Temat legalizacji prostytucji – jeszcze do niedawna szeroko omijany przez polityków – zaczyna coraz częściej pobrzmiewać w Parlamencie.

REKLAMA
Ruch Palikota pracuje nad ustawą legalizującą w Polsce prostytucję. Leszek Miller w rozmowie z Moniką Olejnik ocenia pomysł jako niewykonalny, argumentując, że są ludzkie słabości, czy potrzeby, których nie da się w sposób administracyjny zwalczyć ani wmontować do legalnego systemu. Tymczasem nasi sąsiedzi Czesi postanowili zalegalizować prostytucję, uważając że podreperuje to budżet państwa oraz zmniejszy przestępczość. Jednocześnie nasza skarbówka zapowiedziała sprawdzanie wszystkich żyjących ponad stan, którzy twierdzą, nie mogąc udokumentować przychodów, że dorobili własnym ciałem.
Nie mam wątpliwości w świetle powyższych wiadomości, że niebawem – zwłaszcza w dobie kryzysu –rozpocznie się w Polsce poważna debata dotycząca problemu legalizacji prostytucji.
Dotychczasowa dyskusja ogniskuje się najczęściej wokół dwóch tematów. Przeciwnicy mówią o moralności. Zwolennicy wyliczają jakie kwoty traci budżet oraz wykazują jak negatywne skutki dla obywateli zarabiających ciałem ma fakt, iż działają w szarej strefie.
W USA delegalizacja sprzedaży alkoholu doprowadziła do zwiększenia jego spożycia i do powstania państwa mafijnego. Zniesienie prohibicji parę lat później pozwoliło USA wyjść z tej pułapki, ale struktury mafijne pozostały przerzucając się na hazard oraz narkotyki. To daje do myślenia.
Wracając do kwestii prostytucji. – Nie jest zakazana, jeżeli jest to działalność indywidualna; panie i panowie świadczący usługi jednoosobowo, bezpośrednio oraz na własny rachunek nie popełniają przestępstwa. Nie płacą też podatków, co narusza podstawową zasadę równości wobec prawa. I tu mamy pierwszy problem. Niestety życie uczy, że Panie skromnie dorabiające do pensji domową manufakturą (nawet robiąc swetry na drutach), wobec praktycznej niemożliwości przyłapania ich na rolowaniu fiskusa, podatków nie płacą, więc i te uprawiające „najstarszy zawód świata” pozostaną w dużej części dalej w szarej strefie nawet po opodatkowaniu prostytucji.
Aby zapewnić wpływy do budżetu, należałoby opodatkować czerpanie korzyści z tego przedsięwzięcia przez jego organizatorów. Wiadomo bowiem, że dużym strukturom trudniej jest oszukiwać. Niestety, obowiązujące rozwiązania prawne nie są zbyt zachęcające dla ujawnienia się inwestorów pragnących konsolidować sektor. Preferują rozproszenie, czyli fikcję działania bez opiekunów.
Idea swobody działalności gospodarczej doznaje tutaj uszczerbku w postaci artykułu 204 kodeksu karnego:
§ 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nakłania inną osobę do uprawiania prostytucji lub jej to ułatwia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Karze określonej w § 1 podlega, kto czerpie korzyści majątkowe z uprawiania prostytucji przez inną osobę.

Jak widać, każda próba zorganizowania przyzwoitego, odprowadzającego ZUS i podatki interesu na bazie świadczenia przez innych usług seksualnych może zakończyć się gwałtownym odsunięciem organizatora od wszelkich interesów na czas dłuższy.
Co więcej wydaje się również, aczkolwiek brak jakiegokolwiek orzecznictwa (precedensu), iż może być karane organizowanie się samych usługodawców w przedsięwzięcia typu join-venture bądź spółdzielcze. Zdolny prokurator może wykazać, iż jest to po pierwsze nakłanianie się wzajemne do prostytucji oraz w pewnym zakresie czerpanie wzajemnie korzyści.
Czy jednak wyeliminowanie barier organizacyjnych, wykreślenie artykułu 204 kodeksu karnego i legalizacja rozwiążą wszystkie problemy? Niestety diabeł tkwi jak zwykle w szczegółach.
Kwestia związków zawodowych. Mamy konstytucyjnie zagwarantowaną możliwość zrzeszania się. Trudno jednak przewidzieć reakcję elit związkowych na nowe koleżanki.
Nie wiadomo jak zareagują klienci na kasę fiskalną w domu publicznym. Jak takim instrumentem posługiwać się na parkingu? I te faktury do podpisania... Czy i kiedy usługę można odliczyć od podatku. Chciałbym zobaczyć odpowiednie rozporządzenia ministra finansów.
Pojawią się również problemy z zakresu prawa pracy. Egzekwowanie pięciodniowego tygodnia pracy, praca na nocnej zmianie etc.... I jak wymagać żeby pracownice nie spożywały alkoholu w zakładzie pracy? Co zrobić, gdy pracownica zajdzie w ciążę? Jeśli z klientem, to jaka jest odpowiedzialność zakładu? Czy przypadkiem nie będzie to traktowane jako wypadek przy pracy? Ciekawy problem pojawia się przy wieku emerytalnym… Już dotychczasowy – lat 60 wydaje się wyśrubowany tak dla pracownic jak i klienteli. A co dopiero 67!
Sprawa nie jest prosta. Rodzi szereg pułapek, powoduje konieczność dostosowania do nowych potrzeb nie tylko naszych standardów moralnych, ale również szeregu aktów prawnych. Wszystko wskazuje, iż jest to sprawa z gatunku niemożliwych do przeprowadzenia.