Największym nieszczęściem zeszłotygodniowej dyskusji była okoliczność, że głównymi jej protagonistami byli reprezentanci dwóch skrajnych opcji – Posłanka Pawłowicz i Poseł Biedroń. Wytworzyli takie wrażenie jakby projekt związków partnerskich skierowany był wyłącznie do osób homoseksualnych.

REKLAMA
Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni złote usta Europosła Tadeusza Cymańskiego skłoniły mnie do zabrania publicznie głosu. Wyartykułował otóż Poseł Cymański dosyć powszechną u konserwatywnie nastawionych polityków myśl, że „jeżeli ktoś jest przez wiele lat w udanym związku, z kimś kogo kocha, z kim wychowuje dziecko, to przecież nie potrzebuje do szczęścia związku partnerskiego bo może łatwiutko zawrzeć małżeństwo przed urzędem stanu cywilnego”. Zdanie pozornie logiczne, ale nie do końca. Oczywiście natychmiast odpadają z definicji pary jednopłciowe, ale jak rozumiem to koledze Tadeuszowi snu z powiek nie spędza. Problem jest jednak dużo szerszy, gdyż kłopot ma również dużo więcej par heteroseksualnych, co wyraźnie umknęło uwadze posłów, powtarzających bez zastanowienia herezje Cymańskiego.
Jest niestety olbrzymia liczba heteroseksualistów, którzy z powodu możliwych problemów rozwodowych na małżeństwo nigdy się nie zdecydują. Otóż zawierając małżeństwo kobieta i mężczyzna wyzbywają się swojej wolności do tego stopnia, że chcąc się ewentualnie rozwieść mogą tego rozwodu nie dostać i to nie tylko w sytuacji, gdy sprawę blokuje jeden z małżonków, ale również wtedy, gdy oboje zgodnie rozwodu pragną. Konstytucyjna ochrona rodziny idzie tak daleko, że to sędzia i tylko sędzia decyduje w pewnych okolicznościach o rozwodzie dwojga dorosłych ludzi. Uważam to za słuszne; ci którzy tego pragną powinni mieć możliwość zabetonowania swoich stosunków małżeńskich, ale nikt nie ma prawa żądać takiego podejścia do swojego życia od wszystkich. Jeżeli więc konstrukcja małżeństwa odstrasza dzisiaj od jego zawarcia 10 do 20% par posiadających dzieci pozbawiając ich minimum gwarancji to uważam, że obowiązkiem Parlamentu jest takie minimum obywatelom zaofiarować, a to akurat projekt Posła PO Artura Dunina tym rodzinom zapewniał. Niestety debata potoczyła się innym torem.
Największym nieszczęściem zeszłotygodniowej dyskusji była okoliczność, że głównymi jej protagonistami, twarzami najbardziej rozpoznawalnymi, jakby firmującymi dwa stanowiska byli reprezentanci dwóch skrajnych opcji – Posłanka Pawłowicz i Poseł Biedroń. Oboje oni wytworzyli takie wrażenie jakby projekt związków partnerskich skierowany był wyłącznie do osób homoseksualnych. Postawiona w takiej sytuacji część posłów, którym zarzucono, że robią ustawę wyłącznie dla homoseksualistów stanęła okoniem i zagłosowała przeciw, zapominając, że z tą kąpielą wylewa kilkadziesiąt tysięcy dzieci par heteroseksualnych.