żeby z innego kraju ściągnąć odpady radioaktywne, których składowanie w tamtym kraju jest zabronione, będzie miał już tylko wyjących ze złości wrogów.
I do zrozumienia tego ówczesnym decydentom (o ile wiedzieli do końca co robią) wyraźnie zabrakło wyobraźni.
I do zrozumienia tego ówczesnym decydentom (o ile wiedzieli do końca co robią) wyraźnie zabrakło wyobraźni.
