Zwrot w sprawie Papały wywraca do góry nogami cały system wymiaru sprawiedliwości, niezależnie czy prawdą jest to, co zeznawał dotychczasowy świadek koronny, czy to co zeznaje nowy świadek koronny, który pogrąża poprzedniego.
REKLAMA
Przesądzanie dzisiaj co jest prawdą, to wróżenie z fusów i wybór pomiędzy bajkami opowiadanymi przez jednego, niby skruszonego gangstera, a bajkami jego kolegi z bandy, który właśnie również otrzymał status świadka koronnego.
Obawiam się, że w tej sprawie nikt nigdy nie dojdzie jaka jest prawda, gdyż jest ona mocno polityczna i nie wiadomo, czy fałszywa była próba utytłania pewnego środowiska, czy też akcja zdejmowania z niego tego odium.
Obawiam się, że w tej sprawie nikt nigdy nie dojdzie jaka jest prawda, gdyż jest ona mocno polityczna i nie wiadomo, czy fałszywa była próba utytłania pewnego środowiska, czy też akcja zdejmowania z niego tego odium.
Obecnie paradoksalnie na drugi plan schodzi to, kto zabił Papałę. Głównym problemem, który zarysował się w tej chwili jest kwestia funkcjonowania w ogóle w systemie prawa karnego instytucji świadka koronnego.
Instytucja ta przeniesiona żywcem z amerykańskich rozwiązań okazała się takim samym sukcesem jak przeniesienie pszczół afrykańskich do Brazylii celem zwiększenia produkcji miodu. Okazuje się, że pszczoły afrykańskie, po zmutowaniu w nowym środowisku, co prawda efektywnie produkują miód, ale za to są niezwykle agresywne, łatwe do sprowokowania i potrafią zagrozić nawet człowiekowi.
Świadek koronny, którego status wymaga najwyższej ostrożności oraz nadzoru ze strony prokuratury i służb tam, gdzie z kolei nadzór nad służbami i nad prokuraturą nie jest wirtualny, oddał amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości nieocenione usługi w walce z przestępczością zorganizowaną.
W Polsce od dłuższego czasu świadkowie koronni wykorzystywani byli do działań, które z wymiarem sprawiedliwości nie miały nic wspólnego. Atakowani byli adwokaci, biznesmeni, politycy. Co odważniejsi prawnicy i dziennikarze poddawali w wątpliwość różne „rewelacje” świadków koronnych, które były również wielokrotnie negatywnie weryfikowane przez prawomocne wyroki sądu. Niestety, głosy sceptyków krytykujących bezrefleksyjne przyjmowanie przez prokuratorów niepewnych informacji były zakrzykiwane jako próby osłabienia wymiaru sprawiedliwości przez tych, którzy cynicznie grali z preparowanymi zeznaniami świadków koronnych.
Jeszcze raz okazało się, że słuszna skądinąd koncepcja, która mogła służyć walce z najbardziej skomplikowaną i najtrudniejszą przestępczością mafijną w Polsce, wmontowana w nasz system, została kompletnie wypaczona i użyta do brudnych, politycznych porachunków.
Niestety jedyne co jest pewne po wczorajszych rewelacjach, gdzie jeden świadek koronny sypie drugiego świadka koronnego i wcale nie jest w tym wiarygodny, to to, że Minister Gowin natychmiast, zamiast zajmować się grzebaniem w kontach obywateli, powinien się zająć instytucją świadka koronnego.
